Na ile zrozumiałe jest dla współczesnych, szczególnie młodych, nazywanie Maryi tytułem Królowej? Co właściwie oznacza ten tytuł i jak traktować Tę, która go nosi? Kojarzy się to zdziwionemu słuchaczowi z jakimś poddaniem się – słusznie czy nie?
Na ile zrozumiałe jest dla współczesnych, szczególnie młodych, nazywanie Maryi tytułem Królowej? Co właściwie oznacza ten tytuł i jak traktować Tę, która go nosi? Kojarzy się to zdziwionemu słuchaczowi z jakimś poddaniem się – słusznie czy nie?
Czym jest „święte niewolnictwo całego narodu”, o którym się mówi w kontekście dzisiejszej uroczystości? Czy to nie jakiś przeżytek – nie do przyjęcia w dzisiejszych czasach? I – właśnie – niech uroczysty ton kaznodziejski nie będzie tylko zewnętrzną formą mającą ukryć niezrozumienie istoty uroczystości przez głoszącego.
Chciałbym usłyszeć, jak poradzi sobie kaznodzieja z przejściem od egzegezy dzisiejszej Ewangelii do świętowania NMP Królowej Polski; od Maryi Matki idącej zamieszkać wraz z uczniem do Maryi Królowej panującej nad chrześcijańskim narodem.
Niech usłyszy kaznodzieja pytanie, które zadają ludzie spoza Kościoła, a i wiernym może chciałoby się zapytać: czy wolno nazywać Maryję Królową Polski zamiast Królową jedynie katolickiej części Polski? Bo może prezydent ma być prezydentem wszystkich Polaków, ale czy Maryja? Czy wolno w ogóle tak Kościołowi narzucać to niechciane królowanie?
Czym różni się polska pobożność od tej właściwej innym narodom? Dlaczego tyle u nas tego elementu Maryjnego i czy nie jest to jakaś niezdrowa lub nawet fałszywa pobożność? Bo wydaje się, jakby od Niej tu wszystko miało zależeć, a nie od Boga. Czy Maryja to bogini? Ważne więc, żeby wykorzystał kaznodzieja okazję do przedstawienia istoty maryjnego kultu (Marialis cultus Pawła VI).
Będzie trzeba uważać kaznodziei: iść będzie musiał wąską dróżką między fałszywą pobożnością (Maryja postawiona ponad czy poza Bogiem) a specyfiką większej wrażliwości maryjnej Polaków; między Maryją matkującą a królującą; między Maryją serdeczną Matką (w przeciwieństwie do nieserdecznego, surowego Ojca) a Matką Jezusa Chrystusa.
„I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie”. Co w praktyce życia duchowego słuchacza oznaczają te słowa? Jak ma on zabrać Maryję do siebie? I jako kogo: Matkę czy Królową? A może „obie” Maryje są ważne?
autor: Sławomir Zatwardnicki
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






