W numerze
 
marzec/kwiecień 2007 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Poniedziałek Wielkanocny »

Czy ci zależy?

Drukuj

Wystarczy się nie mieszać. Niech się kłócą, po co stawać między młotem a kowadłem? Wybrać jakąś stronę w konflikcie, to narazić się drugiej. Po co? Musiałbyś być głupi, a przecież nie jesteś. Musiałoby ci wyjątkowo zależeć. Paskudny haczyk, bo każda odpowiedź ma swoje konsekwencje: czy zależy ci wystarczająco, by narazić się na kłopoty?

Kiedy jesteś najszcześliwszy okazuje się, że od nowa trzeba iść pod wiatr. Gdy wydaje się, że wszystko stracone, wraca nadzieja. Pogrzebaliśmy Jezusa definitywnie. Po prostu nie mógł wygrać, za wiele działo się przeciw Niemu. I wtedy i teraz. Pół świata znało Ewangelię, misjonarze ruszali z gorliwością apostołów. Nawracali tłumy; czuło się, jakby to sam Chrystus nawracał. Jakby nowy triumfalny wjazd do Jerozolimy. I za każdym razem nowe ukrzyżowanie. Prześladowania uczniów z taką samą nienawiścią z jaką mordowano Nauczyciela. Wytępiona kolejna osada chrześcijan, nowi księża zabici, znów płonie kościół... Znowu kraj, kiedyś chrześcijanski, teraz pożera wyznawców Chrystusa... Czego nie dokończyły najazdy i prześladowania, teraz wydaje się wymiatać dostatek. Jezus mówił, że łatwiej wielbłądowi przez ucho igielne, niż bogatemu do Nieba. Wtedy bogatym był ten, który co dzień mógł zjeść chleb i mleko, a co jakiś czas mięso. Miał własny dom i kilka ubrań na zmianę. Dziś standard życia przeciętnego, narzekającego na swoją pensję czy zasiłek polskiego robotnika jest wyższy niż wielu bogaczy z czasów Jezusa. Są powody do radości. Tylko okazało się przy okazji, że wystarczy mieć do zjedzenia co dzień bułkę i mięso, zamiast szukać przeoczonej przez innych pokrzywy, by zapomnieć o Bogu. Chrześcijanie syci, ubrani, nieznający wojny ani podpalanych przez bandytów całych osad, mogą się modlić tylko o więcej pieniędzy, o auto, o większy dom, o jeszcze lepsze auto, o jeszcze więcej pieniędzy. A te prośby Bóg konsekwentnie ignoruje, więc do czego się przyda? Wiedziałeś, że Holandia była potęgą misyjną? Ultrakatolicka Austria... Francja, matka Kościoła... Italia, królestwo papieży... Dziś coraz rzadziej znajdziesz tam w kościele kogoś przed piećdziesiątką. W Londynie może spotkać mandat za choinkę w szkole. W Paryżu za niedostatecznie ukryty krzyż na szyi. Dziś misje karmią się polskimi księżmi, ale nieraz przyjdzie wątpliwość: jak długo? Ile lat minie, zanim i my zaczniemy zamykać niepotrzebne świątynie?

Na przekór ateistom z przejedzenia, na przekór urzędowym dekretom i mandatom, Chrystus ciągle zmartwychwstaje. Dziś to Afryka daje Europie księży. Kapłani wychowani w szałasach swego plemienia, spowiadają w starożytnych bazylikach. Upadłe centra chrześcijaństwa są zastępowane przez inne. Dzieci odwracają się od oziębłości religijnej rodziców. Popularni kiedyś antyklerykałowie w kolejnym państwie przegrywają w wyborach z ludźmi, którzy nie wstydzą się wiary. Rosja powoli się nawraca, choć w to proroctwo z Fatimy trudno było uwierzyć. Kto przepowiadał śmierć chrześcijaństwa, kolejny raz wychodzi na głupca. Tak samo jak ci z XIX w., którzy pytali: „czy dziś, w epoce maszyny parowej, można jeszcze wierzyć w Boga?”.

Dowodów nie trzeba szukać daleko: Ty świadczysz o Jezusie! Jaka siła przyciagnęła cię dziś do kościoła? Tylu odpadło, a ty dochowałeś wierności. Ilu nas jest? Dużo, mało, w sam raz? Ważne, że razem. Ważne, że z Jezusem. Nie ma znaczenia ilu ludzi, ile narodów pogrzebie Chrystusa i swoją wiarę, on ciągle zrywa więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim.

Stanąłeś po właściwej stronie. Kiedy nowy apostoł głosi ci, że tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami, wiesz, że nic cię nie oderwie od Zbawiciela.

Święty Piotr zaczyna od rachunku sumienia. Zanim sam będziesz świadkiem zmartwychwychwstania, zapytaj, dlaczego Jezus cierpiał. Kto go zabija. Wtedy i teraz. Są wykonawcy. Są podrzegacze. Najwięcej takich, co mogliby powstrzymać nieszczęście, ale nic nie robią. To ty i ja. Nauczyliśmy się czerwienić i mówić ciszej, kiedy pytają nas: „Wierzysz? Modlisz się?”. Nauczyliśmy się nie protestować, gdy słyszymy, że polskie procesje, pełne kościoły i szacunek dla duchownych, to znaki ciemnoty, za którą trzeba się wstydzić. Każą nam szanować cudze poglądy, kiedy plugawią krzyż, hostię, poniżają papieża. I wstydzimy się, milczymy, nie wtrącamy. Pozwalamy biernością na kolejne chłosty i kolejne ukrzyżowania. Ale kto nie powstrzymuje zła, jest współsprawcą. Działa przez cudze ręce. Przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Święty Piotr mówi spokojnie, bez gniewu, ale każdy kto go słucha wie, że to prawda. Dziś apostoł stawia ten sam zarzut – zbrodni milczenia – tobie, mnie. Zaraz nas oczyszcza: dziś wiemy, że działaliscie w nieświadomości. Tylko jak długo można pozostać takim nieświadomym dzieckiem we mgle, które nie wie, co się wokół dzieje?

Krótko po śmierci Chrystusa opłaceni żolnierze pilnujący grobu mieli rozpowiadać, jak to przechytrzyli ich Jego uczniowie i wykradli ciało. Można powiedzieć, że już wtedy byli głosiciele Chrystusa i kaznodzieje antychrysta. Dziś... i daleko i blisko spotkasz się wiele razy z ostrym atakiem na chrześcijaństwo. I w gazecie czy programie telewizyjnym, i w prywatnej rozmowie ze znajomym. Wiesz, że milczenie niczego nie załatwia, bo będąc biernym, pomagasz atakującemu. Co wtedy? Masz się mieszać, narażać? To jest ten paskudny haczyk, o którym mówiłem na początku: musiałoby bardzo ci zależeć. To nie jest pytanie prowokujące oskarżenie wobec ciebie. To czas, żebyś z radością, z dumą ze swojej odwagi powiedział: tak, zależy mi na Jezusie. Dla Niego mogę ładować się w kłopoty! Bądź dzielny!

autor: ks. Piotr Wojnar