marzec/kwiecień 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego »

Pusty Grób przywraca nadzieję

Drukuj
Nikt nie lubi nocno-porannego wstawania. Za oknami i w domu jest jeszcze ciemno, na dworze chłód lub mgła, wszyscy śpią, a ktoś musi szybko zbierać się do pracy. Zostawia ciepłe łóżko i resztkę snu, opuszcza kochanych i bliskich ludzi, ubiera się i wychodzi w chłodną ciemność. Podobnych sytuacji przeżywamy wiele: trzeba opuścić ciepłe, przytulne i bezpieczne zacisze, by wyjść w nieznane i nieprzyjazne środowisko. Skrajną taką sytuacją jest śmierć: człowiek opuszcza znany i bliski świat, by przejść w nieznane. Zostawia wszystkich i wszystko. Nie wiemy co się z nim dalej dzieje. Pozostaje tęsknota, a pamiątki, wspomnienia minionych chwil zacierają się z czasem w mglistą, odległą przeszłość.

Nikt nie lubi nocno-porannego wstawania. Za oknami i w domu jest jeszcze ciemno, na dworze chłód lub mgła, wszyscy śpią, a ktoś musi szybko zbierać się do pracy. Zostawia ciepłe łóżko i resztkę snu, opuszcza kochanych i bliskich ludzi, ubiera się i wychodzi w chłodną ciemność. Podobnych sytuacji przeżywamy wiele: trzeba opuścić ciepłe, przytulne i bezpieczne zacisze, by wyjść w nieznane i nieprzyjazne środowisko. Skrajną taką sytuacją jest śmierć: człowiek opuszcza znany i bliski świat, by przejść w nieznane. Zostawia wszystkich i wszystko. Nie wiemy co się z nim dalej dzieje. Pozostaje tęsknota, a pamiątki, wspomnienia minionych chwil zacierają się z czasem w mglistą, odległą przeszłość.

Jedynym światełkiem w tym mroku jest nadzieja, którą daje nam Chrystus. Może takiej nadziei uchwyciła się Maria Magdalena, gdy w nocy po szabacie wybiegała z domu do grobu. Dopiero co utraciła najbliższą i najbardziej kochaną osobę – Jezusa. Była bezsilnym świadkiem Jego porażki: opuszczenia, wyroku, cierpienia i śmierci. Uczestniczyła w pośpiesznym i cichym pogrzebie, a potem przez cały szabat płakała pewnie z żalu, krzywdy i tęsknoty. Teraz, przed świtem, wybiegła z domu, bo przez łzy i smutek przebijała niejasna myśl, że Jezus kilka razy mówił coś o zmartwychwstaniu.

Nikt tego nie rozumiał, tak jak nie rozumiał wzmianek o śmierci. W czasach tryumfu i mocy Jezusa wydawało się to takie nierealne, że nikt nie traktował tych słów serio. Teraz stały się faktem, ale tak nieprawdopodobnym, niezrozumiałym i nieoczekiwanym, iż wydawało się, że brakuje tu jeszcze jednego ogniwa, które by wszystko wytłumaczyło. Maria Magdalena wybiegła szukać tego ogniwa.

Odsunięty kamień potwierdził jej przeczucia. Nadal niczego nie rozumiała, ale nadzieja i miłość były silniejsze i szybsze od zrozumienia. Miłość objawiła jej to, czego jeszcze nie można było w żaden sposób zobaczyć. Z nowiną o Pustym Grobie pobiegła czym prędzej do Apostołów. To oni mieli stwierdzić i wyjaśnić fakty, które ona rozpoznała swoją kobiecą intuicją. A stwierdzić można było jedynie odsunięty kamień, brak straży i pusty grób. Fakty te rodziły wiele pytań bez odpowiedzi. Ale dzięki miłości dawały jeszcze więcej nadziei. Chyba tylko tym można było wytłumaczyć pośpiech i podniecenie, jakie towarzyszyły Apostołom w drodze do grobu.

To, co zobaczyli, w jednym momencie odmieniło ich życie. Uwierzyli, a zaraz potem zrozumieli. Pusty Grób oznaczał i mówił: Jezus żyje! Śmierć nie zdołała Go pokonać. Śmierć przegrała. Dotąd zawsze zwyciężała. Była absolutnym kresem każdego życia. Teraz śmierć też jest nieunikniona, ale nie jest już absolutna. Śmierć, która dotąd była nieodwołalnym kresem wszystkiego, teraz stała się początkiem nowego życia. Można człowieka zabić, ale w ten sposób otwiera mu się jedynie bramę do życia wiecznego. To, co było największym zagrożeniem, stało się teraz łaską.

Co prawda dla nas, którzy nadal żyjemy, śmierć kogoś z bliskich i kochanych osób, zawsze pozostaje bolesna. Ból umierania, rozstania i tęsknoty przygnębia nas, i nie da się tego znieczulić żadnymi tanimi słowami ani płytką pociechą. Ale wszystko się zmienia, gdy w duchu staniemy przed Pustym Grobem Jezusa. Jest on znakiem zwycięstwa życia nad śmiercią, znakiem miłości, która jest silniejsza niż śmierć. Potrzeba nam tylko silnej wiary i miłości, która otworzy nas na Boga i pozwoli przyjąć ten dar nowego życia.

Chrystus nam go daje, bo nas kocha. To miłość zaprowadziła Go na krzyż, potem do grobu, by wreszcie wskrzesić Go do nowego życia. Teraz ta miłość daje nam dostęp do życia wiecznego. Na razie jeszcze tego życia nie doświadczamy bezpośrednio w pełnym wymiarze, ale mamy już tego przedsmak. Miłość bowiem potrafi przetrwać śmierć. Bliski nam człowiek umiera, a my go nadal kochamy. Widzimy go i rozmawiamy z nim w duchu, przychodzi do nas we śnie, nieraz czujemy jego opiekę. W Chrystusie zmartwychwstałym możemy wszyscy doświadczyć świętych obcowania.

Ale najważniejsza jest wiara, której korzenie sięgają Pustego Grobu. To, że Jezus żyje, mimo iż wcześniej umarł, daje nam wszystkim nadzieję, że i my żyć będziemy, nawet jeśli doświadczymy śmierci. Gdyby nie ta wiara, ludzkie życie na ziemi stałoby się koszmarem, oczekiwaniem na nieodwołalny, tragiczny koniec i unicestwienie. Nic nie miałoby sensu.

Chwilę przed wejściem do Pustego Grobu Apostołowie również mieli poczucie bezsensu, porażki i tragedii. Teraz, widząc zwinięte chusty i pustą niszę grobową, odzyskali chęć życia, nadzieję i perspektywy na przyszłość. Dzisiejsza Uroczystość Zmartwychwstania daje nam szansę, byśmy i my stanęli przed Pustym Grobem, przekonali się, że Jezus żyje i na nowo rozpoczęli też swoje życie.

autor: ks. Mariusz Pohl