W numerze
 
styczeń/luty 2012 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 6 Niedziela okresu zwykłego »

Miejsce w sercu

Drukuj

Patrząc na trędowatego trudno powstrzymać się od współczucia, bowiem owej zakaźnej choroby skóry i nerwów chciałby uniknąć każdy. Przykre w skutkach objawy – guzowate krosty, plamy na skórze, stopniowa utrata czucia, szczególnie w palcach nóg i rąk, a także zwyrodnienia oraz utrata tkanki – stawiają przed chorym konieczność odizolowania od najbliższych. W czasach publicznej działalności Pana Jezusa trędowaci byli napiętnowani przez ludzi zdrowych. Wykluczeni z życia społecznego, spędzali czas w samotności i smutku.

Pielęgniarka z przychodni miała koło pięćdziesiątki. Była korpulentna, z twarzą pokrytą zmarszczkami. Niezbyt piękna, miała jednak tyle szczerości w jasnym spojrzeniu szarych oczu, że jej rysy, choć pospolite, jakby się od tego rozświetlały. We wszystkich wątpliwych przypadkach jej obecność i doświadczenie dodawały pewności moim niepewnym diagnozom. Od dwudziestu lat sama jedna zajmowała się ludźmi chorymi w tym okręgu. Jej zadanie było bardzo ciężkie: co dzień dwudziestokilometrowy objazd, nie mówiąc już o nocach. Podziwiałem ją szczególnie za odwagę, cierpliwość, bezkompromisowość i wesołość. Zasadniczą cechą jej charakteru zdawało się być całkowite zapominanie o sobie: nigdy nie była na tyle zajęta, aby nie powiedzieć słowa otuchy, ani zbyt zmęczona, by nie zareagować nocą na pilne wezwanie.
Oczywiście, mimo że tak uwielbiano ją w okolicy, wynagrodzenie pobierała nader skromne. Pewnego popołudnia, kiedy piła herbatę po wyjątkowo wyczerpującej pracy, odważyłem się poruszyć tę sprawę: Dlaczego nie zażąda pani wyższej płacy? – spytałem ją. To śmieszne pracować za takie grosze. Ze zdziwienia uniosła lekko brwi, a potem uśmiechnęła się. Mam tyle, że wystarcza mi na życie – odrzekła. ­– Nie – upierałem się. Powinna pani zarabiać więcej. Bóg wie, że zasługuje pani na to.
Zapadła cisza. Doktorze – powiedziała – jeśli Bóg wie, że na to zasługuję, po co więcej żądać? Dla mnie tylko to się liczy. Same te słowa znaczyły niewiele, ale wyraz jej oczu mówił o wiele więcej. Nagle doznałem olśnienia, pojąłem, jak bogate było jej życie i przeciwnie – jak puste moje (por. A. J. Cronin, O pełni życia).
Patrząc na trędowatego trudno powstrzymać się od współczucia, bowiem owej zakaźnej choroby skóry i nerwów chciałby uniknąć każdy. Przykre w skutkach objawy – guzowate krosty, plamy na skórze, stopniowa utrata czucia, szczególnie w palcach nóg i rąk, a także zwyrodnienia oraz utrata tkanki – stawiają przed chorym konieczność odizolowania od najbliższych. W czasach publicznej działalności Pana Jezusa trędowaci byli napiętnowani przez ludzi zdrowych. Wykluczeni z życia społecznego, spędzali czas w samotności i smutku.
Pierwsze wzmianki o trądzie pochodzą z trzeciego tysiąclecia przed naszą erą. Autor Księgi Kapłańskiej pokazuje, jak wyglądało życie chorych w czasach Starego Testamentu: „Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: «Nieczysty, nieczysty!» (…) Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem”. – Dokładne przepisy dotyczące postępowania względem ludzi chorych musiały być bezwzględnie przestrzegane.
Na osobie uzdrowionego trędowatego Pan Jezus nie tylko pokazał swoją moc, ale przede wszystkim uświadomił chrześcijaninowi potrzebę wyciągnięcia pomocnej dłoni do najbardziej potrzebujących. Święty Marek przedstawił stanowisko Chrystusa: „Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!»”. Łamiąc nakaz Prawa, wskazał konieczność dostrzeżenia tych, którzy czekają na miłość.
Słowa i czyny Pana Jezusa są doskonałym przykładem do naśladowania. Konkretne wymagania stawia przed każdym z nas święty Paweł, który w swoim Pierwszym Liście do Koryntian pisze: „Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie. Nie bądźcie zgorszeniem dla (…) Kościoła Bożego”. Ponieważ cząstką Kościoła jest każdy z nas, to szczery uśmiech, miłe słowo i przyjazny gest rozprzestrzeniać trzeba nam zawsze i wszędzie.
Dla pielęgniarki z przychodni najbardziej liczyła się troska o innych. W jej działaniu potrzebujący zajmowali wiele miejsca. Służąc im, okazywała miłość Chrystusowi obecnemu w człowieku. Niech i w naszych sercach znajdzie się miejsce dla Pana.

autor: Danuta Szelejewska