Większość spośród nas, słuchaczy, ma kłopoty z rozumieniem Janowej Apokalipsy. Odbieramy tajemnicze wizje, słowa, ale nie dociera do nas ich treść, ich wymowa. Zwłaszcza gdy nie mamy chwili czasu, by się nad nimi zatrzymać – a tak jest na mszy świętej. Nawet kapłani głoszący homilie rzadko przekładają te wizje na treści zrozumiałe dla nas. Może warto więc tym razem podjąć się tej sztuki i powiązać fragment z Apokalipsy z innymi fragmentami słowa na niedzielę.
Człowiek ma tendencję do obudowywania tego, co istotne mnóstwem nieistotnych drobiazgów. Nierzadko potem te drugorzędne elementy stają się najważniejsze, a sedno gdzieś ginie. Apostołowie, w czytanym fragmencie Dziejów Apostolskich, przeciwstawiają się zagubieniu tego, co istotne, na rzecz ludzkiej „obudowy”. Nie chcą nakładać zbędnych ciężarów tradycji żydowskiej na pogan przyjmujących wiarę. To nie tradycja bowiem decyduje o zbawieniu człowieka, ale przylgnięcie do Boga, chodzenie Jego drogami. Jak mówi Chrystus – przyjdzie On razem z Ojcem i zamieszka w sercu tego, kto zachowuje Jego naukę, czyli żyje nią na co dzień. Nic nie mówi o tym, że przyjdzie do obrzezanych.
Czy czytany fragment Apokalipsy wpisuje się w jakiś sposób w te treści? Czy święte miasto Jeruzalem – przedmiot zachwycającej wizji – to symbol zgromadzenia tych wszystkich ludzi, w których sercach mieszka Bóg? Czy dlatego nie ma w tym mieście świątyni w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, gdyż nie jest już ona potrzebna – to my bowiem jesteśmy świątynią Boga? W wizji z Apokalipsy wszystko skoncentrowane jest na Bogu, od Niego wychodzi, Jego blaskiem jest oświecone. Czy w ten sposób wizja z Apokalipsy podkreśla wymowę słowa z tej niedzieli, że najważniejszy jest Bóg i życie na Jego drogach, a tradycja ludzka zajmuje dalsze miejsce? A może kryją się w tej wizji inne ważne treści, których nie zauważamy?
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






