W numerze
 
maj/czerwiec 2011 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Boże Ciało »

Dumni z wiary

Drukuj

W całym świecie dziś na ulice wychodzą tłumy katolików, za monstrancjami niosącymi drogocenny skarb – Ciało Chrystusa, realnie obecne w hostii. Nie protestujemy przeciw niczemu. Nie będziemy wznosić wrogich okrzyków czy nienawidzić kogokolwiek. Przeciwnie, procesja Bożego Ciała ma pokazać kogo i co pokochaliśmy, to co w naszym życiu ważne.

 

Drobny obrazek z życia: rekolekcje szkolne dla licealistów, wiele lat temu. Jedna z dziewcząt pobożnie przyjęła Komunię Świętą. Kiedy wracała do ławki, chłopak z jej klasy pytał z drwiną: – „Co tam jesz? Co dali do jedzenia?”. Dla osób wychowanych w najwyższej czci dla Najświętszego Sakramentu taka reakcja była szokująca, jak można tak lekceważyć świętość. A przecież jest coraz więcej osób, które wzruszą tylko ramionami – „niby co się stało?”
Kiedy w czasach narodzin protestantyzmu Kalwin głosił, że Ciało i Krew Pańska to tylko symbole, nic nie dzieje się naprawdę podczas Mszy Świętej, niektórzy kiwali głowami i odchodzili z Kościoła. Inni tym bardziej ukochali Eucharystię. Dziś wraca czas, kiedy wokół siebie trudno znaleźć oparcie dla swojej wiary. I w takim dalekim od katolicyzmu otoczeniu unikamy konfliktów religijnych, uczymy się szanować cudzą wiarę i poglądy. Przypominamy sobie, że Chrystus uczył miłości, a nie podżegał do wojen, choćby o wiarę. Tak trzeba i dobrze, że ludzie w końcu powoli zaczynają to rozumieć. Aby tylko nie wyrzec się własnej wiary. Aby ukochać ponad wszystko Chrystusa. Ukrytego pod postacią chleba i wina.
W całym świecie dziś na ulice wychodzą tłumy katolików, za monstrancjami niosącymi drogocenny skarb – Ciało Chrystusa, realnie obecne w hostii. Nie protestujemy przeciw niczemu. Nie będziemy wznosić wrogich okrzyków czy nienawidzić kogokolwiek. Przeciwnie, procesja Bożego Ciała ma pokazać kogo i co pokochaliśmy, to co w naszym życiu ważne. Zobacz, szacunek dla cudzych poglądów zakłada, że ktoś kto wierzy inaczej niż ty ma prawo te poglądy wyrazić, prawda? Ma prawo żebyś go wysłuchał i potraktował przynajmniej bez wrogości. A to znaczy, że i ty masz do tego prawo. Powiedzieć komuś o tym, że jesteś katolikiem i co to znaczy. Masz prawo przyznać się do modlitwy, do życia religijnego. Nie narzucać się nikomu, to jasne, ale też nikt nie może tobie narzucić milczenia. Nie wolno wstydzić się swojej Wiary i swojego Kościoła. A przede wszystkim nie wolno zaprzeć się Chrystusa. W święto Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa nie łapiemy przechodniów za rękaw, żeby ich przymusić do wysłuchania naszych poglądów. Tylko z radością wolnych ludzi przyznajemy się przed wszystkimi do Jezusa.
Inna scenka z życia, przerabiana do bólu – mąż przynoszący żonie kwiatek z jakiejś okazji. I żona przyjmująca go bez wdzięczności, słusznie mówiąc, że jeden miły dzień w roku nie zakryje wszystkich pozostałych, kiedy źle się między nimi działo. Jeśli na co dzień rzadko przystępujesz do Komunii Świętej to dziś warto ocknąć się z grzechowego letargu. Wrócić do prawdziwej przyjaźni ze Zbawcą. Brak Komunii Świętej oznacza przecież życie w grzechu. I trwanie w nim. Coś się wypacza w drodze do zbawienia, jeśli mogąc w spowiedzi szukać Bożego przebaczenia unikasz go. Dlaczego? Tak związał cię grzech? Może przestałeś myśleć o tym, czego wymaga od ciebie Bóg? Nie bój się, najmilszy bracie i siostro, porzucić wszystkiego co odciąga cię od Komunii Świętej.
Wiele smutku przysparzają kapłanom cierpienia ludzi, którzy trwale uwikłali się w jakieś formy grzesznego życia – np. konkubinat czy nałogi – i nie mogą godnie przystąpić do sakramentów. Kiedy pytają z goryczą, czy są gorsi od innych, trzeba im odpowiedzieć, że pewnie nie. Ale czy maleńki grzesznik, czy zbrodniarz, każdy wpierw musi za swe złe postępowanie żałować i się go wyrzec. Nie trzeba się tego bać, zastanawiać co to będzie. Jeśli jakieś wydarzenie w twoim życiu nigdy nie powinno się zdarzyć, to tym bardziej nie wolno go ciągnąć w nieskończoność. Zerwij ze złem. Zapytaj kapłana o radę, co masz robić w twojej sytuacji życiowej.
Oczywiście, lepiej zapobiegać niż leczyć. Jesteś wierzący, więc Bóg może od ciebie oczekiwać, że będziesz się liczył z Jego wolą i nie wpakujesz się w grzechy. Zwłaszcza te trwałe, z których trudno się wydobyć, jak cudzołóstwo czy pijaństwo. Spokojnie, bez lęku ani gniewu stawiaj sobie w takich razach pytanie – co tracisz? Przyjemność? Przeżyjesz, będą inne, dobre, które nie zostawią cię brudnym. Przyjaźń, miłość? Nie stracisz ich przez to, że nie zechcesz grzeszyć. To banał, ale bardzo prawdziwy – to co prawdziwe zostaje, to co fałszywe lepiej żeby przepadło jak najprędzej. Stracisz co najwyżej wspólnika w złu. A za tym nie warto płakać.
Czasem niemal fizycznie czujesz, jak po postanowieniu poprawy i rozgrzeszeniu, którego udziela ksiądz, stajesz się wolny, opadają kajdany. Spokojnie, z czystym sercem, z miłością można przyjąć Ciało Chrystusa. Niech inni kpią czy głoszą jakieś swoje teorie, a ty możesz ze spokojem cieszyć się łaską uświęcającą, bo byłeś wierny Jezusowi. Nie opuściłeś Go, i On cię nie opuści, będzie z tobą przy każdej twojej decyzji, uświęci każdą twoją pracę, natchnie cię tam, gdzie wydaje się nie ma wyjścia. Bo wielkie cuda dzieją się przez tych, którzy zaufali Bogu.
Tu także jest ważny element znaczenia dzisiejszej procesji – nie wolno wiary i zasad moralnych zamknąć w kościele. Masz wyjść z naszym Panem na ulice, pozwolić mu na obecność w codziennym życiu. Podporządkowywać się Jezusowi podejmując decyzje. Wiara ma przecież prowadzić do Zbawienia. Trudno liczyć na przychylność na Sądzie Ostatecznym mówiąc – czasem byłem pobożny, czasem zachowywałem przykazania, a potem mi się nie chciało.
Zacząłem prosząc cię, byś się nie wstydził wiary. Skończę prosząc o więcej: zabierz Jezusa nie tylko na tych parę kroków między ołtarzami. Ponieś Go do domu i traktuj rodzinę jak wierzący. Zabierz Odkupiciela do pracy i pracuj jak wierzący. I nie porzucaj swego Pana kiedy szukasz radości i odpoczynku. Zjednocz się z Nim tak, żeby ktoś patrząc na ciebie nie wiedział – to jeszcze ty, czy już Chrystus?
autor: ks. Piotr Wojnar