W numerze
 
styczeń/luty 2012 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 5 Niedziela okresu zwykłego »

Doświadczyć Łaski

Drukuj

Wiele wspaniałych czynów Jezusa pokazuje nam dzisiejsza ewangelia, uzdrowienie teściowej Apostoła Piotra, wypędzanie demonów, uzdrowienia wielu chorych, itd., ale nie to zwróciło moją uwagę w dzisiejszym czytaniu, a jedynie krótkie stwierdzenie narracyjne, często niezauważane: „Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych” – co w tym dziwnego, można by zapytać?

 

Wiele wspaniałych czynów Jezusa pokazuje nam dzisiejsza ewangelia, uzdrowienie teściowej Apostoła Piotra, wypędzanie demonów, uzdrowienia wielu chorych, itd., ale nie to zwróciło moją uwagę w dzisiejszym czytaniu, a jedynie krótkie stwierdzenie narracyjne, często niezauważane: „Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych” – co w tym dziwnego, można by zapytać? Że przynosili do niego chorych wieczorem, a nie rano? Każda pora jest dobra na przyjście do Jezusa! Tak, ale w tym wypadku nie chodzi o to, że niepokojono Jezusa wieczorem, ani że nie mógł udać się na nocny odpoczynek. Ale pora przynoszenia chorych podyktowana była względami religijnymi. Był to szabat, do zachodu słońca nikt nie mógł wykonywać żadnej pracy, tak więc religijni ludzie czekali ze swymi cierpiącymi, aż religijny porządek pozwoli im iść do tego, kto może ich wybawić! Niezwykłe, pobożność i religijność powstrzymywała ich przed spotkaniem z Synem Boga, z obiecanym Mesjaszem. Więcej, takie rozumienie religii sprawiało, że chorzy i opętani musieli cierpieć, licząc godziny do końca szabatu, bo nikt nie chciał łamać zasad wiary! Ci którzy by złamali zakaz, naraziliby się pobożnym i mogliby ponieść karę! Tak więc Boże miłosierdzie musiało czekać, aż zakaz przestanie działać, inaczej ktoś mógłby pomyśleć, że nie są dobrymi żydami, że nie są pobożni! A wierzcie mi, religijni ludzie potrafią sprawić, aby każdy mniej religijny od nich poczuł, kim jest!
W jednej z książek Philipa Yancey’a, („Zaskoczeni Łaską”, wyd. Credo, Katowice 2003, s. 7.) znalazłem kiedyś szokującą opowieść, którą autorowi opowiedział jego przyjaciel, misjonarz pracujący z bezdomnymi w Chicago: „Przyszła do mnie bezdomna, obdarta, schorowana prostytutka. Nie miała nawet grosza, żeby kupić coś do jedzenia dla swojej dwuletniej córeczki. Łkając spazmatycznie powiedziała mi, że wynajmuje swoje dziecko – dwuletnie! – mężczyznom o perwersyjnych skłonnościach seksualnych. W ten sposób, oddając córkę na godzinę, mogła zarobić więcej niż sama przez całą noc. Twierdziła, że musi to robić, aby zdobyć pieniądze na narkotyki dla siebie. Słuchałem tego i myślałem, że nie wytrzymam… (…) W końcu zapytałem, czy kiedykolwiek przyszło jej do głowy szukać pomocy w Kościele? Nigdy nie zapomnę wyrazu jej twarzy, jak na mnie spojrzała, zaszokowana moją naiwnością. – W Kościele? – zawołała. – Miałabym pójść do Kościoła? Po co? I tak czuję się okropnie. A tam poczułabym się jeszcze gorzej!”.
W dzisiejszej lekcji apostolskiej Paweł mówi: (1 Kor 9,22): „Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych”.
Ale czy to tylko błyskotliwa myśl apostoła Pawła, czy to tylko jego refleksja nad życiem? Nie, to naśladowanie naszego Mistrza – Jezusa! Jest wiele takich momentów w ewangeliach, które pokazują podejście Jezusa do ludzi, ale ten, który mnie zawsze najbardziej porusza zapisany jest w Ewangelii Mateusza (Mt 2,47-50): „Gdy On jeszcze mówił, oto nadszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami, od arcykapłanów i starszych ludu. Zdrajca zaś dał im taki znak: Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie! Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: Witaj Rabbi! i pocałował Go. A Jezus rzekł do niego: Przyjacielu, po coś przyszedł? Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go”.
Ostatnie chwile Jezusa na ziemi, ostatnie rozmowy, ostatnie słowa. I tak to już jest, że kiedy wiemy, że ktoś odchodzi, to z jakąś większą uwagą słuchamy tego co mówi. To jakby jego ostatnia wola.
Oto noc, ciemny ogród, śpiący uczniowie, Jezus w Getsemani, początek cierpienia. I nagle – jak pisze Mateusz – nadchodzi jeden z Dwunastu, ten który go wydał. Czuć w tych słowach lęk Mateusza – to jeden z nas, taki sam jak my, takie rzeczy zwykle się tuszuje, o nich się nie mówi. W każdej rodzinie są takie historie okryte tajemnicą. Bo jeden z nas znaczy, że to mogę być i ja. Bo jestem taki sam.
I zaraz przystąpił do Jezusa, i pocałował Go (niektóre teksty dodają „pocałował Go czule”) – to taki ostatni znak uczniowskiej miłości i oddania. Równie przerażający dla piszącego to Mateusza – bo wie, że ten pocałunek to koniec Jezusa, on wie co po nim się stało!
Jak więc w takiej sytuacji nie osądzić, nie potępić, nie wydać sprawiedliwie skazującego wyroku? Zasłużył na potępienie! On Go zdradził! Nie ma przebaczenia! Nie ma zmiłuj! Są przecież jakieś zasady! Jakieś granice!
Co dalej dzieje się w tej historii? Judasz całuje, a Jezus mówi: „Grzeszniku! Niech cię piekło pochłonie! I otwarła się ziemia, i piekło go pochłonęło…” – to chyba najbardziej chcielibyśmy widzieć, aby nasze pragnienie sprawiedliwości zostało ugaszone!
Lecz jednak Jezus rzekł do niego: „Przyjacielu, po co przychodzisz? Przyjacielu, co mogę dla ciebie zrobić, co mogę ci dać?” – te słowa przerażają mnie bardziej niż potępienie! Bo obnażają mnie samego – przede mną!
Jezus w obliczu zdrajcy – z pełną świadomością tego co się dzieje, mówi Judaszowi – nie zdrajcy, ale Judaszowi – człowiekowi, „przyjacielu”, co mogę jeszcze dla ciebie zrobić? Właśnie idę na krzyż, aby tam dać ostateczne świadectwo mojej solidarności z tobą, mojej miłości do ciebie! Ale czy jest coś jeszcze, co mogę ci dać, powiedz?
Oto co znaczy „dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych”.
Zaraz, zaraz! Czyli mamy płazem puszczać przewinienia? Przymykać oko na błędy? A co z radykalizmem życia, dążeniem do świętości? Mamy być święci jak Jezus, radykalni jak On!
Pewnego dnia, kiedy siedział gdzieś pisząc palcem po piasku, z zamyślenia wytrąciła go grupa niezwykle radykalnych ludzi, była z nimi kobieta, cóż – mniej radykalna od innych. Stanęli przed Jezusem, i poprosili Go o wydanie osądu, mówiąc: „Ona cudzołożyła, trzeba ją ukamienować!”. A On pisząc dalej palcem po piasku – osądził i wydał wyrok: „ten który jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień!”. Nie powiedział, że wszystko jest w porządku, ale za grzechem kobiety zobaczył ją. To właśnie czyni Boża Łaska, nie przymyka oka na nasze przewiny, ale najpierw widzi w nas Boże dzieci, widzi w nas ludzi i to jest dla niej najważniejsze.
Nasz „szabat” – religijny osąd – zamyka drzwi nie tylko przed drugim człowiekiem, nasz osąd zamyka drzwi przed Chrystusem. Łaska jest tym, co sprawia że osąd przestaje być aktualny, doświadczenie Bożej łaski i Bożego miłosierdzia sprawia, że „szabat” nie jest przeszkodą w przyniesieniu chorych i opętanych do Jezusa. „Szabat” przestaje w naszych oczach istnieć, a pozostaje Jezus i nasz bliźni w potrzebie. Nawet jeżeli w oczach innych staniemy się przez to bluźniercami, to jednak warto ponieść taką cenę dla zbawienia. Sprawiedliwość bowiem ustępuje przed miłosierdziem.
„Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych”.
Ten sam scenariusz powtarza się w większości nowotestamentowych historii, ta sama treść, ten sam rytm, w coraz to innej scenografii, bo chce nam uzmysłowić… Nie! „Uzmysłowienie” to niedobre słowo – zakłada bowiem, że możemy coś przyswoić, zrozumieć… A definicja nic tu nie da, to nie może być coś, co przychodzi z zewnątrz, to musi być autentyczne doświadczenie, bo tej Łaski trzeba doświadczyć! Nie ma tu miejsca na rozum, na wyjaśnienie, potrzeba tylko poczuć jak w całej naszej nędzy, w ciemności, w bólu, On podaje nam rękę, dźwiga nas w górę, nie zadaje żadnych pytań… tylko mówi: „dla ciebie słabego i ja Bóg stałem się słaby” – to jest Łaska!
 
 
autor: ks. Dominik A. Chmielewski