W nadziei zbawieni
Jednakże człowiek nie może żyć bez nadziei. „Tylko wtedy, gdy przyszłość jest pewna jako rzeczywistość pozytywna, można żyć w teraźniejszości” – mówi papież już na początku swojej nowej encykliki. Dlatego ludzie rozpaczliwie pytają: Co robić? Jak odnaleźć sens życia? Z czego czerpać nadzieję? My, chrześcijanie, próbujemy dać odpowiedź na te pytania nie jako ci, którzy stoją na zewnątrz, lecz jako ci, których te problemy również dotyczą. Przyznać musimy, że lęki i obawy dzisiejszych ludzi są często także naszymi lękami i obawami. Przecież większość z nas – mimo wiary w zmartwychwstanie Chrystusa i mimo nadziei na życie wieczne – zasmuca, a często też napawa lękiem konieczność, nieuniknioność własnej śmierci.
Pod koniec ubiegłego roku Benedykt XVI wydał encyklikę Spe salvi, o nadziei chrześcijańskiej. Treść tego dokumentu pokazuje, że papież doskonale zna dzisiejszy świat, zdominowany przez konsumpcję, przemoc i grzech, że rozumie potrzeby i problemy dzisiejszego człowieka. Czyż charakterystyczną cechą naszych czasów nie jest właśnie brak nadziei? Na naszych codziennych drogach spotykamy coraz więcej ludzi zdesperowanych, przygnębionych, tracących sens życia i odczuwających lęk przed tym, co przyniesie im jutro. Wśród nich jest niestety sporo ludzi młodych. A co dziś ludziom zabiera nadzieję? To przede wszystkim, że żyją na co dzień fałszywymi nadziejami. Ludzie lokują dziś swoje nadzieje w doczesności, a nie w wieczności. Benedykt XVI pisze, że człowiek często odrzuca wiarę, gdyż życie wieczne nie wydaje mu się godne pragnienia, wybiera doczesność.
Jednakże człowiek nie może żyć bez nadziei. „Tylko wtedy, gdy przyszłość jest pewna jako rzeczywistość pozytywna, można żyć w teraźniejszości” – mówi papież już na początku swojej nowej encykliki. Dlatego ludzie rozpaczliwie pytają: Co robić? Jak odnaleźć sens życia? Z czego czerpać nadzieję? My, chrześcijanie, próbujemy dać odpowiedź na te pytania nie jako ci, którzy stoją na zewnątrz, lecz jako ci, których te problemy również dotyczą. Przyznać musimy, że lęki i obawy dzisiejszych ludzi są często także naszymi lękami i obawami. Przecież większość z nas – mimo wiary w zmartwychwstanie Chrystusa i mimo nadziei na życie wieczne – zasmuca, a często też napawa lękiem konieczność, nieuniknioność własnej śmierci.
Dzisiejsze czytania: z Księgi Ezechiela i z Ewangelii św. Jana, ukazują nam Boga, któremu nasze lęki nie są obojętne i który sam zmierzy się z naszym głównym lękiem – lękiem przed śmiercią. Tym wszystkim, którzy mówią: „Znikła nadzieja nasza, już po nas” (Ez 37,11b) – Bóg składa niezłomną obietnicę: „Udzielę wam mego ducha, byście ożyli”. Bóg Biblii, Bóg i Ojciec Jezusa Chrystusa jest Bogiem życia, a nie śmierci. Każdemu z nas obiecuje pełnię życia. Źródłem tego daru jest łaska i sprawiedliwość Boga, Jego miłość do człowieka – miłość bezwarunkowa, miłość, która przekracza wszelkie zło, to które nas dotyka i to, którego się dopuszczamy; miłość, która jest silniejsza niż śmierć. Miłości tej doświadcza Marta, gdy Jezus, Syn Boży, przywraca do życia leżącego już od czterech dni w grobie jej brata Łazarza. Czyż w wołaniu Jezusa: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!”, nie słyszymy echa słów Boga z odczytanego dziś proroctwa Ezechiela: „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój”? Żeby potwierdzić obietnicę daru pełni życia, żeby dowieść człowiekowi swojej bezgranicznej miłości, Bóg w swoim Synu sam doświadcza trwogi konania i śmierci, daje się złożyć w grobie. Dlatego – jak mówi Benedykt XVI – „prawdziwą, wielką nadzieją człowieka, która przetrwa wszelkie zawody, może być tylko Bóg – Bóg, który nas umiłował i wciąż nas miłuje «aż do końca», do ostatecznego «wykonało się!»”
Otwarciem na nadzieję, źródłem nadziei jest spotkanie z Miłością, którą jest Bóg. Jak otwierać się na to źródło nadziei? Jak uczyć się nadziei? Szkołą nadziei jest modlitwa, która otwiera ludzkie serca na przyjęcie Bożej łaski, otwiera na innych i nie pozwala chować się w prywatnym kącie własnego szczęścia. Nadzieja kształtuje się też w cierpieniu. To właśnie zdolność akceptacji cierpienia prowadzi do odnalezienia sensu przez zjednoczenie z Chrystusem. „Właśnie tam, gdzie ludzie […] starają się uchylić od wszystkiego, co może powodować ból […] staczają się w życie puste”, życie, w którym „dominuje poczucie braku sensu i zagubienia”. Najpewniejszą zaś drogą, która pomaga człowiekowi odnaleźć najgłębsze źródła nadziei, jest miłość – bezwarunkowa miłość Boga i drugiego człowieka.
Na sarkofagach z pierwszych wieków chrześcijaństwa przedstawiano Chrystusa jako „prawdziwego filozofa”. To On prowadzi nas właściwą drogą egzystencji ku pełni prawdziwego życia – aż poza śmierć. Pamiętajmy jednak, że to spotkanie z Miłością – Bogiem, który zbawia – jest możliwe dla nas już dziś. W nadziei już jesteśmy zbawieni (Rz 8,24) – mówił niegdyś św. Paweł Rzymianom, mówi także i nam.
autor: ks. Adam Kalbarczyk
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






