|
Kazania, Homilie, Liturgia - Biblioteka Kaznodziejska
Dzisiaj razem z Maryją i Józefem, Symeonem i Anną, wpatrujemy się w Jezusa, który jest dla nas Światłością. On przyszedł na świat w tym celu, abyśmy żyli w świetle, to znaczy w prawdzie. I tak jak pierwsi chrześcijanie, tak i my z radością głosimy całemu światu prawdę Ewangelii, że Bóg jest miłością, że kocha wszystkich ludzi i pragnie, aby wszyscy byli błogosławieni, czyli szczęśliwi.
Cel homilii: Niektóre religijne tradycje zanikają, ponieważ młodemu pokoleniu nie tłumaczy się ich sensu. Tak jest w przypadku modlitwy przy zapalonej gromnicy w trudnych życiowych chwilach (agonia), niebezpiecznych (burza).Na przykładzie wiary babci ukazujemy dzieciom sens zawierzenia Bogu, a tym samym szerzenia Jego Ewangelii. Pomoce: Świeca gromniczna.
Gdy żyła jeszcze babcia Józefa – do której znajomi zwracali się: Ziuta – to miała w swoim pokoiku bardzo dużo różnych staroci. Jej wnuki lubiły zaglądać do babcinego pokoju, bo zawsze czegoś ciekawego się dowiedziały. Kiedyś, a było to na początku lipca, nocą rozszalała się burza. Nikt nie spał, a dwuletnia Ania zaczęła płakać – bała się burzy. Nie dość, że pioruny waliły ze wszystkich stron, to na dodatek elektrownia wyłączyła prąd. Zrobiło się tak ciemno, jakby wszędzie była czarna sadza. Co chwilę błyskawica rozświetlała całe osiedle – wtedy przez krótką chwilę wszystko było widać! A w ułamku sekundy po niej następował grzmot. Artek przylepił nos do szyby, bo lubił oglądać pioruny. Tato odsunął go od okna i powyłączał z gniazdek wszystkie urządzenia elektryczne. Na dworze było strasznie. Zerwała się na dodatek wichura. (Pokazujemy wszystkim świecę gromniczną i ją zapalamy). I wtedy babcia zapaliła specjalną świecę. Nazywała się gromnica, od słowa „grom”, czyli „piorun”. Postawiła świecę na stole i zaczęła odmawiać różaniec. Po chwili mama i tato też zaczęli odmawiać modlitwę. Dołączyły się dzieci. A mała Ania usnęła w ramionach mamy. Godzinę później było już po burzy.
Babcia Józia umarła. Wszystkie pamiątki po niej rodzice schowali w szafie na górnej półce. Wśród nich była także owa świeca gromniczna. Co roku, właśnie w takim dniu, jak dziś, czyli 2 lutego, rodzice szli z Anią na mszę świętą. Artur mieszkał daleko od domu, bo studiował fizykę na uniwersytecie. Brali ze sobą babciną gromnicę i w czasie liturgii wpatrywali się w płomień. W takim momencie mama miała zawsze oczy pełne łez. Przypominała sobie swoją mamę Ziutę, jej silną i niezachwianą wiarę w to, że Bóg czuwa nad całą rodziną. Ona nigdy się nie skarżyła, że ma jakieś kłopoty, problemy. Była zawsze uśmiechnięta, a szczególnie wtedy, gdy wracała z porannej mszy świętej. Jak ona to robiła, że nigdy nie brakowało jej czasu na wszystko? Zdążyła być na mszy świętej, wracając kupowała coś do jedzenia, a potem pomagała rodzicom wyprawić dzieci do szkoły. Gdy rodzice byli w pracy, a dzieci w szkole, odmawiała różaniec lub czytała ciekawe książki. Kiedy rodzinka wracała z zajęć, to czekała na nich z obiadem. Babcia była skarbem całej rodziny. Kochali ją także sąsiedzi. Już na samo wspomnienie o niej robiło się wszystkim tęskno… Wszystkim brakowało babci Ziuty. Czasami zdarzało się tak, że gdy przychodziły trudne momenty w życiu, to mama zapalała tę świecę i przez chwilę patrzyła na jej płomień. Pomagało to jej, nastawał pokój w duszy. autor: ks. Andrzej Ziółkowski CM
|