|
Kazania, Homilie, Liturgia - Biblioteka Kaznodziejska
Eucharystia potrzebuje świadków MiłościPokarm to coś, co się spożywa, zjada. W procesie jedzenia pokarm ulega zniszczeniu, ale dzięki temu może on stać się źródłem życia i siły dla jedzących. To wyraz poświęcenia i ofiary, jaką Chrystus składa dla nas i dla naszego zbawienia. On oddaje życie, abyśmy my, dzięki Niemu, mieli życie. Właśnie w ten sposób działa miłość.
Eucharystia jest niezwykłą tajemnicą, a raczej misterium. Zawiera się w niej wszystko: i rzeczywista obecność Boga, i wyrazisty znak miłości i oddania, i źródło duchowej witalności, i pokarm dający siły do życia. Czytelność Eucharystii wynika z symboliki i wymowy chleba. Trudno byłoby znaleźć bardziej wymowny znak, a zarazem coś bardziej realnego. Może słowa te brzmią paradoksalnie, ale podobnie jak w kawałku Opłatka w niewysłowiony sposób mieści się nieskończony majestat i potęga Boga, tak w znaku Eucharystii zawiera się wszystko – cała pełnia Bożej obecności, prawdy i miłości.
Jest to prawda i miłość wyrażone w najbardziej konkretny sposób – poprzez pokarm. Pokarm to coś, co się spożywa, zjada. W procesie jedzenia pokarm ulega zniszczeniu, ale dzięki temu może on stać się źródłem życia i siły dla jedzących. To wyraz poświęcenia i ofiary, jaką Chrystus składa dla nas i dla naszego zbawienia. On oddaje życie, abyśmy my, dzięki Niemu, mieli życie. Właśnie w ten sposób działa miłość.
Ale jest jedna różnica: podczas jedzenia pokarm ulega destrukcji, zniszczeniu. Mówimy w przysłowiu, że nie da się jednocześnie zjeść ciastka i mieć ciastko. Ktoś żywi się zawsze kosztem czegoś innego. Coś musi się stracić, żeby coś zyskać; coś za coś. Gdy działa miłość, nigdy nie ma destrukcji, nawet jeśli jest ofiara. Miłość buduje i umacnia zawsze obie strony: tego, kto miłość daje, i tego, kto ją przyjmuje. Rozmnożony chleb, którym wszyscy się posilili, oznacza właśnie sytość, jaką niesie miłość. Miłość daje człowiekowi poczucie spełnienia. Eucharystia jest pełnią miłości; przyjmując ją, sycimy się miłością Boga.
Ale przyzwyczajeni do kuszącego i obiecującego wszystko języka reklamy możemy powiedzieć, że to wszystko brzmi trochę górnolotnie. Przecież często nie mamy tego poczucia spełnienia ani tym bardziej sytości. Tyle braków odczuwamy, nieraz nawet w bardzo bolesny sposób; tyle niezaspokojonych pragnień i nienasyconych uczuć. Nawet co do obfitości chleba – wielu ludzi nigdy jej nie doświadczy, nie mówiąc już o całych głodujących narodach. Czy nie są to zatem tylko słowa, ukryte co prawda za pięknymi znakami i symbolami, ale jednak tylko słowa, z których nic konkretnego nie wynika?
Owszem, wielu współczesnych ludzi tak mówi albo przynajmniej myśli. Aby odpowiedzieć na te wątpliwości, Bóg potrzebuje świadków. Tylko żywi świadkowie mogą potwierdzić, że słowa te przekładają się na rzeczywistość. Czy przed dwoma tysiącami lat ktoś uwierzyłby w cud rozmnożenia chleba? Opis z dzisiejszej ewangelii brzmi tak pięknie, obiecująco i nieprawdopodobnie, że chyba mało kto mógłby w to uwierzyć, jeśli osobiście nie smakował tamtego rozmnożonego chleba. Ten cud potrzebował świadków, którzy by go potwierdzili, rozgłosili i poświadczyli moc Jezusa. I podobnie dziś – Eucharystia potrzebuje świadków, którzy by z przekonaniem ukazywali, czym jest Sakrament Chleba.
A jakich świadków potrzebuje Jezus? Otóż samo mówienie o cudzie rozmnożenia chleba to jeszcze za mało – brzmi zbyt niewiarygodnie i baśniowo, zwłaszcza w kontekście twardych realiów życia w głodzie. Głównym argumentem miały być nie tylko pełne brzuchy i pozostałości po obfitej kolacji; głównym świadectwem miała być przemiana życia tych, którzy ten cudowny chleb jedli. Żadne zewnętrzne znaki i cuda, nawet najbardziej obiektywne badania i ewidentna nadnaturalność niczego nie wykażą i nie przekonają opornych. Jedynym wiarygodnym i wartym zastanowienia argumentem będzie to, że ci, którzy naocznie doświadczyli mocy Jezusa, staną się potem innymi ludźmi.
I to obowiązuje do dziś, może nawet bardziej niż wtedy: to człowiek ma się stać sługą i świadkiem Eucharystii, mocy Jezusa, prawdy Jego słów. To człowiek ma potwierdzić i pokazać, że Eucharystia to nie są tylko obrzędy, lecz ożywcze spotkanie z Bogiem, który stał się Chlebem, stał się jak chleb, który nas karmi, poświęca się dla nas i chce nas umocnić. To z takim przesłaniem powinniśmy pójść do świata i potwierdzić je swoim sposobem życia. Iść w procesji to jeszcze za mało – można to bowiem sprowadzić tylko do formalności, rytuałów i folkloru. W tym kontekście Boże Ciało może być nawet potraktowane i zastrzeżone jako unijny „produkt regionalny”, i stać się modną atrakcją turystyczną, egzotycznym przejawem polskiej religijności ludowej.
Eucharystia potrzebuje świadków, którzy pokażą, że ten Chleb to żywy Jezus, żywy Bóg, który ma moc. Że ta moc i miłość Boga, która leży u jej źródła, uzdalnia słabego człowieka do przemiany życia. Obyśmy potrafili sami tego doświadczyć, a potem o tym zaświadczyć.
autor: ks. Mariusz Pohl
|