W numerze
 
marzec/kwiecień 2007 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Triduum Paschalne »

Wielka Sobota

Drukuj

Ku wolności wyswobodził nas Chrystus

ks. Maciej Szczepaniak

 

 

 

 

„Raduj się, ziemio, opromieniona tak niezmiernym blaskiem, a oświecona jasnością Króla wieków, poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywa!” (Exsultet). Ta noc jest nocą światła, nocą jasności, która czyni nas wolnymi. Czyż całym naszym życiem właśnie o wolność nie wołamy?

 

O tym blasku wolności przypominają nam świece przyniesione przez nas na dzisiejszą uroczystość. O tej jasności przypomina nam świeca paschalna uroczyście przez nas wniesiona do świątyni. To światło prowadzi nas ku wołaniu: „Raduj się, ziemio, opromieniona tak niezmiernym blaskiem, a oświecona jasnością Króla wieków, poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywa”.

 

 

 

Światło Wigilii Paschalnej każe nam zastanowić się jednak także nad ciemnościami naszego życia. Jakie mroki okrywają dzisiaj świat? Cierpienie i ból rozłąki z najbliższymi, którzy wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu godnej pracy i chleba? Coraz więcej nastolatek, które stają się matkami? Narkomania i alkoholizm? Przemoc w szkole? Jakie są prawdziwe mroki świata, o których nie wolno głośno mówić, bo zaraz odzywają się głosy, że Kościół wtrąca się w nie swoje sprawy?

 

Jakiekolwiek by one nie były, jasność zmartwychwstania jest silniejsza, niezmierna, rozprasza je i zwycięża.

 

 

 

Wody Morza Czerwonego rozstąpiły się w blasku Bożej obecności. Wody stanęły murem, aby człowiek mógł wyjść z niewoli ku ziemi obiecanej. Mówi Pismo o czterdziestu latach tej wędrówki.

 

Dlaczego czterdziestu? Przecież wcale nie było tak daleko, starczyło by kilka miesięcy, najwyżej lat. Izrael wychodził z Egiptu czterdzieści lat, bo nie jest łatwo porzucić mroki niewoli. Nie jest łatwo zmienić mentalność urobioną przez lata niewoli egipskiej. Ciągle serce wyrywa się do łatwego czosnku i gotowych potraw. Wygoda wzbrania się przed zagospodarowywaniem powierzonej nam wolności.

 

 

 

W niezwykłym przejściu przez wody Morza Czerwonego i w wędrówce ku nowej ziemi widzimy dzisiaj figurę zbawienia, w szczególności zaś figurę chrztu świętego. Chrzest odmienił nasze istnienie, ale zrozumienie jego znaczenia pozostaje sprawą całego naszego istnienia. Dlatego w noc Wigilii Paschalnej na nowo przypomnimy sobie za chwilę zobowiązania wypływające z sakramentu chrztu świętego, jakbyśmy jeszcze raz chcieli zanurzyć się w wodach, które dały naszemu istnieniu prawdziwe ocalenie. O tym ocaleniu śpiewaliśmy razem z Mojżeszem: „Pan jest moją mocą i źródłem męstwa! Jemu zawdzięczam moje ocalenie. On Bogiem moim, uwielbiać Go będę, On Bogiem ojca mego, będę Go wywyższał. Wprowadziłeś ich i osadziłeś na górze twego dziedzictwa, w miejscu, które uczyniłeś swym mieszkaniem, w świątyni, którą założyły Twoje ręce, Panie” (Wj 15,2.17).

 

 

 

Podstawowym zobowiązaniem wynikającym z sakramentu chrztu świętego jest życie z wiary. Wiąże się ono nieuchronnie z przestrzeganiem zasad moralności chrześcijańskiej. Od momentu chrztu świętego nasze życie jest złączone nierozerwalnie z blaskiem Chrystusowego zmartwychwstania, a trwanie w grzechu sprzeciwia się tej jasności. Chrzest zanurza nas w Chrystusa, a jeszcze dokładniej – w Jego śmierć, pogrzeb i zmartwychwstanie. Sprawia, że człowiek jest z Chrystusem złączony w jedno. Dlatego chrzest przynosi człowiekowi dar wolności.

 

Święty Paweł powie: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli” (Ga 5,1). I jeszcze: „Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie!” (Ga 5,13). Wolność wypływa z daru zjednoczenia z Chrystusem, nie jest ona wcale łatwa, a uczymy się jej w miłości i w służbie.

 

 

 

Uczmy się wolności przy pustym grobie. Zaczynamy przy nim rozumieć, że aby zmartwychwstać, trzeba umrzeć dla grzechu. To właśnie przy pustym grobie zaczynamy pojmować, że trzeba aż się spieszyć o poranku, aby zdążyć pokochać Chrystusa. Przylgnąć do Niego całym sercem, szukać Go wytrwale, bez wytchnienia. Przy grobie zaczynamy rozumieć, że kłamstwo strażników nie ostoi się na dłuższą metę i że prawda ostatecznie zwycięży. Przy grobie zaczynamy rozumieć, że wolność niedzielnego poranka jest zakotwiczona w miłości i że przestrzeganie moralności chrześcijańskiej musi w miłości do Boga znajdować swoje źródło, swoją moc.

 

 

 

Niewiasty poszły do grobu. Tam się jednak okazało, że grób jest pusty. Usłyszały pytanie o sens szukania żyjącego wśród umarłych. „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał” (Łk 24,5-6).

 

A my, jakiego Jezusa szukamy? Może wolelibyśmy Go zamknąć w grobie milczenia? Jakiego Jezusa szukamy? O sercu kamiennym, czy o sercu z ciała, żywego, czy umarłego? A jeśli żywego, czy dajemy Mu jeszcze głos, by upomniał się o biednych, pogardzonych, niesłusznie oskarżonych, podeptanych i zagubionych? Jakiego Jezusa szukamy? Takiego, od chrztu, pierwszej komunii i bierzmowania, czy Jezusa na co dzień?

 

Przy pustym grobie pytania mnożą się w tysiące. Ale od odpowiedzi na nie zależy kształt tej wolności, którą zaczniemy żyć, oddychać, zapatrzeni w niezmierny blask i oświeceni jasnością Króla wieków. Poczujmy dzisiaj, że ziemia, po której stąpamy jest wolna od mroku, co świat okrywa! Od tamtej Wielkiej Nocy, kiedy smutek zamienił się w radość, ziemia, po której chodzimy jest naprawdę wolna.

 

 

 

 

 

autor: ks. Maciej Szczepaniak