Ówczesna medycyna nie znała sposobów leczenia, stąd nie podejmowano go a jedynie czekano na nieprzewidywalny rozwój choroby i ewentualne samoistne uleczenie. Bywały jednak przypadki wyzdrowienia i przywrócenia osób do czystości rytualnej. Za wyzdrowienie uważano fakt wybielenia się skóry a następnie odczekanie pewnego okresu czasu, by choroba przeszła w fazę nieaktywną, czyli już nie będącą zakaźną (por. Kpł 13,16,17,38,39). Ostatecznie o powrocie do wspólnoty religijnej i w konsekwencji do wspólnoty cywilnej decydował kapłan jako biegły w prawie i kompetentny, by osądzić dany przypadek, czy osoba nabyła przez uzdrowienie tzw. czystość rytualną czy nie. Generalnie taka była sytuacja trędowatych w czasach Starego Testamentu, a zatem i w czasach Chrystusa Pana.
Trąd w sensie ścisłym oznacza chorobę skóry i nerwów, spowodowaną przez prątki bakterii odkrytej dopiero w 1873 roku przez norweskiego naukowca Armauera Hansena. Trąd posiada dwie znane dziś odmiany (lepromatyczną i tuberkuloidową), z których ewidentnie zakaźna jest tylko jedna z nich (postać lepromatyczna).
W I czytaniu wyjętym z Księgi Kapłańskiej chodzi zapewne o przeróżne choroby skóry, których objawy i aspekt zewnętrzny osób budziły ogólny niepokój, odrazę i obawę przed zakażeniem. Kiedy zatem widziano ludzi z wysypką, z plamami na skórze czy łuszczycą skóry a przede wszystkim z otwartymi ranami, traktowano ich jako trędowatych (por. Kpł 13,7,10,15,22,27,35,42). A ze względu na przekonanie o możliwości zarażenia się przez kontakt fizyczny a nawet przez oddech, osoby te uważano za nieczyste cieleśnie oraz nieczyste rytualnie. Dlatego nakazy prawa żydowskiego były bardzo surowe i nakazywały trędowatym i uważanym za nich zamieszkiwać poza granicami miasta czy osady a także wyróżniać się od innych osób tak, aby w każdej chwili i miejscu zauważono trędowatego i uniknięto zakażenia chorobą i nie zaciągnięto nieczystości rytualnej. W tym celu zwyczajowo trędowaci i im podobni nosili rozdarte i nieuporządkowane odzienie, roztargane włosy czy zasłoniętą brodę (por. Ez 24,17) a kiedy spotykali innych musieli sami ostrzegać z daleka krzycząc „nieczysty, nieczysty!” (Kpł 13,45), by zdrowi przypadkowo nie zbliżyli się do nich.
Ówczesna medycyna nie znała sposobów leczenia, stąd nie podejmowano go a jedynie czekano na nieprzewidywalny rozwój choroby i ewentualne samoistne uleczenie. Bywały jednak przypadki wyzdrowienia i przywrócenia osób do czystości rytualnej. Za wyzdrowienie uważano fakt wybielenia się skóry a następnie odczekanie pewnego okresu czasu, by choroba przeszła w fazę nieaktywną, czyli już nie będącą zakaźną (por. Kpł 13,16,17,38,39). Ostatecznie o powrocie do wspólnoty religijnej i w konsekwencji do wspólnoty cywilnej decydował kapłan jako biegły w prawie i kompetentny, by osądzić dany przypadek, czy osoba nabyła przez uzdrowienie tzw. czystość rytualną czy nie. Generalnie taka była sytuacja trędowatych w czasach Starego Testamentu, a zatem i w czasach Chrystusa Pana.
Kiedy trędowaty przychodzi do Pana Jezusa i prosi go o uzdrowienie, zwraca się do Niego mówiąc „jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić” (por. Mk 1,40). Albowiem zdrowi nie mieli żadnego obowiązku zbliżania się do trędowatych, wręcz przeciwnie. Chrystus nie tylko się zbliżył do trędowatego, ale dotknął go a tym samym uzdrowił z trądu. Jest to gest niezwykłe wymowny, gdyż Chrystus często uzdrawiał wypowiadając jedynie słowa i nie czyniąc żadnego gestu. Tym razem uczynił inaczej niż zazwyczaj oraz wbrew prawu zwyczajowemu dotyczącemu traktowania trędowatych w społeczeństwie. Pan Jezusa jednocześnie nakazał trędowatemu, by poszedł do kapłana, pokazał się mu że jest uzdrowiony a ten by przywrócił go do społeczności cywilnej i religijnej, ogłaszając czystym rytualnie. I zapewne tak uczynił ów trędowaty, jednak nie zachował innego nakazu Mistrza z Nazaretu, by nikomu o tym nie mówić. Radość z otrzymanego uzdrowienia z najgorszej z chorób sprawiła, że rozgłosił to komu tylko mógł. Chrystus zatem nie mógł spokojnie wejść do miasta i nauczać, lecz wolał przebywać w miejscach ustronnych, gdyż niepogłębiony entuzjazm ludzi nie przynosi trwałych skutków.
Jakie znaczenie ma dla nas cały ten kontekst i fakt uzdrowienia trędowatego? Otóż od czasu wykrycia bakterii trądu przez Hansena zaczęto poszukiwania skutecznego lekarstwa i w naszych czasach trąd można już uleczyć. Jednak jego leczenie jest długotrwałe i zależy od stopnia zaawansowania choroby, ale zazwyczaj jest skuteczne. Trąd, o którym mowa, jest łatwo zauważalny i można w porę zareagować. Istnieje jednak trąd, który może dotykać duszy, ten jest bardzo długo niewidoczny a reakcja może być nawet spóźniona. Ponadto, w odróżnieniu od trądu cielesnego, może zniszczyć nie tylko życie doczesne ale i duchowe. Chodzi o trąd grzechu śmiertelnego, który powoduje rozkład i umieranie życia Bożego w człowieku, odłącza nas od Boga a także od wspólnoty parafialnej a nawet cywilnej oraz od normalnego życia. Na szczęście od czasów wcielenia i ukrzyżowania Syna Bożego mamy na niego lek! Jest nim Boże przebaczenie i Boże miłosierdzie, które usuwa trąd zepsucia z tkanek naszej duszy i ciała oraz przywraca nam stan pierwotny, tj. łaski i synostwa Bożego. Ale by nastąpiło uzdrowienie z tego typu trądu, najpierw należy uznać, że taka choroba nastąpiła w moim życiu i że to życie rozkłada i niszczy. Potem należy usilnie dążyć do osobistego spotkania z Bogiem, spotkania „twarzą w twarz”. W tym celu należy najpierw zauważyć Boga na drogach naszego życia oraz pójść na spotkanie z Nim samym. Owego szukania Boga należy dokonać najlepiej i najpewniej metodą modlitwy i słuchania słowa Bożego. Nie wystarczy nawet chodzenie do kościoła, zwłaszcza gdy chodzimy co niedziele i święta a pozostajemy w ramach rytualizmu bliskiego faryzeuszom. Chodzi o coś więcej, a mianowicie o osobowe spotkanie z Chrystusem i zbliżenie się do Niego, którego wynikiem będzie pokorna prośba – pragnienie: „Panie, jeśli chcesz, możesz i mnie uzdrowić. Jak trędowaty z Ewangelii należy przekroczyć zwyczajowe bariery i odważyć się zrobić coś czego normalnie większość ludzi nie robi: pójść w głąb, dotrzeć do prawdy a potem do źródła uzdrowienia a potem już tylko trwać przy Nim. Jak to zrobić i kiedy? Samo przygotowanie do osobowego spotkania z Bogiem może dokonać się przez słuchanie i rozważanie słowa Bożego np. uczestnicząc w kręgu biblijnym czy innej formie życia parafialnego. A kiedy dojrzejemy do wyznania i prośby o uzdrowienie, to w sakramencie spowiedzi przed kapłanem, narzędziem Bożego Miłosierdzia, należy mieć tyle pokory ile ufności trędowatego i powiedzieć Chrystusowi: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić”, jeśli tylko chcesz, bo wiem że możesz i to całkowicie oraz nieodwracalnie. A kiedy już to nastąpi, możemy nawet dyskretnie rozgłosić, by inni wiedzieli, że wielkie rzeczy i dziś Pan Bóg dokonuje wśród ludu i w świecie. Tak właśnie następuje prawdziwe i dogłębne uzdrawianie człowieka, prawdziwa jego przemiana i autentyczny powrót do Boga i życia. Wszystko inne to tylko pozory uzdrowienia i udawanie że jest dobrze czy lepiej, podczas gdy choroba grzechowa się rozwija w najlepsze. Panie Jezu, daj mi ufność wobec Ciebie i szczerość jaką miał trędowaty i uzdrów mnie z mojego trądu.
autor: ks. Zbigniew Cieślak