styczeń/luty 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Chrzest Pański »

Godność chrześcijanina

Drukuj
Czas Bożego Narodzenia w liturgii dobiegł końca. I tak jak rozpoczął się od głoszenia radosnej Nowiny, że oto Mesjasz Pan narodził się i stał się jednym z nas, i tak jak w uroczystość Objawienia Pańskiego – Trzech Króli, przypominał nam, iż Jezus Zbawiciel przychodzi do każdego człowieka, tak na progu okresu zwykłego, przywołując obraz Chrztu w Jordanie, wskazuje nam właściwie na jeszcze jeden wymiar przyjścia Boga na ziemię, mianowicie wezwanie do odpowiedzialności za własne chrześcijaństwo, odpowiedzialności za jego realizację.

Czas Bożego Narodzenia w liturgii dobiegł końca. I tak jak rozpoczął się od głoszenia radosnej Nowiny, że oto Mesjasz Pan narodził się i stał się jednym z nas, i tak jak w uroczystość Objawienia Pańskiego – Trzech Króli, przypominał nam, iż Jezus Zbawiciel przychodzi do każdego człowieka, tak na progu okresu zwykłego, przywołując obraz Chrztu w Jordanie, wskazuje nam właściwie na jeszcze jeden wymiar przyjścia Boga na ziemię, mianowicie wezwanie do odpowiedzialności za własne chrześcijaństwo, odpowiedzialności za jego realizację. Dlatego jeszcze raz chciałbym, żeby wybrzmiały słowa sprzed piętnastu wieków, które liturgia Kościoła przywoływała w dzień Bożego Narodzenia w brewiarzu: Uznaj swą godność chrześcijaninie! Skoro stałeś się uczestnikiem boskiej natury, nie powracaj przez wyrodne obyczaje do dawnego upodlenia – tak pisał papież Leon Wielki. I to prawda – przez chrzest ogarnął nas sam Bóg i jesteśmy jego dziećmi. W naszym słabym, pełnym problemów życiu możemy mówić o wieczności, niebie, chwale u Boga, tyle że, niestety, z chrztu dostrzegamy najczęściej tylko to, co na zewnątrz, czyniąc z niego niezrozumiały, nieomal magiczny rytuał. Obmycie z brudu, oczyszczenie – takie znaczenie i sens miał chrzest Jana w Jordanie. Ale Jan był realistą i bardzo wyraźnie mówi w dzisiejszej ewangelii: idzie za mną mocniejszy ode mnie. Ja ochrzciłem was wodą, ona zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym.
I może dobrze, że chrzci się niemowlęta, nieświadome jeszcze dzieci, bo widać, że godność chrztu nie jest związana z zasługami. Każdy może dostąpić godności chrześcijanina. Może, ale… nic na świecie nie robi się samo. Dlatego w momencie chrztu taki duży nacisk kładzie się na zobowiązania rodziców, chrzestnych, całego Kościoła wobec wychowania dziecka. W obrzędzie chrztu wypowiadane są wyraźne przyrzeczenia, że to niemowlę, które ma być ochrzczone, będzie wychowane po chrześcijańsku. A zatem absurdem jest twierdzenie, które tak często słyszy się czy to „na kolędzie”, czy w innych rozmowach: „My do kościoła nie chodzimy, a nasze dziecko samo wybierze gdy dorośnie…”. Co wybierze, jaki ma wybór, skoro widzi w takim wypadku parodię chrześcijaństwa?
„Uznaj swą godność, chrześcijaninie!”. Bo godność ta nie ma nic wspólnego z zaszczytami, z ludzką wielkością. Ta godność chrześcijanina to: prawo do przestrzegania przykazań; prawo do życia dobrego, moralnego; prawo do oddawania Bogu czci na Mszy Świętej; prawo do życia w Kościele katolickim. I z całym rozmysłem mówię „prawo”, bo do tego nikt nie zmusza, nikt chrześcijaninem być nie musi. Jak mówi Izajasz o Mesjaszu: nie będzie wołał ani podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku na dworze, ale też: nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi knotka o nikłym płomyku. Bo Jezus czeka na każdego, nie zmusza nikogo, dlatego „uznaj swą godność, chrześcijaninie!”.

autor: ks. Paweł Pacholak