maj/czerwiec 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Boże Ciało »

Eucharystia potrzebuje świadków Miłości

Drukuj

Pokarm to coś, co się spożywa, zjada. W procesie jedzenia pokarm ulega zniszczeniu, ale dzięki temu może on stać się źródłem życia i siły dla jedzących. To wyraz poświęcenia i ofiary, jaką Chrystus składa dla nas i dla naszego zbawienia. On oddaje życie, abyśmy my, dzięki Niemu, mieli życie. Właśnie w ten sposób działa miłość.

Eucharystia jest niezwykłą tajemnicą, a raczej misterium. Zawiera się w niej wszystko: i rzeczywista obecność Boga, i wyrazisty znak miłości i oddania, i źródło duchowej witalności, i pokarm dający siły do życia. Czytelność Eucharystii wynika z symboliki i wymowy chleba. Trudno byłoby znaleźć bardziej wymowny znak, a zarazem coś bardziej realnego. Może słowa te brzmią paradoksalnie, ale podobnie jak w kawałku Opłatka w niewysłowiony sposób mieści się nieskończony majestat i potęga Boga, tak w znaku Eucharystii zawiera się wszystko – cała pełnia Bożej obecności, prawdy i miłości.
Jest to prawda i miłość wyrażone w najbardziej konkretny sposób – poprzez pokarm. Pokarm to coś, co się spożywa, zjada. W procesie jedzenia pokarm ulega zniszczeniu, ale dzięki temu może on stać się źródłem życia i siły dla jedzących. To wyraz poświęcenia i ofiary, jaką Chrystus składa dla nas i dla naszego zbawienia. On oddaje życie, abyśmy my, dzięki Niemu, mieli życie. Właśnie w ten sposób działa miłość.
Ale jest jedna różnica: podczas jedzenia pokarm ulega destrukcji, zniszczeniu. Mówimy w przysłowiu, że nie da się jednocześnie zjeść ciastka i mieć ciastko. Ktoś żywi się zawsze kosztem czegoś innego. Coś musi się stracić, żeby coś zyskać; coś za coś. Gdy działa miłość, nigdy nie ma destrukcji, nawet jeśli jest ofiara. Miłość buduje i umacnia zawsze obie strony: tego, kto miłość daje, i tego, kto ją przyjmuje. Rozmnożony chleb, którym wszyscy się posilili, oznacza właśnie sytość, jaką niesie miłość. Miłość daje człowiekowi poczucie spełnienia. Eucharystia jest pełnią miłości; przyjmując ją, sycimy się miłością Boga.
Ale przyzwyczajeni do kuszącego i obiecującego wszystko języka reklamy możemy powiedzieć, że to wszystko brzmi trochę górnolotnie. Przecież czę­sto nie mamy tego poczucia spełnienia ani tym bardziej sytości. Tyle braków odczuwamy, nieraz nawet w bardzo bolesny sposób; tyle niezaspokojonych pragnień i nienasyconych uczuć. Nawet co do obfitości chleba – wielu ludzi nigdy jej nie doświadczy, nie mówiąc już o całych głodujących narodach. Czy nie są to zatem tylko słowa, ukryte co prawda za pięknymi znakami i symbolami, ale jednak tylko słowa, z których nic konkretnego nie wynika?
Owszem, wielu współczesnych ludzi tak mówi albo przynajmniej myśli. Aby odpowiedzieć na te wą­tpliwości, Bóg potrzebuje świadków. Tylko żywi świadkowie mogą potwierdzić, że słowa te przekładają się na rzeczywistość. Czy przed dwoma tysiącami lat ktoś uwierzyłby w cud rozmnożenia chleba? Opis z dzisiejszej ewangelii brzmi tak pięknie, obiecująco i nieprawdopodobnie, że chyba mało kto mógłby w to uwierzyć, jeśli osobiście nie smakował tamtego rozmnożonego chleba. Ten cud potrzebował świadków, którzy by go potwierdzili, rozgłosili i poświadczyli moc Jezusa. I podobnie dziś – Eucharystia potrzebuje świadków, którzy by z przekonaniem ukazywali, czym jest Sakrament Chleba.
A jakich świadków potrzebuje Jezus? Otóż samo mówienie o cudzie rozmnożenia chleba to jeszcze za mało – brzmi zbyt niewiarygodnie i baśniowo, zwłaszcza w kontekście twardych realiów życia w głodzie. Głównym argumentem miały być nie tylko pełne brzuchy i pozostałości po obfitej kolacji; głównym świadectwem miała być przemiana życia tych, którzy ten cudowny chleb jedli. Żadne zewnętrzne znaki i cuda, nawet najbardziej obiektywne badania i ewidentna nadnaturalność niczego nie wykażą i nie przekonają opornych. Jedynym wiarygodnym i wartym zastanowienia argumentem będzie to, że ci, którzy naocznie doświadczyli mocy Jezusa, staną się potem innymi ludźmi.
I to obowiązuje do dziś, może nawet bardziej niż wtedy: to człowiek ma się stać sługą i świadkiem Eucharystii, mocy Jezusa, prawdy Jego słów. To człowiek ma potwierdzić i pokazać, że Eucharystia to nie są tylko obrzędy, lecz ożywcze spotkanie z Bogiem, który stał się Chlebem, stał się jak chleb, który nas karmi, poświęca się dla nas i chce nas umocnić. To z takim przesłaniem powinniśmy pójść do świata i potwierdzić je swoim sposobem życia. Iść w procesji to jeszcze za mało – można to bowiem sprowadzić tylko do formalności, rytuałów i folkloru. W tym kontekście Boże Ciało może być nawet potraktowane i zastrzeżone jako unijny „produkt regionalny”, i stać się modną atrakcją turystyczną, egzotycznym przejawem polskiej religijności ludowej.
Eucharystia potrzebuje świadków, którzy pokażą, że ten Chleb to żywy Jezus, żywy Bóg, który ma moc. Że ta moc i miłość Boga, która leży u jej źródła, uzdalnia słabego człowieka do przemiany życia. Obyśmy potrafili sami tego doświadczyć, a potem o tym zaświadczyć.

autor: ks. Mariusz Pohl