|
Kazania, Homilie, Liturgia - Biblioteka Kaznodziejska
Czym jest głód, wiedzą naprawdę tylko ci, którzy byli głodni. Jeszcze dokładniej i tragiczniej wiedzą ci, którzy umierali z głodu. A takich ludzi jest w ciągu roku na świecie około 32 miliony. Gdyby ktoś postawił nas przed rzeszą ludzi głodnych i powiedział: „daj im jeść”, na pewno z naszych ust padłaby odpowiedź podobna do tej, którą dali Apostołowie Jezusowi: „mamy tylko…”. Tak jest, gdy stajemy wobec problemu głodu, braków, ubóstwa. Zawsze możemy powiedzieć: „mamy tylko…”, bowiem nigdy nie mamy tyle, aby nakarmić wszystkich do syta.
Czym jest głód, wiedzą naprawdę tylko ci, którzy byli głodni. Jeszcze dokładniej i tragiczniej wiedzą ci, którzy umierali z głodu. A takich ludzi jest w ciągu roku na świecie około 32 miliony. Gdyby ktoś postawił nas przed rzeszą ludzi głodnych i powiedział: „daj im jeść”, na pewno z naszych ust padłaby odpowiedź podobna do tej, którą dali Apostołowie Jezusowi: „mamy tylko…”. Tak jest, gdy stajemy wobec problemu głodu, braków, ubóstwa. Zawsze możemy powiedzieć: „mamy tylko…”, bowiem nigdy nie mamy tyle, aby nakarmić wszystkich do syta.
Tak jest, gdy mamy do czynienia z głodem fizycznym. Jednak stokroć gorzej jest, gdy czujemy głód duszy i serca. Nie możemy policzyć, ilu jest na świecie ludzi głodnych duchowo. Ile jest serc złaknionych miłości i ciepła. Te „głody” są często przed oczyma ludzkimi zakryte, są niewidoczne, ale nie znaczy to, że są mniej dojmujące. Mają te „głody” różne natężenie. Nasze „głody” także. Możemy temu zaprzeczać, ale gdy chcemy stawać w prawdzie przed Bogiem, musimy powiedzieć, że my też jesteśmy głodni. Czasem bardzo. Głodni miłości, pokoju, szczęścia. Im większy w nas głód, tym usilniej szukamy jego zaspokojenia. Gdzie i jak zaspokajamy nasze głody? Różnie. Zaspokojenia głodu własnej wartości szukamy w oczach innych ludzi, lub w sukcesach, dla których jesteśmy w stanie poświęcić wszystko. Znany nam dobrze „wyścig szczurów” często nie jest niczym innym, jak tylko morderczym biegiem po to, aby poczuć się kimś wartościowym. Ten bieg ma jednak straszliwy finał. Nawet stanięcie na najwyższym podium sprawi, że za chwilę trzeba będzie biec dalej, szybciej, bo poczucie własnej wartości gdzieś się ulotniło, i znowu ktoś inny okazał się lepszy.
Czasem zaspokojenia głodu miłości szukamy w fizycznej bliskości. Seks jest straszliwą pułapką, daje bowiem złudne poczucie bliskości i miłości, a potem wtrąca w jeszcze większy głód miłości. Tylko osoby, które się naprawdę kochają, mają prawo obcować z sobą fizycznie, bowiem wtedy język ciała zgodny jest ze stanem duszy i serca. Miłość, która okazała się wykorzystaniem i odrzuceniem, rodzi wielkie rany i wielki głód, który może zaspokoić tylko prawdziwa miłość.
Wielu jest ogarniętych dojmującym głodem przynależności. Człowiek pragnie do kogoś należeć, a jednocześnie wiedzieć, że ktoś należy do niego. I nie chodzi tu o przynależność niewolniczą lub krzywdzącą, ale o przynależność miłości. Ale wielu z nas nigdy takiej przynależności w sobie nie doświadczyło przez brak rodziny, chłód w relacjach z rodzicami, odtrącenie przez najbliższych. Czasem chcemy za wszelką cenę do kogoś przynależeć, więc szukamy kogoś, kto nas przygarnie. I szukamy na oślep, po omacku, i znajdujemy to przygarnięcie, które jest w gruncie rzeczy wykorzystaniem, jeśli nie emocjonalnym, to finansowym.
I cóż uczynić z tym bolesnym głodem w sobie? Gdzie z nim iść? Gdzie i u kogo szukać nakarmienia prawdziwym pokarmem. Tylko u Jezusa, bo tylko On dał tyle, że ludzie „jedli i nasycili się”. Kiedyś – tak, jak to opisuje Łukasz w dzisiejszej ewangelii – nasycili się chlebem i rybami. Ale to było fizyczne nasycenie. Jezus pokazując, że ma moc nasycać w taki sposób, zaprasza nas także do nasycenia duchowego, którego udzieli w Eucharystii i przez Eucharystię. Jezus chce nas nasycać sobą! A w Nim znaleźć możemy wszystko, czego pragniemy – wszelki smak i wszelką rozkosz, której pożądamy.
„Nie lękaj się. Ja jestem z Tobą!”. To słowa, które tak często czytamy w Biblii, a które Bóg kieruje do nas. Jakby chodził za mną i za tobą powtarzał, i szeptał wprost do serca: „Nie musisz się niczego bać! Nie musisz mieć zgłodniałej duszy i serca. Ja jestem z Tobą! Jestem, tylko do Mnie przyjdź i odkryj moją prawdziwą, ciągle miłującą cię obecność”. Jezus pozostał z nami, bo nas kocha! Bo kocha tak bardzo, że niemożliwe było dla Niego odejście z ziemi do nieba, gdzie nas jeszcze nie ma. Pozostał i ciągle czeka, aż do Niego przyjdziesz. Usiądziesz przy Nim i z zaufaniem oraz miłością odsłonisz przed Nim swoje serce, pokażesz Mu wszystkie swoje głody, również te najbardziej wstydliwe i raniące. Nie bój się, On nie odwróci wzroku, nie cofnie się, nie oszuka… Nie stawiaj granic Jego Miłości. Kiedyś, do św. s. Faustyny Jezus powiedział, że radość sprawiają mu ci, którzy proszą Go o wiele, bo On chce dawać dużo! Chce dawać, ale nie może, bo ludzie proszą o zbyt mało.
A jeśli masz wątpliwości, czy Jezus chce być z Tobą, to przeżyj to, co dziś się wydarzy. Przejdź razem z Nim ulicami tej parafii. Widzisz!? On ciągle wychodzi naprzeciw. Ciągle szuka głodnych ludzi, aby ich nakarmić do syta. Miej odwagę dziś i każdego innego dnia przychodzić do Jezusa, prosić Go o wiele i karmić się Jego Ciałem. Resztę zostaw Jemu. Pan zaskoczy Cię obfitością swoich darów. I będziesz wówczas w pełni szczęśliwy.
autor: s. Urszula Kłusek SAC
|