W numerze
 
styczeń/luty 2012 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 6 Niedziela okresu zwykłego »

„Chcę, bądź oczyszczony”

Drukuj

Zdarza się również, że jesteśmy bardzo krytyczni dla samych siebie. Nie wierzymy we własne możliwości, przyznajemy, że pogrzebaliśmy wszelkie szanse na stanie się kimś lepszym. Nie potrafimy spojrzeć w lustro. Uważamy się za zupełnie straconych, nie zasługujących na miłość. A jednak jest Ktoś, kto chce stanąć pośród trędowatych, zasiąść z nimi do stołu i spożywać wieczerzę. To sam Jezus Chrystus poprzez swoją nieskazitelną i nieskończoną dobroć oczyszcza nasze najbardziej zgniłe rany. On nie czuje obrzydzenia dla żadnego z nas, choćbyśmy upadli na samo dno.

Wspólnota ludzka bardzo jest skora do tego, by wykluczać niepokornych czy niewygodnych jej członków. Nieraz zdarza nam się mówić o kimś, kto dopuścił się niegodnych czy haniebnych czynów, że nie zasługuje na to, aby żyć. Chcielibyśmy tak jak chirurg usuwać z naszego życia zgniłe tkanki. Dajemy w ten sposób wyraz naszej niewiary w czyjeś nawrócenie czy uzdrowienie. Choć w wymiarze fizycznym trąd nie jest dziś dla nas niebezpieczny, to wolimy umywać ręce od spraw ludzi, uważanych przez nas za nieczystych. Żywimy wobec nich odrazę, nie chcemy nawet podać im pomocnej dłoni.
Zdarza się również, że jesteśmy bardzo krytyczni dla samych siebie. Nie wierzymy we własne możliwości, przyznajemy, że pogrzebaliśmy wszelkie szanse na stanie się kimś lepszym. Nie potrafimy spojrzeć w lustro. Uważamy się za zupełnie straconych, nie zasługujących na miłość. A jednak jest Ktoś, kto chce stanąć pośród trędowatych, zasiąść z nimi do stołu i spożywać wieczerzę. To sam Jezus Chrystus poprzez swoją nieskazitelną i nieskończoną dobroć oczyszcza nasze najbardziej zgniłe rany. On nie czuje obrzydzenia dla żadnego z nas, choćbyśmy upadli na samo dno.
Dzisiejsze czytanie z Księgi Kapłańskiej ukazuje bardzo ludzki punkt widzenia na kwestię trędowatych. Wspólnota nie chciała ryzykować zarażenia się tą nieuleczalną i wyniszczającą ludzkie ciało chorobą. Nieszczęśnicy musieli więc oddalić się poza obóz. Samotni i odrzuceni oczekiwali już tylko na śmierć, gdyż tylko ona mogła na dobre wybawić ich ze straszliwych mąk.
Jezus przywrócił nadzieję nawet tym, dla których powinno już jej nie być. Uzdrawiał nieuleczalnie chorych, ożywiał umarłych. Pokazał, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Kochał i nadal kocha wszystkich bez wyjątku. Dlatego poniósł za nas największą ofiarę. To powinno nam nie tylko przywrócić wiarę w Boga, ale także w samych siebie. Okazuje się bowiem, że nikt już nie jest odrażający, niegodzien najpiękniejszej miłości.
Zbawiciel potrafi uwolnić nas z najstraszniejszych chorób. Choćby dotknął nas trąd, nie traćmy nadziei i przychodźmy z prośbą o uzdrowienie. Przy kratkach konfesjonału opowiedzmy o tym co nas trapi i boli. Na wszystko znajdzie się lekarstwo, gdyż Bóg naprawdę pokonał śmierć. Dopóki starcza nam sił, by wyznać grzechy, dopóty trąd może być zupełnie i trwale wyleczony. Wołajmy zatem za nieszczęśnikiem z dzisiejszej Ewangelii: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić!”. Bądźmy pewni, że usłyszymy jak najbardziej pozytywną odpowiedź: „Chcę, bądź oczyszczony”. Dzięki Ci, Panie!
 

autor: Michał Piotr Gniadek