Świat spowity mrokiem długich, zimowych nocy jest dla nas tłem przeżywania uroczystości Objawienia Pańskiego – ukazania się Pana światu. Mrok zimowych nocy rozświetlają miliony lampek na choinkach, iluminacje ulicznych ozdób. Zechciejmy jednak spojrzeć na ten mrok i światło nie tylko w wymiarze estetycznym, czy kulturowym, ale ściśle religijnym.
Do takiego właśnie spojrzenia skłaniają nas dzisiejsze czytania mszalne. Mamy w nich swoiste napięcie między ciemnością a światłem, a ostatecznie między prawdą i kłamstwem, między dobrem i złem.
Prorok Izajasz w swej zbawczej wizji ukazuje świat spowity ciemnościami i obiecuje przyjście Pana, który objawi się w blasku swej chwały. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą. Świat potrzebuje tej Boskiej światłości.
Obietnica ta spełnia się w Ewangelii. Bo to przecież świetlisty znak na niebie doprowadził mędrców ze Wschodu do Betlejem i pozwolił im poznać Mesjasza. Światło gwiazdy stało się dla nich drogą do odkrycia prawdy, a ostatecznie Boga.
Ten wątek świata pogrążonego w ciemności i Boga jako światłości przewija się przez całą Biblię. Widać go chociażby w Ewangelii według św. Jana, który w Prologu pisze o św. Janie Chrzcicielu, że nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Później św. Jan przytacza słowa Jezusa, który mówi o sobie jestem światłością świata. Do swoich uczniów zaś mówi: Chodźcie, dopóki macie światłość, aby was ciemność nie ogarnęła. A kto chodzi w ciemności, nie wie, dokąd idzie. Dopóki światłość macie, wierzcie w światłość, abyście byli synami światłości.
Nie ulega więc wątpliwości, że światło jest w Biblii znakiem Boga samego, jest symbolem prawdy i dobra.
Jak ta symbolika biblijna odnosi się do naszych duchowych doświadczeń i jak rzutuje na moralny wymiar naszego życia? Odpowiedź znajdujemy znów w Ewangelii według św. Jana. Wskazuje on na pewne napięcie, jakie istnieje między Królestwem Chrystusa i światem: światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.
Światło pochodzące od Boga, które oświeca każdego człowieka ma podwójny sens i przynosi podwójny owoc. Przede wszystkim jest prawdą, którą człowiek poznaje w Bogu i dzięki Bogu. Poznając Boga nie tkwimy w ciemności niewiedzy i błędu. Po wtóre – w tym świetle poznajemy prawdę o nas samych, nie żyjemy w kłamliwym i pysznym zadufaniu. Poznajemy prawdę o sobie i w jej świetle przemieniamy oraz odradzamy się wewnętrznie.
Ale czy miłujemy tę prawdę? Bo bywa ona czasem bardzo trudna i wymagająca? Czy jednak można duchowo wzrastać, przemieniać się i uświęcać bez tej Bożej prawdy? Z pewnością nie. Tak jak z pewnością nie poznaliby Chrystusa mędrcy, gdyby nie poszli za blaskiem gwiazdy. Miłujmy więc prawdę, w ten sposób ostatecznie miłujemy Boga, a samych siebie prowadzimy na duchowe wyżyny.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






