W numerze
 
marzec/kwiecień 2011 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego »

Bieg o życie, wyścig ze śmiercią

Drukuj

Dzisiejsza wielkanocna Ewangelia opowiada o Marii Magdalenie, o Piotrze i Janie oraz o ich wyścigu. Maria stwierdza w niedzielny poranek, że grób jest pusty. I biegnie. Spieszy, by powiedzieć o tym uczniom Jezusa. Bo coś się dzieje.

 

Konkurencja i współzawodnictwo stały się nieodłącznym elementem naszej kultury. Już nie tylko w sporcie chodzi o zwycięstwo, również w gospodarce, w polityce, w wielu innych obszarach życia. Walka o zwycięstwo jest często równocześnie wyścigiem ze śmiercią: „Kto późno przychodzi, sam sobie szkodzi”. Kto nie daje rady, kto zostaje w tyle, musi liczyć się z tym, że poniesie stratę, porażkę. Znajdzie się na marginesie, wyląduje na śmietniku. Nieznaczący i zapomniany. Ale i zwycięzcom przychodzi nieraz płacić wysoką cenę za sukces, który tak naprawdę ich niszczy. Także błyskotliwa kariera ma często swe ciemne strony.
W tym sensie Jezus poniósł porażkę w swej walce o życie. W oczach wszystkich, którzy patrzyli na Jego śmierć krzyżową, okazał się przegranym zarówno na płaszczyźnie religijnej jaki i politycznej. Jako przegrany reprezentuje On i uosabia tych wszystkich, którzy w naszym społeczeństwie stoją na straconej pozycji, ponieważ nie chcą albo nie mogą brać udziału w szaleńczej pogoni za sukcesem i karierą. Jezus staje po stronie tych, którzy zostali dogonieni przez śmierć, jakkolwiek – dosłownie lub w przenośni – byśmy tę śmierć rozumieli.
Dzisiejsza wielkanocna Ewangelia opowiada o Marii Magdalenie, o Piotrze i Janie oraz o ich wyścigu. Maria stwierdza w niedzielny poranek, że grób jest pusty. I biegnie. Spieszy, by powiedzieć o tym uczniom Jezusa. Bo coś się dzieje. Czyżby pękła spirala śmierci, którą nakręcili przeciwnicy Jezusa? Na tę wiadomość obaj uczniowie – Piotr i Jan – zapominają o swoim lęku i biegną. Biegną do grobu, by zorientować się w sytuacji. Czy nie jest to pasjonujący wyścig? Uczniowie Jezusa, którzy byli świadkami Jego klęski, którzy zostali z niczym, którzy wraz ze śmiercią Mistrza stracili nadzieję, opacie i sens, teraz biegną o życie, choć jeszcze tego nie wiedzą. Piotr i Jan śpieszą do grobu, by uwierzyć w życie. Czy w czasie tego biegu tli się w nich już na nowo iskierka nadziei?
Jan dotarł pierwszy do grobu. Czy dlatego, że był młodszy? Czy dlatego, że bardziej kochał? Nie odważył się jednak wejść do środka. To ryzyko podejmuje dopiero Piotr, który – możemy to sobie doskonale wyobrazić – bez tchu dociera ostatni do grobu i właśnie tak – całkowicie wyczerpany – wchodzi do środka.
Grób jest pusty. Nie okradziony, nie zbezczeszczony – po prostu pusty. Piotr i Jan stają się świadkami pustego grobu. Jak w protokole śledczym potwierdzają i przyjmują do wiadomości fakty. Ale pusty grób niczego jeszcze nie dowodzi. Nawet uczniowie początkowo podchodzą do tego faktu sceptycznie. Suche fakty to jeszcze za mało, by przemienić życie człowieka.
Potrzebna jest wiara. O Janie mówi dzisiejsza Ewangelia, że „ujrzał i uwierzył”. Uwierzył, że porażka Jezusa to w rzeczywistości zwycięstwo. Mimo że nic na to nie wskazywało. Uwierzył, że to, co miało być końcem i pogrzebaniem wszelkiej nadziei, okazało się dopiero początkiem. Ta wiara nie wzięła się z wyścigu o życie, nie zrodziła się w czasie biegu do grobu. Wiara w ogóle nie ma niczego wspólnego z konkurencją i współzawodnictwem. Ona rodzi się ze spotkania z Jezusem, który żyje. Maria Magdalena rozpoznała Zmartwychwstałego – jak o tym czytamy w dalszej części Ewangelii – ponieważ On zwrócił się do niej po imieniu. Jan uwierzył, ponieważ wcześniej był blisko Jezusa, był przy Nim aż do końca. Teraz wszystko stało się dla niego jasne. Wiara rodzi się z osobistego spotkania. To w nim Jezus potwierdza i umacnia naszą nadzieję, że Bóg i dla nas wszystkich chce pełni życia. Nie wegetacji, ale życia w obfitości. Ta wiara – wiara w zmartwychwstanie – ma moc całkowicie przemienić nasze życie.
„Całe nasze życie jest drogą do grobu. Ten jednak, kto biegnie do grobu, by znaleźć w nim Chrystusa, natrafia na pustkę. My jesteśmy w lepszej sytuacji niż świadkowie wielkanocnego poranka: mamy ich świadectwo; wiemy, że Jezus żyje. Wiemy? Wierzymy w to? Wierzymy im?” (z programu duszpasterskiego W komunii z Bogiem). Co ukrywa się w naszych sercach, kiedy patrzymy na pusty grób? Rejestrujemy fakty, czy wierzymy? Czy dociera do nas przesłanie Zmartwychwstałego Pana? Czy słyszymy Jego pytanie: widzisz, jak bardzo cię kocham? Tak bardzo, że w całym twym zabieganiu, w wyścigu o lepsze życie, początkowo nawet nie jesteś w stanie tego pojąć. Tam, gdzie Ja jestem, grób musi być pusty, ponieważ moja miłość nie ma granic ani końca. Gdzie Ja jestem i kocham – mówi Bóg – grób musi być pusty, ponieważ kochać (w pełnym znaczeniu tego słowa) oznacza: dawać życie. Ja pozwalam ci żyć. Człowieku, chcę, żebyś żył!
„Życie i miłość. To nierozerwalny związek. Jedno rodzi drugie. Dla tego, kto kocha, śmierć jest absurdalna i nie może być końcem wszystkiego”. (z programu duszpasterskiego W komunii z Bogiem). To jest przesłanie tego dnia. To jest dobra nowina Wielkanocy. Słyszymy ją? Wierzymy w nią? Żyjemy nią? Jeśli tak, nasze życie nigdy nie będzie porażką. Nawet, gdy tutaj na ziemi wszystko się skończy, okaże się, że to dopiero początek…
 
 
autor: ks. Artur Filipiak