W numerze
 
marzec/kwiecień 2007 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 5 Niedziela Wielkiego Postu »

Powołanie do życia w czystości serca

Drukuj

Wina tej kobiety była bezsporna. Ona rzeczywiście złamała szóste przykazanie Boże: dopuściła się cudzołóstwa. Mojżesz istotnie „nakazał takie kamienować”. Kto jednak miał prawo takiej kary dla niej się domagać? Na pewno nie ci, których sumienia obciążały podobne, a może nawet jeszcze cięższe grzechy! Kocioł, który sam smoli, nie może przyganiać garnkowi. Pan Jezus był bezgrzeszny. Co więcej: On jeden mógł nawet swych przeciwników zapytać: „Kto z was dowiedzie Mi grzechu?”. Ale On po kamień nie sięgnął. Przeciwnie: swym zachowaniem, kilkoma powiedzianymi słowami doprowadził do tego, że oskarżyciele zrezygnowali z możliwości osobistego ukarania tej, którą tak surowo osądzili. A ta kobieta: co ona wtedy przeżywała? Na pewno czuła się jak pogrążony w bezgranicznej rozpaczy skazaniec, który usłyszał, że został ułaskawiony. Chyba odczuła też nieopisaną wdzięczność dla Chrystusa, chyba też w duchu przyrzekła Mu, że odmieni swoje życie, przestanie grzeszyć, rzetelnym przestrzeganiem przykazań Bożych udowodni, że stała się godna Jego słów: „Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”. Nawróciła się. Jej serce stało się czyste.

 

Obowiązujący w bieżącym roku program duszpasterski wzywa nas: „Przypatrzmy się powołaniu Waszemu”. W piątą niedzielę Wielkiego Postu mamy przypatrzeć się naszemu powołaniu do życia w czystości serca. W języku biblijnym serce to centrum osoby ludzkiej; miejsce, w którym dokonuje się spotkanie człowieka z Bogiem i rodzą się relacje z innymi ludźmi. Człowiek ma serce czyste, gdy jego popędy podporządkowane są woli, wola – rozumowi, a cała dusza – Bogu, Jego miłości, łasce i prawdzie. Serce pozostaje czyste, dopóki jest pociągane prawdziwymi wartościami a nie popędzane nierozumnymi popędami. Natomiast nieczystość to nie tylko grzechy przeciw szóstemu przykazaniu Bożemu, lecz każdy brak ładu, dobra, sprawiedliwości w myślach, słowach i uczynkach. Taki brak ładu sprawia, że z tego serca „pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota” (Mk 7,21) Tak – głupota też! Na przykład w noweli Henryka Sienkiewicza Na jasnym brzegu czytamy o pewnym szlachetnym skądinąd malarzu, z którym „stało się to, co przytrafia się wielu nawet zupełnie inteligentnym ludziom. Oto rozum jego skończył się z chwilą, w której ozwały się zmysły – a raczej gorzej jeszcze: bo poszedł w ich służbę i zamiast je zwalczać, musiał im dostarczać argumentów. W ten sposób ów Świrski, który wszystko wiedział i rozumiał, począł wszystko usprawiedliwiać, wykręcać na korzyść, łagodzić, tłumaczyć”. Swoje niemądre postępowanie osładzał przysłowiowym: „jakoś to będzie”. Jego „głupota” pochodziła z jego nieczystego serca. Płynie stąd dla nas ważna nauka.

 

W latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia co najmniej dwaj znani niekatoliccy autorzy ostrzegali, że ludzkości grozi – jak pisali – „sparszywienie”. Od dawna zaś wiadomo, że rozluźnienie rygorów moralnych tylko przez jedno pokolenie może iść w parze z wysoką kulturą. Czy to więc przypadek, że popularność hasła „róbta co chceta” wraz z ogólnym zdziczeniem obyczajów, upowszechnieniem przestępczości, moralnego nihilizmu idą w parze z nasyceniem środków masowego przekazu treściami wprost nachalnie pobudzającymi zmysły, zachęcającymi do niczym niehamowanego zaspokajania nierozumnych popędów? Czy wychowanie młodzieży może pomijać tę problematykę? Jakże w tej sytuacji trudno panować nad zmysłami. Kto w tych warunkach potrafi „uczciwie i mądrze żyć?”

 

Powszechnie znane są słowa Horacego: „Miej odwagę być mądrym” (Sapere aude). Dziś niełatwo być mądrym także dlatego, że prawdziwa mądrość czasem uchodzi za głupotę. Kilka dziewcząt ze szkoły podstawowej ogląda kolorowe czasopismo i ze śmiechem komentuje to, co tam pokazane. Nagle jedna mówi: „Nie powinniśmy tego robić”. Chce odejść, lecz inna ją zatrzymuje mówiąc: „Nie wstydź się! Nie bądź głupia!”. Na to owa wstydliwa spokojnie wyjaśnia: „Mama mówi, że na to mam jeszcze czas – więc ja poczekam”. Mądra mama – i mądra córka! Mądra i – odważna. Czy łatwo takie spotkać? A przecież powołanie do czystości serca wiąże się z wezwaniem do mądrego wybierania tego, czym się karmi umysł i serce. Bo umysł i serce człowieka to jak dwa naczynia połączone: Gdy ktoś w swej głowie urządzi śmietnik, wnet i w sercu będzie miał śmietnik – i to będzie źródło jego pragnień, zamiarów, czynów.

 

Katechizm Kościoła Katolickiego uczy: „Czystość domaga się osiągnięcia panowania nad sobą, które jest pedagogiką ludzkiej wolności. Alternatywa jest oczywista: albo człowiek panuje nad swymi namiętnościami i osiąga pokój, albo pozwala zniewolić się przez nie i staje się nieszczęśliwy”. Skąd my to znamy! Pewna „nowoczesna” – jak jej się zdawało – dziewczyna wyznała: „Gdybym się obudziła i stwierdziła, że to wszystko, co robiłam, to tylko sen – jaka byłabym cnotliwa”. Niestety – daremne żale! Prawdziwy błąd to taki błąd, z którego nie wyciąga się nauki na przyszłość. Rozmnożyła się nieprawość i ostygła miłość wielu, ale – Bóg kochać nie przestał, nie rezygnuje z ludzkości, chociaż ona zdaje się rezygnować z Niego. Lecz nasz Niebieski Ojciec jest dobry. Jezus nie powiedział: „Jeśli zgrzeszycie, zginiecie”. On powiedział: „Jeśli się nie nawrócicie – zgniecie”. Trzeba więc naszego nawrócenia, trzeba uporządkowania naszych serc – oczyszczenia ich przez żal i spowiedź, a trwania w czystości przez zrodzone z miłości ku Chrystusowi ukrzyżowanemu mocne postanowienie poprawy! Miejmy odwagę być mądrzy! Prośmy: „Serce czyste stwórz we mnie Boże, i ducha prawego odnów we wnętrznościach moich”.

 

autor: ks. Stefan Naskręt