Czy jesteśmy dziećmi światłości
Uroczystość Objawienia Pańskiego nie tylko przypomina nam historyczne wydarzenie opisane w dzisiejszej ewangelii według św. Mateusza. Uroczystość ta zwraca naszą uwagę na fakt o wiele bardziej doniosły i niezwykły, a mianowicie, że Bóg pragnie się objawić swojemu ludowi. To objawianie się Boga, wielokrotnie opisywane w Starym Testamencie, dokonuje się w sposób ostateczny we Wcielonym Słowie Bożym – Jezusie Chrystusie. Autor Listu do Hebrajczyków ujmuje to bardzo wyraźnie, kiedy pisze: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1, 1-2). Jest sprawą kardynalnej wagi uznanie doniosłości faktu objawienia się Boga w Synu. Sam Bóg uznał, że najlepszym i najbardziej właściwym sposobem samoobjawienia się człowiekowi będzie objawienie w Jezusie Chrystusie, Wcielonym Synu Bożym. To samo-objawienie się Boga jest bardzo często przedstawiane w Piśmie Świętym jako przyjście światła „na oświecenie” innych ludzi. Symeon mówi w świątyni w czasie ofiarowania: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela” (Łk 2, 29-32). A święty Jan pisze w prologu do swojej Ewangelii: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1, 1-5). Także sam Chrystus mówi o sobie: „Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności” (J 12, 46).
Można nawet powiedzieć, że fakt ten jest najistotniejszym elementem wiary. Bóg postanowił „oświecić” swój lud, „oświecić” człowieka żyjącego w ciemności grzechu, i dlatego objawił się jako Jezus Chrystus – Bóg Wcielony. Jeśli zanegujemy fakt wcielenia, jeśli zanegujemy prawdę, że Jezus Chrystus jest Wcielonym Synem Bożym, samoobjawieniem się Boga, to cała nasza wiara legnie w gruzach, bo musimy wtedy zanegować również i to, że jest On Mesjaszem, Zbawicielem, Odkupicielem, Wyzwolicielem. A wtedy nie ma zbawienia, nie ma życia wiecznego, nie ma Bożego Miłosierdzia – wszystko jest tylko złudzeniem i nieporozumieniem. Dlatego właśnie, chrześcijanie od początku tak bardzo bronili prawdy o samoobjawieniu się Boga przez Wcielenie. I dlatego też, do dzisiaj prawda ta jest najbardziej zwalczaną przez niedowiarków i ateuszy prawdą teologiczną. Szatan próbuje nam nieustannie wmawiać, że Jezus nie jest Wcielonym Synem Bożym, a jedynie niezwykłym (ale tylko) człowiekiem, mądrym guru, nauczycielem, wędrownym kaznodzieją. Jeśli Jezus nie jest ostatecznym Słowem Bożym wypowiedzianym do człowieka, jeśli nie jest Światłością Świata, to wtedy nadal żyjemy w ciemności grzechu, bo nie ma Odkupiciela, nie ma Tego, Który nas – przez „oświecenie” – z owej ciemności wyprowadzi.
Jest jednak jeszcze jeden ważny element owej Bożej „pedagogiki oświecenia”. A mianowicie, aby to oświecenie rzeczywiście się dokonało, musi ono zostać rozpoznane i przyjęte przez tych, do których zostało skierowane. Mędrcy ze Wschodu z dzisiejszej ewangelii szukają światła, szukają nowonarodzonego Syna Bożego, oni Go rozpoznają i przyjmują, składając Mu hołd. Ale nie wszyscy idą za przykładem mędrców. Jak w dalszej części prologu pisze św. Jan: „Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. [Światło] przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1, 9-11). I dlatego nadal tak wielu ludzi żyje w ciemności i beznadziei. W rozmowie z Nikodemem Jezus stwierdza również ze smutkiem: „światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki” (J 3, 19). Jest to, niestety, prawda nadal aktualna dla wielu tych, którzy odrzucili Światło, także w naszych czasach. Jest to prawda o tych, którzy bardziej umiłowali ciemność, bo złe są ich uczynki. I dlatego boją się oni Światła, boją się Wcielonego Syna Bożego i prawdy tej nie chcą przyjąć.
Warto więc dzisiaj zadać sobie to bardzo ważne pytanie: czy zgodnie z wyrażeniem św. Pawła „jesteśmy synami światłości i synami dnia”, czy może jesteśmy raczej „synami nocy i ciemności?” (1 Tes 5, 5). Czy światło Jezusa Chrystusa oświeca ciemności mojego życia? Czy je przemienia i rozświetla?
Dopóki bowiem żyję w grzechu, dopóki odrzucam prawdę o wcieleniu Syna Bożego, dopóki nie poddam się oświecającemu i oczyszczającemu działaniu światła, nie żyję w światłości i nadal ogarnia mnie ciemność.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






