Otwarta Brama Zbawienia
Wielki Post to czas pustyni. Choć na chwilę udajmy się w miejsce ustronne, by doświadczyć twórczej ciszy. Pedagogia Kościoła w tym okresie liturgicznym skłania chrześcijan do autorefleksji. Staramy się wówczas dokonać odnowy wnętrza. Zdajemy sobie przy tym sprawę, że nie da się zrozumieć siebie bez odniesienia do Stwórcy. On zawarł z każdym z nas przymierze, którego treść nosimy w sercu. Musimy zatem dbać o dobrą jego kondycję, by nie stracić wrażliwości sumienia, by nie stać się głuchym na Jego głos. W przeciwnym razie grozi nam utrata tożsamości, odrzucenie Bożego wybraństwa. Boga nie trzeba nam daleko szukać. On może być w każdym z nas. Tylko pozwólmy Mu w nas zmartwychwstać. Nie narażajmy się na śmiertelne niebezpieczeństwo, które niesie ze sobą grzech. Oby nasze serca biły wiecznym rytmem miłości.
Bezdroża grzechu
Na pewno znasz uczucie zmęczenia, które towarzyszy długim, letnim wyprawom. Pamiętasz suchość w gardle, rozpalone ciało, do tego ten niemiłosierny upał. Motywacją do postawienia kolejnego kroku naprzód jest świadomość zbliżania się do upragnionego celu. Jeszcze kilka zakrętów na piaszczystej drodze i w końcu twoim oczom ukaże się jezioro. Sam jego widok przywraca siły witalne, optymizm. Miły powiew chłodu gładzi twoją twarz. Za chwilę poczujesz ukojenie, gdy zanurzysz się w wodzie i zmyjesz z siebie kurz oraz pot. Zmęczenie pryśnie i nabierzesz sił do dalszej wędrówki.
Analogicznie jest z drogą nawrócenia. Często wiele mil, wiele lat trwa podróż do źródła wiary. Grzech powoduje, że jest ona bardzo trudna, wręcz ryzykowna. Może się okazać, że zabłądziliśmy. Wabią nas liczne fałszywe pokusy, które przesłaniają cel najważniejszy. Dlatego tracimy szybko chęci, a w końcu i wiarę. Karmimy się wówczas przyziemnymi rozrywkami, sztucznie stymulujemy do działania. Jednak w rzeczywistości nie żyjemy. Zatracamy się w tym zaślepieniu. A czas ucieka… W dobie przewartościowania czasu, gdy nam go na co dzień brakuje, tak naprawdę przelatuje niepostrzeżenie między palcami. Im intensywniej pochłania nas współczesny pęd, tym więcej tracimy. Wielki skarb Bożego dziecięctwa, powołania do wieczności ustępuje miejsca ekonomizmowi, którego bezduszne zasady stały się naczelnym prawem i osądem.
Zmiłuj się nade mną, Boże, oczyść mnie z grzechu
Warto udać się w miejsce ustronne, by uświadomić sobie własne położenie. Trzeba to robić na tyle często, by kiedyś nie okazało się, że wysiłki naszego życia były daremne, chybione. Dlatego zwracajmy się zawsze o pomoc do Tego, który obdarza miłością bezinteresowną. Niech nikt i nic nie odwodzi nas od ożywczej mocy wody chrztu świętego. Jej źródło nigdy nie wygasa. Tylko my możemy nie chcieć z niego czerpać, skazując się na utratę sensu istnienia.
Zatem podejmijmy post, byśmy stali się w pełni wolnymi dziećmi Bożymi. Nie bądźmy zarozumiali, pewni własnych możliwości. Stwórca uposażył naszą naturę wielkim potencjałem, ale nie po to, byśmy stawiali siebie ponad Najwyższego. Jesteśmy zdolni do miłości. Paradoks człowieczeństwa polega na tym, że wzrasta ono wraz z dzieleniem się dobrem z innymi. Natomiast zubaża nas pragnienie posiadania wszystkiego jedynie dla siebie.
Zawierzenie Bożemu miłosierdziu jest nauką pokory oraz otwarciem się na życie nadprzyrodzone, które nie podlega żadnym ograniczeniom. Prawda, dobro i piękno to przestrzeń prawdziwej wolności. Możemy być wówczas autentyczni i twórczy. Uznanie autorytetu Boga nie stoi na przeszkodzie naszego rozwoju. Przeciwnie – jest jego gwarantem, gdyż miłość nigdy nie grozi dyktaturą, ale pragnie szczęścia człowieka. Jej ofiarnym wyrazem była Męka i Śmierć Syna Bożego. Jezus Chrystus wydał się w ręce grzeszników, by w ten sposób odkupić ich winy. Cała historia zbawienia ukazuje troskę Najwyższego o człowieka, który często wybiera drogę ciemności. I nawet wtedy odpowiedzią Boga było zstąpienie do piekieł. On tak bardzo pragnie naszego szczęścia.
Zbawienie przyszło do nas przez krzyż. W każdym miejscu, w każdej okoliczności można odkryć sacrum. Mesjasz uświęcił dzieło ludzkiej nikczemności. Odtąd to co budziło pogardę, jest znakiem wielkiej miłości. Drzewo hańby stało się symbolem nadziei. Syn Człowieczy został wywyższony. Jego rozłożone ręce pragną objąć nas wszystkich. To jest zawsze otwarta Brama Niebios. Teraz tylko od nas zależy, jak ustosunkujemy się do tego poruszającego gestu Zbawiciela.
Panie, chcę się wtulić w Twoje ramiona. Nie będziesz sam pośród nocy grzechu. Nie wyprę się swego krzyża. Daj mi, Boże, łaskę czystego serca, bym wiedział dokąd iść i umiał dzielić się Tobą z innymi. Dziękuję Ci za to, że jestem. Obym umiał dobrze wykorzystać czas ziemskiej wędrówki. Wiem, że nie będę pragnął, gdy Ty jesteś przy mnie. Nie pogardzę nigdy eucharystycznym pokarmem, który jest zadatkiem wieczności. Bez niego nie dojdę do Królestwa Niebieskiego. Dziś chcę oczyścić moje zmysły, by usłyszeć Twoje wołanie, by odczuwać Twoją Miłość do mnie. Nie wiem, czym sobie na Nią zasłużyłem, ale nie chcę Jej zawieźć. “Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste”.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






