Pierwszy dzień nowego roku kalendarzowego to jakby początek nowej długiej podróży, w którą się dziś udajemy. Ma ona trwać 365 dni. Nie wiemy, jaką będziemy mieli pogodę i jaka będzie sytuacja na drogach. Jeśli dziś sobie czegoś życzymy, to przede wszystkim tego, żebyśmy w tej trudnej drodze nie ustali, żebyśmy mieli zawsze jasną orientację i służących pomocą współtowarzyszy drogi. Tylko wtedy osiągniemy cel naszej podróży.
Pierwszy dzień nowego roku kalendarzowego to jakby początek nowej długiej podróży, w którą się dziś udajemy. Ma ona trwać 365 dni. Nie wiemy, jaką będziemy mieli pogodę i jaka będzie sytuacja na drogach. Jeśli dziś sobie czegoś życzymy, to przede wszystkim tego, żebyśmy w tej trudnej drodze nie ustali, żebyśmy mieli zawsze jasną orientację i służących pomocą współtowarzyszy drogi. Tylko wtedy osiągniemy cel naszej podróży.
Życzenia te odnosimy nie tylko do naszego życia małżeńskiego, rodzinnego i zawodowego, lecz także do naszego życia duchowego, życia wiary. Czyż nie w tym właśnie obszarze zdarzało się nam natrafiać na drogi pogrążone w ciemnościach lub we mgle, drogi pełne dziur, zwężeń, objazdów, ostrych zakrętów…? Czyż nie odczuwaliśmy właśnie na takich drogach potrzeby bliskości kogoś, kto bezpiecznie poprowadzi nas do celu?
Dziś, w Nowy Rok, obchodzimy Uroczystość Bożej Rodzicielki Maryi, która gotowa jest iść z nami i daje nam orientację na naszych drogach wiary. Właściwie niewiele wiemy o Matce Jezusa. Jednakże już to, co o Niej z całą pewnością wiemy, powinno wzbudzić nasze pełne zaufanie do Niej, pod warunkiem, że szeroko otworzymy nasze serca na tę niezwykłą Niewiastę i wsłuchamy się w to, co ma nam do powiedzenia. Nikt tak jak Ona nie przyjął powołania do bycia Służebnicą Pańską, powołania do służby Bogu. „Niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38) – odpowiedziała aniołowi, który oznajmił Jej, iż ma być Matką Syna Bożego. Danemu wówczas słowu pozostała wierna do końca.
A co z naszą wiernością? Czy jesteśmy wierni słowom, które wypowiadamy np. w Modlitwie Pańskiej: „Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi”? A może kierujemy się wtedy dewizą: bądź wola Twoja – ale tylko wtedy, gdy zgadza się ona z naszą wolą? Czyż przed ołtarzem z ust narzeczonych nie padają nieraz słowa: „Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską…”, z wypowiadanym w myślach dodatkiem: ale pod warunkiem, że będzie się nam dobrze układało? Maryja nie stawia warunków, jest wierna Bogu i przez to daje nam wszystkim pewną orientację w życiu, zwłaszcza w życiu wiary. Boża Rodzicielka uczy nas, jak wytrwać w wierze, pozostać wiernym Bogu, drugiemu człowiekowi i sobie samemu, wiernym danemu słowu.
Ostatnie słowa Maryi jakie znamy – w brzmieniu oryginalnym – zostały zapisane w Ewangelii św. Jana. Wypowiedziała je na weselu w Kanie Galilejskiej. Skończyło się wino. I kiedy Maryja mówi z troską o tym swojemu Synowi, On odpowiada Jej tak: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Jego Matka powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie»” (J 2,4-5).
„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” – oto słowa, które stanowią dla nas prawdziwą życiową orientację. Wyrażają one znacznie więcej niż te wszystkie życzenia, które dziś sobie składamy. Słowa Maryi trzeba wziąć sobie do serca. Ona wskazuje zawsze na Chrystusa. Za Nim mamy podążać, Jego mamy naśladować, Jego woli mamy szukać i ją pełnić. To On jest naszą drogą. Maryja jest światłem na tej drodze, jest znakiem miłości Bożej, prowadzącym nas po życiowych drogach. Benedykt XVI mówił rok temu: Jedynie wówczas, gdy zachowujemy w sercu, łączymy i postrzegamy jako jedną całość wszystko, czym żyjemy, możemy za przykładem Maryi wejść w tajemnicę Boga, który z miłości stał się człowiekiem i wzywa nas, byśmy szli za Nim drogą miłości – miłości, którą każdego dnia trzeba przekładać na wielkoduszną służbę braciom. […] Możemy być pewni, że jeśli niestrudzenie będziemy szukać Jego oblicza, jeśli nie ulegniemy pokusie zniechęcenia i zwątpienia, jeśli pośród tak wielu napotykanych trudności zawsze będziemy trwali przy Nim, doświadczymy mocy Jego miłości i Jego miłosierdzia (Homilia, 1.01.2008).