Tyle szczęścia na raz
Dzisiejszy dzień jest pełen radości i emocji. Po pierwsze dlatego, że obchodzimy uroczystość świętej Bożej Rodzicielki. Po drugie: mamy Nowy Rok! Bagatela! 2010! Po trzecie: dziś jest Światowy Dzień Pokoju! Po czwarte: część z nas jest po „sylwestrze” i jego atrakcjach, a po piąte: dzisiaj mamy pierwszy piątek miesiąca. No i jeszcze po szóste: możemy podzielić się radością, zabawą, życzeniami z bliskimi naszemu sercu. No i jak tu nie być wdzięcznym Bogu? Tyle szczęścia na raz, aż czujemy, że nie można tej radości zachować tylko dla siebie.
W niektórych regionach naszego kraju w dniu 1 stycznia ludzie robią sobie psikusy – zdejmują bramy z zawiasów i gdzieś je wynoszą. Jeśli żart ten nie jest nie na miejscu, mieści się w granicach dobrego smaku, to nic się nie dzieje. Gospodarz musi odnaleźć bramę i poprosić o pomoc sąsiadów. Różnie można wytłumaczyć znaczenie tego typu dowcipów. Proponuję, abyśmy przyjęli tę interpretację, która mówi, aby w Nowym Roku być dla siebie otwartym, aby nie zamykać się na bliźniego. Ale zdarzają się często bardzo nieprzyjemne dowcipy, za które gospodarz musi słono zapłacić. W pewnym małym miasteczku, ktoś w noc sylwestrową czerwoną olejną farbą napisał dużymi literami na szybie wystawowej: „Szczęśliwego Nowego Roku!”. A wykrzyknik zajmował całą witrynę. Smutne. Głupie. Niepoważne. Tego typu czyny nie licują z naszą kulturą, wiarą, tradycją.
Trzeba zmieniać tego typu zachowania. Tylko w jaki sposób? W taki sam, jak pracujemy nad własnym wnętrzem, nad naszym sumieniem, nad naszą wolną wolą – czyli zdecydowanie, bez ociągania się, z pomocą duchowego powiernika, otrzymując z każdym spotkaniem z Chrystusem przebaczającym nowe łaski, nowe nadzieje. Wszak jesteśmy społeczeństwem, które składa się z określonych, konkretnych ludzi. Nie ma anonimowej masy, bowiem chodzi o to, by każdy człowiek był dostrzeżony, dowartościowany, wzbogacony o wartości płynące z Ewangelii.
W wielu parafiach w noc sylwestrową odprawia się Eucharystię. Wspaniały pomysł, bo przecież są tacy ludzie, którzy mają inne sposoby witania Nowego Roku. Spora część parafian pragnie w tym szczególnym momencie, ustalonym przecież przez człowieka, spotkać się z Chrystusem, który jest Panem czasu. I nie chodzi o to, aby robić jakąś konkurencję względem sylwestrowych atrakcji. Takie myślenie byłoby błędne. Można przecież pobawić się, a w którymś momencie pójść i spotkać się ze wspólnotą wierzących na modlitwie.
W jednej z miejscowości położonej w zachodniej Polsce, w noc sylwestrową całe towarzystwo w chwilę po wybiciu godziny oznaczającej nadejście Nowego Roku, szło do kościoła, aby zaśpiewać: „Nowy Rok bieży, w jasełkach leży…”. Nikomu nie przeszkadzali, bo liturgia miała miejsce wcześniej. Nikt się nie dziwił, że w kościele pojawiły się panie w przepięknych kreacjach, panowie w dobrze skrojonych garniturach. Wszyscy zgromadzeni w świątyni zachowali należytą powagę. A potem wracali „na parkiet” i bawili się do białego rana. Na mszy świętej o godzinie jedenastej można było znaleźć to zgubioną rękawiczkę, to kwiat, który był we włosach, to znów kolorową wstążkę. Czyż to nie jest piękne?
W dzisiejszy dzień tak wiele sobie obiecujemy, życzymy. Do tych myśli i marzeń zapraszamy także Trójjedynego Boga. Wszak to Jemu zawierzamy nasze życie, nasz czas, naszą wieczność. Przecież to Bóg jest źródłem naszej radości, nadziei, miłości. On jest sensem naszego życia. Amen.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






