Abyśmy zrozumieli, że krzyż daje życie
Jezus zdawał sobie sprawę z trudności, cierpienia i śmierci, jaka Go czekała, ale widział też nadzieję i chwałę, jaką Bóg otoczy Jego dzieło. Nie chodzi tu o próżną chwałę i sławę, jaką znamy ze świata współczesnych mediów, lecz o najwyższą wartość, uznanie i podziw dla tego wszystkiego, co miał uczynić Jezus. Pewnie za mało zdajemy sobie sprawę z działania Boga wobec nas i dlatego też nie potrafimy Bogu dziękować ani Go uwielbiać; ani też korzystać z Jego darów. Całą swoją energię i podziw kierujemy na ludzkie dokonania, jakże często próżne i fałszywe. Jezus chce przywrócić właściwą perspektywę i hierarchię wartości różnych dzieł, chce pokazać, co naprawdę się liczy w życiu i co ma wartość nieprzemijającą.
Dzisiejsza Ewangelia przytacza ostatnie, najważniejsze słowa Jezusa, które miały przygotować uczniów na wydarzenia Wielkiego Tygodnia. To przygotowanie przyda się także i nam, byśmy mogli zrozumieć istotę misji Jezusa i umieli przyjąć jej owoce.
Jezus zdawał sobie sprawę z trudności, cierpienia i śmierci, jaka Go czekała, ale widział też nadzieję i chwałę, jaką Bóg otoczy Jego dzieło. Nie chodzi tu o próżną chwałę i sławę, jaką znamy ze świata współczesnych mediów, lecz o najwyższą wartość, uznanie i podziw dla tego wszystkiego, co miał uczynić Jezus. Pewnie za mało zdajemy sobie sprawę z działania Boga wobec nas i dlatego też nie potrafimy Bogu dziękować ani Go uwielbiać; ani też korzystać z Jego darów. Całą swoją energię i podziw kierujemy na ludzkie dokonania, jakże często próżne i fałszywe. Jezus chce przywrócić właściwą perspektywę i hierarchię wartości różnych dzieł, chce pokazać, co naprawdę się liczy w życiu i co ma wartość nieprzemijającą.
W swoich proroczych słowach Jezus obwieszcza bliskie wypełnienie dzieła zbawienia i odsłania jego najgłębsze tajemnice. Oto nadeszła godzina uwielbienia Syna Człowieczego. Każdy, kto chce ujrzeć Jezusa w kulminacyjnym punkcie Jego misji, będzie miał teraz okazję. Ale to nie będzie okazja łatwa, gdyż owo uwielbienie i zbawcza misja Jezusa wypełni się na krzyżu, przez straszliwą mękę i haniebną śmierć w całkowitym opuszczeniu. Zapewne nikt nie przewidywał takiego przebiegu wypadków, może z wyjątkiem kilku zdań proroctwa Izajasza o cierpiącym Słudze Jahwe.
I dlatego Jezus uprzedzając zgorszenie i zwątpienie swoich uczniów i wielu, wielu innych, dodaje zaraz naukę o prawach życia, o kosztach i cenie, jaką trzeba płacić za każde dobro. Dobrą ilustracją jest ziarno pszenicy. Aby mogło się krzewić życie, potrzeba jakiegoś obumierania. Aby zebrać plon, trzeba najpierw posiać ziarno, i to nie byle jakie, lecz najlepsze. Siew to bardzo trudna praca, i to wcale nie ze względów technicznych, lecz egzystencjalnych. Z jednym ziarenkiem nie ma problemu, bo pojedyncze i tak na nic się nie przyda, ale z całym workiem dorodnego ziarna, to już nie jest takie proste. Przecież z tego ziarna za parę godzin mógłby już być chleb, a tak trzeba to ziarno stracić, potem czekać aż do lata, trudzić się przy żniwach i to jeszcze nie mając żadnych gwarancji, że nagle nie przyjdzie burza czy grad, który w ostatnim momencie zniweczy cały ten wysiłek. Niełatwo o cierpliwość, gdy na owoce trzeba długo czekać, a doraźnie widać tylko ofiarę, wyrzeczenia i trud. Sianie to w swej istocie prawdziwy dramat. Podobne uczucia przeżywamy wszyscy: mozolne zdobywanie wykształcenia, finansowe ryzyko inwestowania, oszczędzanie w funduszach emerytalnych…
Podobnej wiary potrzeba chrześcijanom, aby potrafili z nadzieją zaakceptować śmierć Chrystusa, a także swoje własne obumieranie przez cierpienie, prześladowania, a może i męczeństwo. I może najtrudniejsze – bo rzeczywiste i najczęstsze, jest to codzienne męczeństwo: bez przelewania krwi, ale z przelewaniem potu, łez, bezsilnym wyczekiwaniem ulgi, przyjmowaniem obelg i ciosów… Chyba każdy z nas jest powołany do jakiegoś męczeństwa, ofiary i trudu. I żadne reklamy, rozrywka ani proza banalnej codzienności, nie przesłonią tej dramatycznej prawdy: życie bez obumierania jest niemożliwe! Szczęście bez cierpienia nie istnieje! Bez ofiary niczego prawdziwie wartościowego się nie zdobędzie! Trudno w to uwierzyć, gdy jest się młodym, zdrowym, wysportowanym, gdy się odnosi sukcesy i zwycięstwa.
Ale Jezus chce nam oszczędzić złudzeń i bolesnych rozczarowań. Kto kocha swoje życie – w sensie, który podsuwają nam reklamy, kolorowe czasopisma, telewizja, a więc wygodę, bogactwo, atrakcyjność – ten nie potrafi obumrzeć ani przynieść owocu. Nie potrafi także zachować swego życia, ani nawet być w tym życiu szczęśliwy, bo nie będzie umiał ponosić ofiar, podejmować trudu, a tym bardziej nie będzie umiał pogodzić się z koniecznością cierpienia. Niestety, śmierć jest nieodłączna od życia i żadne pieniądze, leki i terapie, nie potrafią nam tego życia przedłużyć, a tym bardziej zachować.
Tylko ten, kto pogodzi się z koniecznością ofiary i umierania, a swoje nadzieje ulokuje w wierze, potrafi zachować pokój i pogodę ducha. To nie znaczy, że ma się poddać rezygnacji i niemej obojętności. Nie, ma się oddać Chrystusowi, który sam jeden może zachować nas od śmierci, czyli nadać naszemu życiu wieczny sens i trwanie. Ale oddać się Chrystusowi, to znaczy zaufać Mu w całej pełni, na dobre i na złe, także pod krzyżem – i zwłaszcza na krzyżu, swoim własnym. Kto wtedy będzie przy Chrystusie, będzie przy Nim już zawsze. Takie bowiem Chrystus dał nam obietnice i gwarancje, potwierdzone Jego Zmartwychwstaniem.
Ale nawet największa wiara i najsilniejsza ufność nie wykluczają kryzysów. Więc i my bądźmy gotowi na chwile niepewności i trwogi. Pamiętajmy jednak, że wobec wieczności są to tylko chwile. Chwile bardzo trudne, ale zarazem stanowią one okazję do uwielbienia Boga. Gdy wszystko idzie po naszej myśli, nie jest sztuką dziękować Bogu i ufać Mu. Dopiero gdy zacznie wiać w oczy, wtedy okaże się, czy nasza wiara jest faktycznym zaufaniem i oddaniem się Bogu, czy tylko przejawem dobrego samopoczucia. Wiara sprawdza się i dojrzewa na krzyżu.
autor: ks. Mariusz Pohl
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






