|
Kazania, Homilie, Liturgia - Biblioteka Kaznodziejska
Świadczyć o zmartwychwstaniu pośród szaleństwa świataGrupa młodych ludzi przedzierających się przez korytarze i sale szpitala psychiatrycznego w poniedziałek wielkanocny wiele lat temu, szła i śpiewała. Byłem wśród nich. Piękna, bardzo uroczysta melodia pieśni, dramatyczna, rytmiczna, świetna dla nastolatków na co dzień biegnących od szkoły do boiska i od boiska na dyskotekę. Mało który z nas rozumiał, co znaczy, że śmierć pokonana. Nawet jeśli wydawało nam się, że tamten poranek pośród ludzi obłąkanych, samotnych w swoim cierpieniu wewnętrznym, był porankiem triumfu, to przecież nie mogliśmy rozumieć w tym wieku, co naprawdę oznacza życie, skoro żadne z nas nie przeszło jeszcze dramatu jego zagrożenia. Zmartwychwstał Pan!
O śmierci, gdzie jesteś, o śmierci?
Gdzie jest moja śmierć?
Gdzie jest jej zwycięstwo?
Grupa młodych ludzi przedzierających się przez korytarze i sale szpitala psychiatrycznego w poniedziałek wielkanocny wiele lat temu, szła i śpiewała. Byłem wśród nich. Piękna, bardzo uroczysta melodia pieśni, dramatyczna, rytmiczna, świetna dla nastolatków na co dzień biegnących od szkoły do boiska i od boiska na dyskotekę. Mało który z nas rozumiał, co znaczy, że śmierć pokonana. Nawet jeśli wydawało nam się, że tamten poranek pośród ludzi obłąkanych, samotnych w swoim cierpieniu wewnętrznym, był porankiem triumfu, to przecież nie mogliśmy rozumieć w tym wieku, co naprawdę oznacza życie, skoro żadne z nas nie przeszło jeszcze dramatu jego zagrożenia.
Niektórzy mówią, że współczesne życie jest szalone. Większość narzeka, że czasy są trudne, a ludzie niedobrzy. Pojawia się słowo „kryzys”, które w 2009 roku ma być hasłem – kluczem do większości dyskusji. Sęk w tym, że 100 lat temu było podobnie. Może nawet tak samo. I 500 lat temu. I 2000 lat temu, kiedy apostołowie, dojrzali mężczyźni z niezłym doświadczeniem życiowym, wyszli jakby odmłodzeni ku tłumom, by powiedzieć: „przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie!”.
Nigdy nie było „łatwo”. Od czasu jak człowiek opuścił raj po grzechu pierworodnym, słysząc, że jego życie łatwe nie będzie, zmaga się z tym, co trudne, mierzy się z przeciwnościami. Największe z nich nazywa się śmierć. Ona przynależy w naturalny sposób do kondycji ludzkiej. W roku, w którym przewodzi nam hasło „otoczmy troską życie”, warto pojąć, że chodzi o życie w każdym jego wymiarze – również więc w takim, w którym zaczyna się rozumieć, iż chrześcijanin to ktoś, kto z całą odwagą podnosi głowę do góry i rzuca śmierci wyzwanie: „gdzie jesteś?”, „gdzie jest twoje zwycięstwo?”.
Gdzie jest śmierć, gdzie jej zwycięstwo? Czy nie ma go w ogóle? Dzisiejszy dzień – poniedziałek wielkanocny – jest dla nas radosną kontynuacją paschalnego świętowania. Kilka dni temu pochylaliśmy głowy przed krzyżem, zginaliśmy kolana na głos „pójdźmy z pokłonem, bo o to drzewo krzyża”, zastygaliśmy w ciszy kontemplując moment śmierci Chrystusa. Potem ów radosny okrzyk „Alleluja”, który przez ciemności paschalnej nocy świecił niczym płomień woskowej kolumny. I wreszcie „Zmartwychwstał Pan!”.
Zmartwychwstał Pan!
O śmierci, gdzie jesteś, o śmierci?
Gdzie jest moja śmierć?
Gdzie jest jej zwycięstwo?
Kim byli ci wszyscy, których widzimy dziś na kartach odczytanych nam fragmentów Pisma Świętego?
Najpierw: Apostołowie pod przewodnictwem Piotra. Nazywają siebie „świadkami”. Piotr mówi: „Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami”.
Potem kobiety: widzą Jezusa, biegną na Jego polecenie do „braci”, żeby również pełnić funkcję świadków. Zarówno one, jak i Apostołowie, są świadkami autentycznymi, wiarygodnymi. Widzieli, spotkali, o tym świadczą. Zauważyć jednak należy, że są w tej dzisiejszej liturgii Słowa również i inni świadkowie. To „niektórzy ze straży”, którzy „przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci (…) po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali»”.
Ukazano nam świadków fałszywych, nieautentycznych. Oni nie mówią prawdy. Dostali pieniądze za to, że obiecali kłamać. Co więcej: zapewniono ich, że nie poniosą z tego tytułu żadnych konsekwencji. Świadkowie kłamstwa zawsze muszą się jakoś zabezpieczyć na wszelki wypadek.
Co oznacza „być świadkiem”?
Mamy w Kościele taką funkcję, przewidzianą przez prawo. To ktoś, kto widział, uczestniczył, brał udział, a potem opisuje, jak było naprawdę. Powołuje się świadków bierzmowania, świadków zawarcia małżeństwa, świadków chrztu… Dużą rolę przywiązuje się, by byli to ludzie wiarygodni, mówi też jeden z kanonów, iż „pytani przez sędziego (…) obowiązani są wyjawić prawdę”. Obowiązek mówienia prawdy jest podstawowym obowiązkiem świadka. I tak samo jest z tymi, którzy świadczą o zmartwychwstaniu Chrystusa. Tyle jednak, że – by o nim świadczyć, trzeba je zobaczyć, przeżyć, umieścić gdzieś głęboko w sercu, postawić w centrum swojego życia. Tylko wtedy można być świadkiem naprawdę wiarygodnym. Co jest – rzecz jasna – trudne i wymagające. Prawie każdy z pierwszych „świadków zmartwychwstania” za to swoje świadczenie poniósł śmierć.
Co oznacza „być świadkiem dzisiaj” – w tej rzeczywistości, która jest trudna, co często podkreślamy?
Nie jest przypadkiem, że zasiadamy w ławkach kościelnych słuchając tych słów o pierwszych świadkach właśnie w wielkanocny poniedziałek. To szczególne zrządzenie Bożej Opatrzności. Po to, byśmy samym sobie zadali pytanie – czy ja naprawdę w zmartwychwstanie wierzę? Jeśli tak – jak to „wierzę” wpływa na moją codzienność? Czy „otaczając troską życie” robię wszystko, by zatroszczyć się o to swoje – przyszłe, po ziemskim żywocie, i o życie innych, którym wiara równie jest potrzebna jak powietrze, by w ogóle móc przeżyć?
Zmartwychwstał Pan!
O śmierci, gdzie jesteś, o śmierci?
Gdzie jest moja śmierć?
Gdzie jest jej zwycięstwo?
Grupa młodych ludzi przedzierających się przez korytarze i sale szpitala psychiatrycznego w poniedziałek wielkanocny wiele lat temu, szła i śpiewała. Byłem wśród nich. Nawet jeśli wydawało nam się, że tamten poranek pośród ludzi obłąkanych, samotnych w swoim cierpieniu wewnętrznym, był porankiem triumfu, to przecież nie mogliśmy rozumieć w tym wieku, co naprawdę oznacza życie, skoro żadne z nas nie przeszło jeszcze dramatu jego zagrożenia.
Dzisiaj każdy już z nas wie, co oznacza, że życie jest zagrożone: wszyscyśmy upadli i doświadczyli dramatu grzechu. Być może pośród tego szalonego świata nie jest łatwo głosić zwycięstwo życia. Świadczyć. Ocknijmy się jednak jako dziedzice zmartwychwstania. Bo śmierć została pokonana. Alleluja!
autor: ks. Adam Pawlaszczyk
|