Skuteczność miłości
Jezus Chrystus w czasie swojej ziemskiej działalności nie był kimś anonimowym. Wieść o Jego słowach i czynach rozprzestrzeniła się nawet wśród pogan. Dotarła również do „bojących się Boga” Greków. Oni to właśnie zdecydowali się przeprowadzić rozmowę z Filipem, pochodzącym z Betsaidy Galilejskiej. Przybyli do niego z konkretną prośbą: „chcemy ujrzeć Jezusa”.
Święty Jan nie pisze, jak ta sprawa została zakończona. Nie wiemy, czy doszło do spotkania. Dowiedzieliśmy się natomiast o tym, co jest najważniejsze: „kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”.
I z pewnością Ewangelista nie pochwala nienawiści. Nie namawia do szerzenia zła. Chce dać do zrozumienia, że nadmierne umiłowanie doczesności nie zaprowadzi nas do niczego dobrego. Wprost przeciwnie, tylko całkowity zwrot ku Bogu jest gwarancją osiągnięcia wieczności: „kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną”.
Nie dawał Benowi spokoju za każdym razem, kiedy ten wchodził do kuchni, ów maleńki metalowy pojemnik, stojący na półce nad piecem. Pewnie wcale nie zawracałby sobie nim głowy, może nawet w ogóle by go nie zauważył, gdyby Marta nie powtarzała mu wciąż, aby go nigdy nie dotykał. Powiadała, że znajduje się w nim pewne „sekretne zioło”, które dostała od swojej matki. Obawiała się, że gdyby Ben lub ktokolwiek inny wziął pudełko do rąk i zajrzał do środka, mógłby je przypadkowo upuścić i rozsypać jego cenną zawartość, a sama nie znała sposobu, by je ponownie napełnić.
Cokolwiek znajdowało się w tym pudełku, z pewnością zdawało egzamin, ponieważ Ben był święcie przekonany, że Marta jest najlepszą kucharką na świecie. Nie był bynajmniej odosobniony w swej opinii, bo każdy, kto tylko posmakował jej potraw, wysławiał je pod niebiosa.
Pewnego razu Marty nie było w domu. Ben przeszedł wolno przez kuchnię i ostrożnie zdjął pojemnik z półki. Bał się śmiertelnie, aby przypadkiem nie rozsypać jego bezcennej zawartości. Postawił go na stole i delikatnie podważył wieko. Nie śmiał od razu zajrzeć do środka. Kiedy wreszcie ukazało mu się wnętrze pojemnika, oczy rozszerzyły mu się ze zdziwienia – był pusty… z wyjątkiem maleńkiego zwiniętego skrawka papieru na dnie. Z trudem wcisnął swoją dużą dłoń do pudełka, żeby wyciągnąć karteczkę. Ujął ją za róg i rozwinął powoli pod światłem lampy kuchennej.
Widniało na niej zaledwie parę słów, umieszczonych tam – jak to Ben natychmiast rozpoznał – przez matkę Marty. Było po prostu napisane: „Marto, do wszystkiego, co robisz, dodawaj odrobinę miłości”. Ben wiedział już teraz, dlaczego tak bardzo mu smakuje to, co ugotowała jego żona (por. Autor nieznany, Sekretne zioło Marthy).
Jezus Chrystus w czasie swojej ziemskiej działalności nie był kimś anonimowym. Wieść o Jego słowach i czynach rozprzestrzeniła się nawet wśród pogan. Dotarła również do „bojących się Boga” Greków. Oni to właśnie zdecydowali się przeprowadzić rozmowę z Filipem, pochodzącym z Betsaidy Galilejskiej. Przybyli do niego z konkretną prośbą: „chcemy ujrzeć Jezusa”.
Święty Jan nie pisze, jak ta sprawa została zakończona. Nie wiemy, czy doszło do spotkania. Dowiedzieliśmy się natomiast o tym, co jest najważniejsze: „kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”.
I z pewnością Ewangelista nie pochwala nienawiści. Nie namawia do szerzenia zła. Chce dać do zrozumienia, że nadmierne umiłowanie doczesności nie zaprowadzi nas do niczego dobrego. Wprost przeciwnie, tylko całkowity zwrot ku Bogu jest gwarancją osiągnięcia wieczności: „kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną”.
Słowa naszego Pana Jezusa Chrystusa zostały skierowane do nas wszystkich. Każdy z nas ma jeszcze wiele do zrobienia. Oprócz codziennych obowiązków nie wolno zapominać o wrażliwości ludzkiego wnętrza. Im większa jest jego głębia, tym łatwiej zbliżyć się do Chrystusa, który powiedział wprost: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity”. Dlatego musimy już dzisiaj, tu i teraz powziąć konkretne postanowienia. Trzeba zrobić wszystko, by dokonać w sobie autentycznych zmian. Tylko w ten sposób może obumrzeć ziarno nieposłuszeństwa, nadmiernego przywiązania do rzeczy materialnych, chęć pójścia na łatwiznę i lenistwo.
Chrystus Eucharystyczny służy nam pomocą w każdej życiowej sytuacji. Nie opuszcza nas nawet wtedy, gdy codzienność wydaje się niezwykle trudna. Ten, który przez śmierć na krzyżu „przyciągnął wszystkich do siebie”, niezmiennie wskazuje na miłość. O jej skuteczności świadczy działanie Marty. Idźmy więc za jej przykładem. Kierujmy się miłością w kontaktach z najbliższymi, w rozmowach z przyjaciółmi i w każdej czynności dnia.
autor: Danuta Szelejewska
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






