W numerze
 
marzec/kwiecień 2007 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Triduum Paschalne »

Wielki Piątek

Drukuj

Zbawienie przez krzyż

ks. Maciej Szczepaniak

 

 

 

 

Mesjasz cierpiący, wzgardzony, znający boleść, zeszpecony, staje dziś przed naszymi oczyma. Oto człowiek, ecce homo. Oto Bóg.

 

Dla współczesnych autorowi pieśni o słudze Jahwe, którą usłyszeliśmy w dzisiejszym pierwszym czytaniu, było nie do pomyślenia, by odnosić te słowa do Mesjasza. Dopiero po śmierci Jezusa, śmierci krzyżowej i upokarzającej, także niektórzy Żydzi zaczęli nadawać słowom proroka Izajasza znaczenie mesjańskie. Roman Brandstaetter w swoim niezwykłym zbiorze refleksji zatytułowanym „Krąg biblijny” przytacza midrasz (czyli komentarz do Biblii hebrajskiej) z III wieku po Chrystusie, w którym padają znamiennie słowa:

 

„Pan zawarł z Mesjaszem wstrząsające przymierze. «Pokolenia, które przyjdą – powiedział do Niego Pan – zgotują Ci smutny los. Będziesz dla nich jak owca prowadzona do rzeźni. Czy przyjmujesz ten los?» A Mesjasz odpowiedział: «Niechaj przez mnie cały Izrael będzie zbawiony. Niechaj przeze mnie wszyscy umarli będą zbawieni. Niechaj nawet ci, którzy narodzą się martwi, będą zbawieni. Niechaj będą zbawione nawet te istoty ludzkie, które Ty w myśli stworzyłeś, ale które się jeszcze nie narodziły. Z radością przyjmuję mój los»”. Poeta dodaje, że w tym tekście ciągle odkrywa bardzo zaskakujące myśli sięgające do głębin Istnienia. I że taki właśnie Mesjasz pojawił się już na świecie. Jest Nim Chrystus (R. Brandstaetter, Krąg biblijny, Kraków 2004, s. 165).

 

 

To, co dokonało się na Golgocie, trzeba widzieć w perspektywie zbawienia całej ludzkości. Zbawić to uratować, ocalić, obdarzyć na nowo życiem. Chrystusowa ofiara z własnego życia była najdoskonalszym darem, jaki mogła otrzymać od Boga ludzkość zagubiona w swojej wolności, zagubiona w poszukiwaniu własnego szczęścia, ludzkość sprowadzająca swe wędrowanie na bezdroża zapatrzenia we własne ja.

 

Wtedy, na Golgocie, ta ludzkość została zjednoczona na nowo z Bogiem. Autor Listu do Hebrajczyków wyraził to zjednoczenie zaproszeniem: „przystąpmy do tronu łaski” (Hbr 4,16). Od wydarzenia Golgoty przywrócona nam została ufność w Boże miłosierdzie, ku Niemu na nowo możemy kierować swe kroki, jakbyśmy odzyskali wiarę w możliwość ponownego przystępowania do tronu łaski. Choć ciągle nam się wydaje, że brak nam weselnego stroju i że nasze obuwie zabrudzone jest grzechem, słyszymy zaproszenie do tronu łaski. Ludzka słabość Jezusa na drodze krzyżowej i cierpienia męki i śmierci na trwałe połączyły Go z każdym z nas i otworzyły przed nami drzwi zatrzaśnięte naszą niewiernością.

 

 

Przeżywanie liturgii wielkopiątkowej naznaczone jest ciszą, skupieniem i refleksją nad życiem. Post ścisły nadaje dzisiejszemu dniowi charakter pokutny. Nie sprawujemy też Eucharystii, oddając cześć Zbawicielowi, który umiera na krzyżu.

 

My wiemy, że ofiara Jezusa dokonała się na Golgocie, w Jerozolimie, wiele już lat temu. Ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że ta ofiara ciągle dokonuje się dla naszego zbawienia. Jezus ciągle „umiera” za nasze grzechy, bo nasze grzechy ciągle przybijają Go do belki krzyża.

 

Stąd nasze milczenie staje się naszym krzykiem. Odpowiedzią na ból i cierpienie Sługi Bożego, na przebijanie Jego boku, na „Wykonało się” i odarcie z szat, odpowiedzią na zaparcie się Piotra i urągania żołnierzy jest krzyk: „confiteor”, spowiadam się. Tą dopowiedzią jest żal za grzechy, przyznanie się do win. „Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze” (Iz 53,6). Nasze błędy i grzechy, poszukiwanie wbrew prawom moralnym własnej wygody, błąkanie się i bezmyślność, stały się przecież ciężarem złożonym na barkach Sługi Bożego. Trzeba aż krzyczeć, żałując tego ciężaru, którym obarczyliśmy Boga.

 

 

Czy krzyk i milczenie Wielkiego Piątku wystarczą? Nie, trzeba jeszcze pójść o krok dalej w drodze na Golgotę. Jeśli bowiem ofiara krzyżowa stała się ekspiacją, zadośćuczynieniem za grzechy całej ludzkości, jej zbawiennym owocem musi być pokój i uzdrowienie.

 

Dlatego wszyscy powinniśmy dziś, w Wielki Piątek 2007, zaczerpnąć z ofiary Chrystusa jak ze źródła naszego zbawienia. Tworzymy przecież wielką rzeszę Jego wyznawców, korzystających z owoców Jego śmierci na krzyżu: jak mówił Izajasz, Sługa Boży widzi w nas swe potomstwo. Wiemy, że On żyje, jest z nami, jest w nas, bo „dni swe przedłużył”. Oczekujemy ostatecznego Jego przyjścia w chwale, aby to co zniszczalne, przemienione zostało w niezniszczalne, to co złe i plugawe, oddało pokłon świętości Boga, bo „wola Pańska spełni się przez Niego”.

 

Pokój i uzdrowienie potrzebne są każdemu z nas. Pokój i uzdrowienie konieczne są nam w wymiarze naszego życia indywidualnego i społecznego. Pokój i uzdrowienie w domu, w szkole, w zakładzie pracy, w naszej ojczyźnie. Pokój i uzdrowienie w Europie ogarniętej pogonią za konsumpcją, wypaczającej niekiedy zgodne z planem Bożym rozumienie rodziny jako wspólnoty opartej na małżeństwie. Pokój i uzdrowienie dla mieszkańców Iraku, Jerozolimy i Betlejem. Pokój i uzdrowienie, których źródłem jest zbawienna ofiara Jezusa na drzewie krzyża.

 

 

Mesjasz na drzewie krzyża zbawił swój lud. Wszystkich, nawet tych, którzy jeszcze się nie narodzili. Wtedy, gdy podejmował dzieło zbawienia ludzkości, mówił do Ojca, jak obrazowo opisał ów dialog miłości autor Listu do Hebrajczyków: „Oto idę, Panie, pełnić twoją wolę” (Hbr 10,9). Ta droga znalazła w Wielki Piątek swoją kulminację, choć grób wykuty w skale, jak się okazało, tej drogi wcale nie zakończył. Ale dziś nie wchodźmy jeszcze do pustego grobu, dziś jeszcze nie. Adorujmy ciało Jezusa złożone w skale. Potrzebujemy przecież Wielkiego Piątku, jak światła, które wskazuje drogę ku uzdrowieniu. Bez niego pogrążeni bylibyśmy w mroku grzechu. Dzięki niemu jesteśmy uzdrowieni, ocaleni, wybawieni.

 

 

 

autor: ks. Maciej Szczepaniak