Jezus według moich wyobrażeń
W Ewangelii według Św. Marka znajdujemy bardzo znamienną scenę. Otóż dochodzi do rozmowy Jezusa z Janem i Jakubem, czy raczej Jan i Jakub proszą o coś Jezusa: Czy możesz dla nas uczynić coś, czego byśmy oczekiwali? Wiemy, co wydarzyło się później – poprosili o pierwsze miejsca w Królestwie Jezusa. Nieco dalej, w tej samej Ewangelii, czytamy, jak ktoś z tłumu zawołał: Jezu, powiedz mojemu bratu, by się ze mną podzielił spadkiem. Proszący z pewnością wierzą, że Jezus może to uczynić, i chwała im za wiarę, ale….coś się tu jednak poprzestawiało. Uczyń nam to, o co Ciebie prosimy. Oto Jezus ma spełniać ich oczekiwania – by nie powiedzieć – zachcianki.
Może nas dziwić taka postawa. Może myślimy, nie pozwolilibyśmy sobie, aby żądać czegokolwiek od Jezusa. Czy aby na pewno? Czy nie chcielibyśmy, by Jezus był na nasze „usługi i posyłki”? „Zrób to…, zrób tamto…”, „powiedz…,nie mów…”. Rodzi się pokusa „zaprogramowania” Jezusa zgodnie z naszymi potrzebami. Trochę jak w filmach z Hollywood, tworzymy sobie takiego „naszego” Jezusa, by pasował do naszych wyobrażeń. I tak oto Jezus ma oczy niemożliwie niebieskie i lśniące blond włosy, albo ciemne oczy i kruczoczarne kędziory. Mówi głosem słodkim, jak nie z tego świata, to znowu niskim, mocnym i władczym. Dość! Zatrzymajmy rozpędzoną wyobraźnię i nasze „widzimisię”.
Dzisiejsze czytania nie pozostawiają cienia wątpliwości, kim jest Jezus i jakie jest Jego zadanie. W psalmie słyszeliśmy o głosie, który rozbrzmiewa nad wodami; o głosie potężnym, który może łamać cedry i wstrząsać pustynią. Ten głos rozlega się w momencie, gdy Jezus przyjmuje w wodach Jordanu chrzest z rąk Jana Chrzciciela. Tyś jest mój Syn umiłowany! W Tobie mam upodobanie! Duch Święty zstępuje na Jezusa. Objawia się Trójca: Ojciec, Syn i Duch. Nie miejsce tu, by dochodzić i roztrząsać, co widzieli i co słyszeli ludzie stojący wokół Jezusa. Różne debaty, mniej lub bardziej święte i mądre, już uprawiano. Dla nas w tym miejscu najważniejsze jest jedno: Jezus przychodzi na świat wypełnić zadanie zlecone przez Ojca. Idzie w mocy Ducha pełnić wolę Ojca. Zatem nie moją, nie Twoją – ale Ojca. Prorok Izajasz, całe wieki przed narodzinami Jezusa, ujmuje te prawdę w następujące słowa: Ojciec mówi o Synu: mój Sługa, którego podtrzymuję; Wybrany, w którym mam upodobanie. Nie będzie sam, bo spocznie na Nim Duch Święty; wszystkim przyniesie Prawo; będzie łagodny i delikatny, cierpliwy i wytrwały, nie załamie się ani nie cofnie, zanim wypełni swoje zadanie do końca: będzie światłością dla narodów, wyprowadzi ludzi na wolność, przywróci wzrok niewidomym.
Inaczej mówiąc, z chwilą narodzin Jezusa, a więc z początkiem Jego ziemskiej misji, nic już nie będzie takie samo. Przyniesie pokój, ale nie „święty spokój”. Zajaśnieje światłość, a więc na jaw wyjdą nasze ciemne uczynki grzechu. Łagodnego knotka nie dogasi, ale będzie pragnął, by zapłonął wielki ogień. Przyniesie Prawo, a więc nie będzie miejsca na moje „widzimisię” i „wydaje mi się”, bo Prawo Miłości jest jedno – Boże i jednoznaczne – i nie człowiekowi je zmieniać.
Taki jest Jezus Chrystus – Człowiek, Umiłowany Syn Boga. Czy takim Go przyjmuję do mojego życia? Czy za takim Jezusem idę, wiedząc o swojej małości, słabości i grzeszności, a tym bardziej trzymając Jego ręki? A może taki Jezus mi nie pasuje i wracam do wytworu mojej wyobraźni, bo wygodniej z Jezusem, który niczego ode mnie nie będzie chciał.
Tyś jest mój Syn umiłowany! Bóg dziś także Tobie i mnie wyznaje swoją miłość. My też mamy szansę usłyszeć: tyś jest mój, moje dziecko umiłowane, mój syn, moja córka. Bóg mnie kocha miłością stałą, wieczną, od zawsze i na zawsze. Nie za to, co czynię (bo przecież czynię także zło), ale za to, kim jestem – Bożym dzieckiem. Bóg daje mi swego Ducha, podtrzymuje i prowadzi. Ma dla mnie plan, zadanie do spełnienia i jakże pragnie, bym ten właśnie plan odczytał i w wolności swojej zrealizował. Niczego nie wymusza, nie żąda – kocha i czeka.
W Dziejach Apostolskich słyszymy dziś słowa św. Piotra, podsumowujące niejako życie i działalność Jezusa: przeszedł On, dobrze czyniąc. Oby i o naszym życiu ktoś mógł dać takie świadectwo.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






