Piotr miał poważny problem stając przed mieszkańcami Jerozolimy. Oto, bowiem niedawno byli oni świadkami drogi krzyżowej i śmierci Jezusa na krzyżu. Być może niektórzy z nich stali w tłumie krzyczącym przed Piłatem, aby Go wydał na ukrzyżowanie. Jak im teraz przekazać, że Jezus żyje, że zmartwychwstał? Mówi: “...Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzi śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim”. Piotr jednak wie, że słowa nie wystarczą. Trzeba czegoś więcej. Woła: “...My wszyscy jesteśmy tego świadkami”. W podtekście jest przekonanie: przecież widzieliśmy Go; niejeden raz ukazał się nam; uwierzcie nam – On żyje. Stało się, uwierzyli: “I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy osób”.
Chciałbym teraz podzielić się jednym z najważniejszych odkryć w moim życiu. Nie był to jakiś błysk, olśnienie. Raczej proces, który uświadomił mi prawdę o Jezusie – On dzisiaj działa. Byłem już kapłanem z kilkuletnim stażem, gdy dotarła do mnie z mocą ta dobra nowina. Wcześniej sądziłem, że znaki i cuda opisane w Ewangelii, które zdziałał Jezus są cechą tylko tamtych czasów. Może jeszcze bezpośredni następcy Jezusa – apostołowie czynili to jeszcze Jego mocą. Bezrefleksyjnie przyjąłem, że później, a także w naszych czasach to się nie zdarza. Jakże bardzo się myliłem.
Pragnę pokazać, a mówiąc językiem Dziejów Apostolskich chciałbym zaświadczyć, że Jezus, który dwa tysiące lat temu czynił cuda i znaki, czyni je również dzisiaj. Posłuchajmy Ewangelii: “...Ruszyli za Nim dwaj niewidomi, którzy wołali głośno: «Ulituj się nad nami, Synu Dawida!» Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: «Wierzycie, że mogę to uczynić?». Oni odpowiedzieli Mu: «Tak, Panie!». Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: «Według wiary waszej niech wam się stanie». I otworzyły się ich oczy” (Mt, 27-30). Oto współczesne zdarzenie. Jeden z kapłanów roznosząc po parafii zaproszenia na spotkanie Zespołu Synodalnego, przechodząc na drugą stronę ulicy, został uderzony przez przejeżdżający samochód. Pogotowie, szpital, wiele dni nieprzytomny. Prognozy lekarskie były bardzo powściągliwe, nie dawały wiele szans na wyzdrowienie: złamana szczęka, krwiak na mózgu, bardzo trudny ogólny stan. Równolegle do wysiłków lekarskich dokonywało się proszenie Jezusa: wiele mszy świętych w intencji zdrowia w parafii, w której ksiądz jest proboszczem; w parafii, gdzie był kiedyś wikariuszem osoby ze wspólnoty Żywego Różańca odmawiały przez całą dobę, co pół godziny, część różańca; dużo modlitw osobistych wielu osób. I stało się – po operacji szczęki, bardzo szybko okazało się, że zdrowie wróciło. Jezus żyje i działa dzisiaj.
Oto inny fragment Ewangelii: “Był właśnie w ich synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: «Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boga». Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!» Wtedy duch nieczysty zaczął nim miotać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego” (Mk 1, 23-26). Niestety dzisiaj także ludzie otwierają się na bezpośrednie działanie złych duchów. Chodzą do wróżki, do bioenergoterapeuty. Wywołują duchy, wchodzą w praktykowanie różnych “filozofii” wywodzących się z Dalekiego Wschodu. Stawiają w domu różne posążki i amulety. Otwieranie się na działanie złych duchów jest podobne do otwierania drzwi. Mogę je tylko uchylić, mogę otworzyć je w połowie, mogę na oścież. Ale zawsze będzie to pozwolenie, aby zły duch we mnie działał. Ze złymi duchami jest tak, że nigdy nie jest nic za darmo. Każde otwarcie przyniesie jakieś negatywne skutki. Jeżeli nie w sferze fizycznej, to w psychicznej, albo duchowej. Na szczęście są w każdej diecezji mianowani przez Księdza Biskupa kapłani – egzorcyści, którzy modlą się, aby złe duchy nie miały wpływu na człowieka. Warto w sytuacjach otwarcia się na złe moce i doświadczania ich działania poprosić takiego kapłana o pomoc. Jezus chce dzisiaj uwalniać od oddziaływania złych duchów. Jezus żyje i działa.
Kolejny fragment Ewangelii – “...Powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane»” (J 20, 22-23). Sakrament Pokuty to przestrzeń w której Jezus Miłosierny pragnie dotykać każdego z nas. Wielkim darem jest możliwość otwierania się na Jezusa w ten sposób. Co jest cenne w spowiadaniu się? Najpierw pewność otrzymania przebaczenia grzechów. Słysząc słowa: “...Ja odpuszczam Tobie grzechy w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” mogę być pewny – Bóg mi przebaczył, mogę zacząć od nowa, On daje mi nową szansę. Często wyraźnie czuję po spowiedzi spływanie do wnętrza dobrych mocy. To jest właśnie działanie łaski, która ogarnia człowieka, zaczyna nim władać, gdy Bóg oczyścił serce. Dlatego spowiadam się często. Chcę, bowiem ubogacać siebie łaską, którą pragnie dać mi Jezus. Wiem, że w spowiedzi Jezus chce dotykać konkretnych moich spraw. Wiele zależy od tego, jak mu je przedstawię. Warto postawić na maksymalną szczerość. To jest tak jak między przyjaciółmi. Nauczyłem się nazywać moje bolączki po imieniu. Doświadczyłem, że trzeba Jezusowi mówić wprost o swoich sprawach – bez wybielania siebie. Jest w człowieku coś, co go blokuje przed jasnym formułowaniem swych problemów. Ciekawe, przynajmniej w moim przypadku, jest też to, że rzadko pokonałem jakiś grzech od razu. Zazwyczaj jest to droga. Zaczyna się od decyzji – Jezu, ja naprawdę chcę z tym skończyć.
Często na spowiedzi mówię nie tylko o moich grzechach, ale również o dylematach. Zwłaszcza, jak nie wiem, jak postąpić. Pewnie chcę usłyszeć opinię spowiednika. Ale jeszcze bardziej stawiam ten mój dylemat Jezusowi. I On daje odpowiedź niekoniecznie przez spowiednika. Zdarza się, że potem jakby mimochodem trafiam na właściwe rozwiązanie. Lubię na spowiedzi mówić o swej słabej stronie, nawet wtedy, gdy od ostatniej spowiedzi nie było w tej materii żadnego przewinienia. Jezus, bowiem wtedy daje łaski wspierające mnie w tej dziedzinie. Jestem wówczas, po prostu, silniejszy. Na koniec muszę powiedzieć, że mam stałego spowiednika. Jest to wielkie dobrodziejstwo. Nie boję się iść do spowiedzi, prawie wiem po ludzku, co powie, mogę się spokojnie nastawić, co Duch Święty mi przez niego powie. Jezu, dziękuję za dar spowiedzi świętej.
Inny fragment Ewangelii głosi: “Pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się jego płaszcza. Mówiła bowiem: «Żebym choć dotknęła się jego płaszcza, a będę zdrowa». Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła z Niego” (Mk 5, 25-30). Dziś rzeczywistością, przestrzenią, gdzie mogę ze swoimi sprawami “otrzeć” się o Jezusa jest Eucharystia. Jestem przekonany, że problem obecności lub nieobecności na mszy świętej zależy od wiary w tę prawdę. Jeśli ktoś przyjmie, że Jezus ma moc uleczenia – będzie obecny. Jeśli nie przyjmie – będzie okazyjnie w kościele. Cudownym jest fakt, że w sumie codziennie mogę przyjść i poprosić Jezusa o dotknięcie. I tak się dzieje. Nie wierzysz? Wystarczy spróbować! Najzwyklejsza obecność pod postaciami chleba i wina – największe owoce. Jezu, dotknij mnie...
Odnieśmy dzisiejszą Ewangelię wprost do siebie. “A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: «Witajcie»”. Naprawdę na wiele sposobów staje przed nami dziś Zmartwychwstały Jezus. Wystarczy otworzyć się: “One zbliżyły się do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon”. Dalej: “A Jezus rzekł do nich: «Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom...»”. Tutaj zatrzymajmy się wpół zdania. O czym opowiedzieć innym? Tylko o tym: Jezus żyje i działa! My jesteśmy tego świadkami. Ja jestem tego świadkiem.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






