Jedna prawda - dwa świadectwa
Często w filmach kryminalnych możemy obserwować pracę policji i prokuratury starających się rozwikłać sprawę jakiegoś przestępstwa. Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości starają się zebrać dowody pozwalające osądzić podejrzanego. Po drugiej stronie muru stoją obrońcy, którzy reprezentując podejrzanego starają się udowodnić jego niewinność. Jednym z podstawowych faktów, jakie wymiar sprawiedliwości lub obrońcy usiłują zweryfikować, jest obecność osoby, która jest podejrzana w miejscu przestępstwa, w czasie, kiedy wszystko się dokonywało. Wielokrotnie widzimy przy tej okazji, w jaki sposób podejrzani “załatwiają” sobie alibi. Zdarza się, że zdobywają “potwierdzenie” swojej niewinności za pieniądze, czasem posuwają się do szantażu, kiedy indziej wykorzystują swoje związki uczuciowe lub rodzinne. Wszystko po to, aby ktoś potwierdził, że w czasie, kiedy dokonywało się przestępstwo przebywali zupełnie gdzie indziej. Sąd, policja bardzo często zmuszona jest uznać zeznania złożone pod przysięgą za prawdziwe, nawet wtedy, gdy wszystko wskazuje na manipulację.
Poniedziałek Wielkanocny – dzień dwóch świadectw
Dzisiejsza liturgia słowa opisuje bardzo podobną sytuację, chociaż sprawa nie dotyczyła przestępstwa. Oto dokonał się cud Zmartwychwstania – w dniu wczorajszym uroczyście świętowaliśmy to wielkie wydarzenie. Strażnicy drżąc ze strachu z pewnością długo nie mogli dojść do siebie. Pusty grób świadczył jednak, że to, co się stało minionej nocy to nie był tylko sen. To wszystko stało się naprawdę. Ich sytuacja była nieciekawa. Nie wykonali rozkazu. Ciało, którego mieli pilnować zniknęło. Nikt im nie uwierzy w opowieści o błyskawicy z nieba, o grzmocie, o trzęsieniu ziemi… A nawet gdyby im uwierzono, to determinacja przywódców żydowskich, jaką mogli w tych ostatnich dniach obserwować spowoduje, że nie darują im tego błędu. Nie mając jednak wyjścia poszli do starszyzny żydowskiej by o wszystkim opowiedzieć.
W tym samym czasie inni bohaterowie dzisiejszej liturgii słowa – Maria Magdalena i druga Maria, Apostołowie, bliscy z otoczenia Jezusa już dzielili się cudowną informacją. Ich Pan Zmartwychwstał! Kamień już nie zamyka wejścia do grobu. Grób jest pusty. Pan naprawdę Zmartwychwstał! Widziały Go przecież, rozmawiał z nimi. Kazał wszystkim iść do Galilei. Przyrzekł, że tam się z nimi spotka. Informacja powtarzana z ust do ust rozchodziła się wśród uczniów. A więc jednak pisma mówiły prawdę. Jeszcze może nie wszystko rozumieli, ale ogromna radość napełniała serca wszystkich. Pan Zmartwychwstał! Alleluja!
Do działania przystąpili jednak ci, którym wydarzenie z ubiegłej nocy zupełnie zburzyło misternie skonstruowany plan. Człowiek, w którego pozbycie się zaangażowali tyle sił i środków – cały swój autorytet – w dalszym ciągu nie dawał im spokoju! Być może tysiące rozwiązań przewijało się im po głowie. Przybycie żołnierzy z wiadomością o niewytłumaczalnym zdarzeniu z nocy spowodowało gorączkowe poszukiwanie planu ratunkowego. Sięgnęli po ich zdaniem najprostsze rozwiązanie – kłamstwo. Chodziłoby tylko o to, żeby przekonać ludzi, że to wszystko, o czym mówią zwolennicy Jezusa z Nazaretu to kolejne ich oszustwo. Na szczęście nie musieli dużo się wysilać. Trafili na podatny grunt. Żołnierze zbytnio cenili sobie swoją własną skórę. Na myśl im nie przyszło stawiać na szali swoją własną reputację obok jakiegoś skazańca. Otrzymawszy obietnicę obrony przed przełożonymi zgodzili się na plan starszyzny i jeszcze na tym nieźle zarobili – podwójny interes. Nic ich nie obchodził jakiś tam Żyd z Nazaretu. Nic ich nie obchodziły jakieś tam żydowskie “przepowiednie”, żydowskie zwyczaje. Nie obchodziły ich religijne spory przywódców żydowskich. Dbali tylko o swoją własną skórę. Sprawa przecież nie dotyczyła ich – rzymskich bogów, ale jakiegoś hebrajskiego Boga. Żołnierze spełnili bez ociągania żądanie faryzeuszów i powtarzali “Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali…” I tak oto kłamstwo wydało kolejny owoc. Żołnierze i przywódcy żydowscy utrzymali swoje stanowiska, swoje dotychczasowe pozycje. Pozornie osiągnęli cel. Wydawało się, że w jerozolimskim świecie wszystko wróciło do normy.
Na szczęście byli jednak inni świadkowie. Dzięki nim prawda o zmartwychwstaniu nie została zdławiona. Świadkowie ci, gotowi byli poświęcić dla tej prawdy zdrowie, kariery, a nawet oddać swoje życie. To Maria Magdalena i druga Maria oraz inne kobiety, które towarzyszyły Jezusowi i Jego uczniom w wędrówce. To Apostołowie, na czele ze św. Piotrem, którego mowę słyszeliśmy w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Oni się nie ugięli. Z wielką radością i odwagą zanieśli tę nowinę na cały świat. Bóg wskrzesił Jezusa z martwych! Po Apostołach przyszli inni – ich uczniowie, a później kolejni uczniowie… i tak przez ponad dwa tysiące lat. Zastępy świadków niosły tę prawdę na krańce świata poświęcając dla niej siły, oddając za nią swoje życie. Nieśli nadzieję w to, że moce zła nie zdołają zwyciężyć.
Niedziela zmartwychwstania to dzień zwycięstwa Jezusa. Poniedziałek po zmartwychwstaniu to dzień zwycięstwa wszystkich, którzy w to Chrystusowe zwycięstwo uwierzyli. To dzień zwycięstwa wszystkich, którzy nie dali sobie wmówić kłamstwa, którzy nie ulegli pokusie paru nędznych groszy. Nie zamienili prawdy na tzw. święty spokój, na stanowisko. Nie wyrzekli się prawdy nawet za cenę utraty zdobytej pozycji społecznej, czy zawodowej, za cenę miejsca w odpowiednim towarzystwie… Pozornie nie wymagano od nich tak wiele. Czasem może tylko drobnego kłamstewka, albo przemilczenia, niewtrącania się, zachowania tak modnej ostatnio “poprawności myślenia”. Może po ludzku zapłacili wysoką cenę, ale to oni są zwycięzcami. Dla nich Wielkanocna błyskawica to dobry znak z nieba – znak zwycięstwa. Dla nich Wielkanocne trzęsienie ziemi to znak potężnej, Bożej mocy kruszącej skorupę zła.
Wobec prawdy o zmartwychwstaniu można przyjąć dwie postawy. Można zakryć oczy odwrócić się, uciec a później kłamać, albo z radością objąć Jezusa za nogi i wyznać: “Mistrzu, Ty jesteś moim zbawieniem”, a później iść z radością do innych i cieszyć z nimi. Tylko taka postawa daje radość, motywację do życia i nadzieję… Można też wrócić do swojego dawnego życia i udać, że nic się nie stało. Ale to początek życia w ciemności i strachu. Bo w każdej chwili wszystko, co zdobyło się dzięki kompromisom ze złem rozpadnie się jak skała przed wejściem do grobu. Wybierzmy życie w światłości – “nie bójmy się, Pan rzeczywiście zmartwychwstał. Alleluja!”.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






