W numerze
 
styczeń/luty 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Chrzest Pański »

Komentarz biblijny

Drukuj
Jan opuścił dom i zamieszkał nad Jordanem. Judejczycy przez nauczanie Jana zrozumieli, że postępują niezgodnie z Prawem Bożym. Zrozumieli, że grzeszą, czyli błądzą i nie osiągają celu, wynikającego z nazywania się dziećmi i ludem Boga. Dlatego potrzebują przemiany, zastanowienia się nad tym, do czego ich to doprowadziło.

Jan opuścił dom i zamieszkał nad Jordanem. Judejczycy przez nauczanie Jana zrozumieli, że postępują niezgodnie z Prawem Bożym. Zrozumieli, że grzeszą, czyli błądzą i nie osiągają celu, wynikającego z nazywania się dziećmi i ludem Boga. Dlatego potrzebują przemiany, zastanowienia się nad tym, do czego ich to doprowadziło.
Po wcześniejszym wyjaśnieniu na czym polega zbawienie, Jan daje rady ludziom, którzy go pytają o drogę zbawienia, o sposób wyrwania się z sytuacji niewiary i niemoralności. Mówi im, że mają wydać owoce godne nawrócenia. Już nie wystarczy powoływać się na tradycję, na Abrahama, bo uczynki wielu potomków Abrahama są podobne do uczynków pogan, którzy Boga nie znają. Już niedługo okaże się, że poganie będą stawać się dziećmi Boga bez pomocy ludu izraelskiego.
Uczestnicy zdarzeń nad Jordanem zapragnęli dokonać przemiany w życiu i zastanawiali się, czy te nie jest to związane z zapowiadanym przyjściem Mesjasza. To Duch Święty przygotowywał ludzi, przekonywał ich, wzbudzał w nich pragnienia wprowadzenia zmian w ich życiu. Zastanawiali się, czy Jan jest tym oczekiwanym „namaszczonym Duchem”.
Jan chrzci tylko w wodzie, przez co pośrednio odpowiada, że o wiele ważniejsze jest wszystko inne, co robi. On odnawia lud Boży na spotkanie z Panem, który już tu jest. To On jest Mesjaszem.
Niewolnik nosił sandały swojego pana. Jan uważa, że jest kimś mniejszym niż sługa, niewolnik. Taka jest bowiem minimalna różnica pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Jan nie jest Mesjaszem, ale został powołany na świadka przedstawiającego ludziom Jezusa jako Mesjasza. Sposób życia Jana jest podobny do proroka Eliasza. Jan chrzci, bo lud izraelski musi być przygotowany na spotkanie z Jezusem Chrystusem, który zanurzy wszystkich wierzących w Niego w Duchu Świętym.
Jezus nie potrzebuje chrztu nawrócenia, ani wyznania grzechów. Jezus jest Judejczykiem, chce przyjąć chrzest Jana jako człowiek. Może przybył z grupą znajomych z Galilei. Jezus utożsamia się z nimi, potwierdza, że należy do nich, identyfikuje się z rodakami w posłuszeństwie Prawu Bożemu. Potem powie, że jest ich sługą.
Bezgrzeszny Jezus zanurzył się wodzie Jordanu, przyjął chrzest razem ze swoimi grzesznymi rodakami. Pozostając w wodzie, modlił się. A Bóg potwierdził, że Jezus jest Jego umiłowanym Synem. Zstąpienie Ducha Bożego oznaczało, że Jezus został namaszczony jako Mesjasz, otrzymał moc, mądrość i świętość potrzebne dla wypełnienia misji.
Wielu Judejczyków sądziło, że głos rozlegający się z nieba, stanowi w ich czasach najwyższą możliwą formę proroctwa. Jezus miał zatem dwóch świadków: głos z nieba i świadectwo Jana Chrzciciela.
Prorocy Starego Testamentu głosili, że w czasach ostatecznych sprawiedliwi otrzymają Ducha Świętego, zaś niegodziwi zostaną spaleni w ogniu. Judejczycy postrzegali Ducha Świętego jako Ducha proroctwa. W pewnych kręgach Ducha traktowano jako siłę oczyszczającą Boży lud z jego nieprawości. A Jezus objawi w swoim życiu Ducha Chrystusowego, pełnię Ducha Bożego.
Jan głosił ewangelię jeszcze przez pewien okres czasu. Potem został uwięziony i ścięty.
Mesjasz Boży jako Syn Boży i jako potomek Dawida przystąpi teraz do konfrontacji z władcą tego świata, diabłem, czyli oszczercą, złym. Podda się próbie ze strony Złego i pokona Go. Tak wyposażony przez Ojca będzie gotowy do wypełnienia misji Króla, budowniczego królestwa niebieskiego.

autor: Henryk Knapik