|
Kazania, Homilie, Liturgia - Biblioteka Kaznodziejska
Może nie dość oryginalne, ale nowe…Wydaje się to wszystko nieco nierealne: rozprzestrzeniająca się wspólnota Kościoła, odwaga aż do męczeństwa, jedność między tymi, którzy uwierzyli w Chrystusa… Szczególnie trudne do wyobrażenia jest to dzisiaj, gdy wokół dostrzegamy zjawiska wprost odwrotne: w kościołach ludzi coraz mniej, wielu w tej wspólnocie trwa z racji tradycji i nic poza nią ich nie trzyma formalnie w Kościele; chrześcijaństwo skłócone na wielką skalę. Ale przecież złości i kłótni nie brakuje też między tymi, którzy nazywają się chrześcijanami…
Wydaje się to wszystko nieco nierealne: rozprzestrzeniająca się wspólnota Kościoła, odwaga aż do męczeństwa, jedność między tymi, którzy uwierzyli w Chrystusa… Szczególnie trudne do wyobrażenia jest to dzisiaj, gdy wokół dostrzegamy zjawiska wprost odwrotne: w kościołach ludzi coraz mniej, wielu w tej wspólnocie trwa z racji tradycji i nic poza nią ich nie trzyma formalnie w Kościele; chrześcijaństwo skłócone na wielką skalę. Ale przecież złości i kłótni nie brakuje też między tymi, którzy nazywają się chrześcijanami… I pewnie można by tak prześcigać się w wyszukiwaniu argumentów za nierealnością biblijnej wizji Kościoła, coraz głębiej wchodząc w pokusę zagłuszenia Jezusowego wołania: „Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali”. To nie jest kolejny opis świata, który nie pasuje do rzeczywistości, to w ogóle nie jest opis – raczej musimy zobaczyć w tych słowach zadanie do wykonania. Określenie „nowe” jest trochę mylące, bo każdy z nas ze spokojem może powiedzieć, że już nie raz słowo to słyszał, że zadomowiło się ono zarówno w chrześcijaństwie, jak i w kulturze, że „nowe” przykazanie to może było za czasów Jezusa. A jednak stajemy przed „nowością” tych słów, bowiem do każdego przykazanie miłości skierowane jest osobno. Dla każdego, kto zdecyduje się je naprawdę usłyszeć, oznacza zupełnie coś nowego. „Nowość” tego wezwania nie polega na jego oryginalności, na zaskoczeniu, na wchodzeniu w nieznane (choć i te wrażenia ku naszemu zdziwieniu mogą często się pojawiać); jest to raczej świeżość naszej osobistej decyzji w podejmowaniu życia, jest to raczej odkrycie, że świat, który mnie otacza, potrzebuje mojej obecności, i do tego właśnie świata posyła mnie Bóg z zadaniem kochania. Tak przyjmując Jezusowe zaproszenie, nie wchodzimy w złudne wyobrażenia o jakimś idealnym świecie. Bo przecież nadal ubywa ludzi w kościołach, ale zaproszony jestem, abym to ja właśnie odnajdywał w tej wspólnocie swoje miejsce, abym to ja pokochał ten Kościół „od wewnątrz” i zobaczył, jak bardzo jestem potrzebny konkretnym siostrom i braciom, ale też moim najbliższym. Nadal wielu przeżywa swoje chrześcijaństwo byle jak, na zasadzie tradycji, ale zaproszony jestem, by zrobić krok naprzód, odkryć konkretne zadania, które przede mną stają; żebym, mówiąc prosto, zabrał się do pracy nad sobą, swoim życiem duchowym, jak i nad własnym zaangażowaniem w życie wspólnoty; abym odkrył, co mogę zrobić na miarę moich sił i możliwości. Nadal uczniowie Chrystusa, nie bacząc na wspólnego Mistrza i Nauczyciela, potrafią rozdzielać włos na czworo i zażarcie kłócić się o swoje prawa i wyobrażenia, tak samo jak wielu nie bacząc na godność Chrztu, jaką zostali naznaczeni, potrafi czasami niszczyć się nawzajem złym słowem, podejrzeniami, oskarżeniami, obmową, a niekiedy nawet fizyczną przemocą. A przecież powinniśmy zacząć od siebie – zrezygnować ze swoich bezgranicznych przywiązań, zwłaszcza z przekonania o własnej nieomylności; zaproszony jestem, by wsłuchać się w głos mówiącego do mnie, bym pierwszy wyciągną rękę, pierwszy przebaczył urazę, pierwszy okazał dobroć i miłość. Oczywiście, to wszystko nie jest „nowe”, wprost przeciwnie – „to już wszystko było…”. Pytanie zasadnicze brzmi jednak: czy ja już tam byłem? Czy w moim codziennym, mniej lub bardziej poukładanym życiu, już zrobiłem miejsce na Jezusowe wołanie o miłość? I można w tym miejscu na nowo powrócić do zbierania wątpliwości i innych znaków zapytania, mnożąc argumenty, i pewnie jednym z bardziej zasadnych argumentów będzie stwierdzanie, że większość z nas na tę drogę próbowała już wchodzić… Tylko że się nie udało… Dlatego właśnie Jezus przychodzi z nowym przykazaniem, aby pokazać, że nie ma pośród Jego uczniów ludzi doskonałych, idealnych, że nie jeden raz wszystko będzie trzeba zaczynać od nowa… Ale jednocześnie mówi, że żaden wysiłek ku dobru nie zostaje niezauważony, że czasami za całymi zwałami nieudanych, złych, może nawet i grzesznych ludzkich zachowań, będzie błyszczało małe ziarno dobra, wysiłku, pragnienia piękna. I będzie błyszczało, bo szlachetny kamień pozostaje szlachetny, nawet jeżeli znajdujemy go w kałuży błota. autor: ks. Paweł Pacholak
|