W numerze
 
maj/czerwiec 2011 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 6 Niedziela Wielkanocna »

Kochać... jak to trudno wykonać

Drukuj

Dzisiaj słyszymy w Ewangelii o miłości opartej na posłuszeństwie i spełnianiu poleceń. Chrystus mówi zatem o trudnej miłości. O takiej, która umie bardziej dawać niż brać. Mówi o miłości wymagającej poświęcenia, ofiary, ograniczenia swojej wolności. Dokładnie Pan Jezus powiedział tak: „Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywali moje przykazania”. Co to znaczy?

 

Biorąc po uwagę zwykłe nasze ludzkie życie, szczęśliwy jest ten kto kocha i wie, że jest kochany. Myślę, że w tej kwestii zgodzicie się ze mną. Miłość jest najważniejsza. Święty Paweł w Liście do Koryntian napisał piękny Hymn o miłości. Bardzo często jest on czytany lub śpiewany w czasie liturgii sakramentu małżeństwa. Przypomnijmy sobie kilka wersetów:
„Gdybym posiadał dar prorokowania i poznał wszystkie tajemnice i wszystką wiedzę, a wiarę miałbym taką, że góry bym przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. Miłość jest cierpliwa, szlachetna, miłość nie zazdrości, nie przechwala się, nie jest zarozumiała…”. Taka miłość, o której mówi św. Paweł czy św. Jan pochodzi od Boga. A zatem kto kocha Boga, ten ma w sobie miłość. Nie chodzi tu jednak o porywy uczucia, które są niestałe, ulotne i niezależne od naszej woli. To są takie „walentynkowe miłości”. Walentynki przebrzmią… i często kończy się miłość.
Dzisiaj słyszymy w Ewangelii o miłości opartej na posłuszeństwie i spełnianiu poleceń. Chrystus mówi zatem o trudnej miłości. O takiej, która umie bardziej dawać niż brać. Mówi o miłości wymagającej poświęcenia, ofiary, ograniczenia swojej wolności. Dokładnie Pan Jezus powiedział tak: „Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywali moje przykazania”. Co to znaczy? Z miłości do Boga, spełniam Jego wolę. A co jest wolą Bożą w moim życiu? Może właśnie to, że mam się uczyć, cierpliwie znosić swoje słabości. Może wolą Bożą jest to, abym był kochający i dobry dla rodziców, rodzeństwa. A może wola Boża wypełnia się w mojej chorobie, w cierpieniu. Może Pan Bóg chce, abym zobaczył wokół siebie tych, którzy potrzebują mojej pomocnej dłoni. Może Jego wolą jest, bym nauczył się przyjmować samotność i ciszę. Jeśli miłuję Boga, pogodzę się z życiem jakie mi daje każdego dnia. Przyjmę wszytko co mnie spotyka jako znak Jego miłości. Miłość Chrystusa jest wymagająca, bo łączy się z krzyżem. Chrystus z miłości do mnie przyjął krzyż – wypełnił wolę swego Ojca. Z Krzyża bije dla mnie źródło Miłości, źródło Życia. Tę tajemnicę uobecnia ofiara Mszy św. Kiedy przyjmuję Chrystusa w Komunii św. przyjmuję Jego Miłość, Jego życie, aby żyć nim na co dzień. I wtedy naszym życiem zaczyna kierować Duch Święty. Nieżyjący brat Roger, założyciel wspólnoty z Taizé tak rozważał działanie Ducha:
 
Kim jest Duch Święty?
Jest Kimś, kogo Jezus obiecał nam w Ewangelii:
„Nigdy nie zostawię was samych,
przez Ducha Świętego zawsze będę z wami,
On będzie dla was wsparciem i Pocieszycielem”.
 
Nawet wtedy, kiedy wydaje się nam, że jesteśmy sami,
Duch Święty jest przy nas.
Jest obecny w sposób niewidzialny,
a przecież nigdy nas nie opuszcza.
 
I powoli rozumiemy,
że w życiu człowieka najistotniejsza jest ufna miłość.
 
Ważne dla nas jest to, by podążać od odkrycia do odkrycia, przyjmować nadchodzący dzień jako Boże dzisiaj,
we wszystkim szukać pokoju serca.
I życie stanie się piękne…
i życie będzie piękne.
 
 
autor: s. Arletta Ziółkowska