W numerze
 
maj/czerwiec 2011 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 5 Niedziela Wielkanocna »

Nowe życie

Drukuj
Któż z nas nie zadaje sobie pytań o sens i cel naszego życia. Jako istoty myślące stawiamy sobie pytanie dokąd ono zmierza. Szczególnie w sytuacjach granicznych, gdy ocieramy się o śmierć i cierpienie przychodzi nam na myśl pytanie: czy jest jeszcze coś więcej?
Ludzie w różny sposób starają się na to pytanie odpowiedzieć. Szukają sensu swojego życia w różnych rzeczach. Jedni poświęcają się pracy, karierze, zarabianiu pieniędzy. Inni skupiają się na doczesności nie interesując się wcale przyszłością, jakby nigdy miała nie nadejść. Jeszcze inni odpowiedzi szukają w różnych systemach filozoficznych bądź koncepcjach naukowych. Efekt tego jest taki, że ludzie są zagubieni. Nie znajdują satysfakcjonującej odpowiedzi, a w konsekwencji miotają się w życiu. Boją się śmierci i nie mają nadziei na ratunek.

Któż z nas nie zadaje sobie pytań o sens i cel naszego życia. Jako istoty myślące stawiamy sobie pytanie dokąd ono zmierza. Szczególnie w sytuacjach granicznych, gdy ocieramy się o śmierć i cierpienie przychodzi nam na myśl pytanie: czy jest jeszcze coś więcej?
Ludzie w różny sposób starają się na to pytanie odpowiedzieć. Szukają sensu swojego życia w różnych rzeczach. Jedni poświęcają się pracy, karierze, zarabianiu pieniędzy. Inni skupiają się na doczesności nie interesując się wcale przyszłością, jakby nigdy miała nie nadejść. Jeszcze inni odpowiedzi szukają w różnych systemach filozoficznych bądź koncepcjach naukowych. Efekt tego jest taki, że ludzie są zagubieni. Nie znajdują satysfakcjonującej odpowiedzi, a w konsekwencji miotają się w życiu. Boją się śmierci i nie mają nadziei na ratunek.
Podobnie było za czasów Pana Jezusa, gdzie Grecy – poganie, szczycili się swoją wielką filozofią. Gdy jednak dochodziło do spraw wieczności pozostawali bezradni. Zachowane po dzień dzisiejszy opisy i wyobrażenia na ten temat, pokazują jak bardzo zrozpaczeni, bezradni i pozbawieni nadziei byli ówcześni ludzie.
Jakże podobnie jest i dziś! Czy i my czasem nie pokładamy zbyt wielkiej nadziei w nauce? Czy nie jest wyrazem naszej pychy to, że wydaje nam się, że możemy wszystko zmierzyć, zważyć, opisać i sklasyfikować? Kwestia śmierci, czy nawet jej pokonanie jest więc pewnie w naszym mniemaniu jedynie kwestią czasu dla nauki. Tymczasem tak naprawdę zamiast zyskiwać nowe odpowiedzi, otrzymujemy coraz więcej pytań, a człowiek coraz bardziej popada w zwątpienie.
Podobne wątpliwości i pytania mieli także uczniowie. W dzisiejszej Ewangelii czytamy jak to Tomasz pyta Jezusa: „Panie, nie wiemy dokąd idziesz, jakże możemy znać drogę?” To pytanie jest także wyrazem pewnej niepewności i niezrozumienia zapowiedzi Jezusa. Ale Zbawiciel wyraźnie odpowiada: „Ja jestem droga i prawda i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie”. Mówi też: „Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie!”.
Te jakże niezwykle piękne słowa budzą w człowieku nadzieję i wiarę. Ale nie są to słowa bezpodstawne. Pan Jezus ma prawo je wypowiadać, bo On pokonał śmierć i zniszczył grzech. O tym mówiliśmy jeszcze niedawno w czasie świąt Wielkiej Nocy. Na krzyżu Golgoty dokonało się największe wydarzenie w dziejach ludzkości. W swojej ogromnej i niezmierzonej miłości Bóg poświęcił życie swojego ukochanego Syna. On umierając na krzyżu zniszczył moc grzechu i śmierci. Zostaliśmy obmyci Jego krwią i oczyszczeni. Jezus stał się ofiarą przebłagalną za nasze występki.
I to jest najwspanialsza wiadomość jaką możemy otrzymać. W Chrystusie mamy nowe życie! Dlatego śmierć, która nas czeka nie jest wcale końcem naszego życia. Nie jest granicą i barierą po której nic więcej już nie ma. Nie jest nicością. W rzeczywistości jest dopiero początkiem życia. Tego, którego wszyscy chrześcijanie z taką gorliwością i niecierpliwością oczekują. Szczególnie, że także w dzisiejszym tekście Pan Jezus wyraźnie obiecuje: „W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli”. Dlatego wierzymy, że i dla nas jest miejsce w Królestwie Niebieskim. A nasze życie tu na ziemi traktujemy jedynie jako etap przejściowy, do lepszego świata. Chcemy być bliżej Zbawiciela i niecierpliwie oczekujemy na Jego powtórne przyjście. W tej nadziei żyjemy i ona pomaga nam przezwyciężać trudności doczesnego życia.
Czy życie z takim przeświadczeniem nie jest o wiele piękniejsze i szczęśliwsze? Świadomość tego, że nie jesteśmy dziełem przypadku i nie ślepy los kieruje naszymi drogami dodaje nam otuchy i nadaje wartość naszej egzystencji. Jeden z najwybitniejszych teologów ewangelickich oraz działacz antyhitlerowski Dietrich Bonhoeffer, został skazany osobistym rozkazem Hitlera na śmierć w ostatnich dniach wojny. Gdy prowadzono go na śmierć jeden ze strażników zapytał czy zdaje sobie sprawę, że to już jego koniec. Na to Bonhoeffer odpowiedział, że dla niego to dopiero początek życia. Obyśmy i my potrafili wykazać się taką wiarą i zaufaniem. A wtedy nawet śmierć nie będzie dla nas straszna.
By to jednak stało się i naszym udziałem nie możemy zapomnieć, by na to Boże zaproszenie odpowiedzieć. Jezus mówi: „kto uwierzy i ochrzczony zostanie, zbawiony będzie”. Pozwólmy by i w nas Duch Święty rozpoczął swoje zbawcze dzieło i odmieniał nasze serca. Droga wiary jest drogą trudną. Drogą pełną niebezpieczeństw i pułapek. Możemy być jednak pewni, że Bóg będzie nas prowadził i wspierał. Jemu powierzmy swoje życie i z nim zmierzajmy do życia wiecznego, w Królestwie Ojca.
 
 

autor: ks. Wojciech Płoszek