W numerze
 
maj/czerwiec 2011 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Trójcy Przenajświętszej »

Prywatne życie Boga

Drukuj
W dzisiejszą uroczystość dotykamy po raz kolejny tajemnicy Boga. Tajemnica – w przeciwieństwie do zagadki, łamigłówki albo sudoku – nie ma jednego rozwiązania. Możemy ją zgłębiać, wciąż odkrywając nowe znaczenia i odpowiedzi. Tajemnica Trójcy Świętej to jeden z największych sekretów naszej wiary: Bóg jest jeden, ale w trzech osobach. Bóg jest jeden, ale nie jest samotny. Co to właściwie znaczy? Co to znaczy dla mnie?

 

W dzisiejszą uroczystość dotykamy po raz kolejny tajemnicy Boga. Tajemnica – w przeciwieństwie do zagadki, łamigłówki albo sudoku – nie ma jednego rozwiązania. Możemy ją zgłębiać, wciąż odkrywając nowe znaczenia i odpowiedzi. Tajemnica Trójcy Świętej to jeden z największych sekretów naszej wiary: Bóg jest jeden, ale w trzech osobach. Bóg jest jeden, ale nie jest samotny. Co to właściwie znaczy? Co to znaczy dla mnie?
Prawda o Bogu jednym w Trójcy dotyka tajemnicy Jego wewnętrznego życia. Najczęściej, mówiąc o Bogu opisujemy Jego działanie – czyli to, co jest dostępne naszemu poznaniu – albo Jego cechy, które z Bożych dzieł wnioskujemy – jak Mojżesz w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34,6). Dziś jednak chcemy się porwać na rzecz niesłychaną i zapytać nie tylko o to, co Bóg robi i jaki jest, ale też o to, kim On jest całkiem prywatnie? Co się dzieje w Jego intymnym życiu? Co robi Pan Bóg tak na co dzień?
 
Taniec Trzech wiecznie miłujących się
Co na ten temat mówi chrześcijańska teologia? Zwykle słowo „teolog” kojarzy się z człowiekiem posługującym się niezrozumiałym, a przez to nudnym językiem. Z człowiekiem, który całe życie łamie sobie głowę, próbując zrozumieć tajemnice wiary. Tym razem jednak odpowiedź teologii na pytanie o wewnętrzne życie Boga jest zaskakująco prosta: Bóg tańczy. Oczywiście teolog – ponieważ jest naukowcem – nazwie to fachowym określeniem: perychoreza, ale to greckie słowo oznacza właśnie taniec, dokładniej: taniec w kółeczku. A zatem: Bóg tańczy. Jest to taniec miłości. Bóg Ojciec kocha Boga Syna, Syn kocha Ojca, a wzajemna miłość, która ich łączy jest Bogiem Duchem Świętym. I tak sobie tańczą. Dość dynamicznie.
Na tyle dynamicznie, że miłość Boga „wylewa” się na zewnątrz. Z tej miłości powstał świat, dzięki tej nieskończonej miłości istnieje każda i każdy z nas. Naprawdę! Gdyby Bóg w pewnym momencie przestał kochać – jest to tylko hipoteza – gdyby przestał kochać ciebie lub mnie, zniknęlibyśmy. Przestalibyśmy istnieć. Na szczęście nie widzę, żeby w tym momencie ktoś ubył. To znak, że jesteśmy kochani. I nigdy nie przestaniemy istnieć. Bo Bóg w swej dynamicznej miłości postanowił dać nam życie wieczne przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna. A Duch Święty, pomaga ten cel osiągnąć, gdy wspiera nas w naśladowaniu Chrystusa. Osiągnąć ten cel – życie na wieki z Bogiem – oznacza w tym wypadku: przyłączyć się do Jego tańca.
To nam naturalnie wszystkiego nie wyjaśnia. Tajemnica pozostaje. Tak będzie i być musi. Gdybyśmy wiedzieli i rozumieli już wszystko, Bóg przestałby być Bogiem. Czasem jednak – w najmniej oczekiwanych momentach – tajemnica nam się na chwilę rozjaśnia. Chciałbym teraz opowiedzieć o takim przebłysku, który mnie się przydarzył.
 
Źródło, strumień, rzeka…
Opowiem Wam o łące na skraju lasu w małej miejscowości na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej. Byłem tam z moją siostrą, to ona pokazała mi to miejsce. „Popatrz – powiedziała – źródło”. Rzeczywiście, na środku łąki spod ziemi rześko tryskała woda, gromadziła się w coś na kształt sporej kałuży i następnie tworzyła niewielki strumień, który niknął w lesie. Szliśmy wzdłuż tego strumienia, a on wił się pośród drzew, torując sobie drogę i stając się coraz większym. W jakimś momencie strumień stanie się na tyle duży, że ludzie którzy tam żyją, powiedzą, iż mieszkają nad rzeką.
Nawet nie znam nazwy tej rzeki. Źródło jest jednym z wielu w tej okolicy. Ale mnie ono bardzo pomogło. Pomogło mi, gdy pytałem samego siebie, co to znaczy, że Bóg jest jeden w trzech osobach. Tam, gdzie zawiódł mój rozum i moje własne wysiłki, pomogło mi źródło. To był przebłysk, który pozwolił musnąć tajemnicę.
Później dowiedziałem się, że nie byłem pierwszy. Tysiąc sześćset lat temu wielki teolog, św. Grzegorz z Nazjanzu, również opowiadał o źródle, strumieniu i rzece. Próbował w ten sposób wyjaśnić ludziom swojego czasu, jak można wyobrazić sobie prawdę o Trójcy Świętej.
Grzegorz mówi, że z Trójcą Świętą jest trochę tak, jak w tym opowiadaniu. Mamy źródło, strumień i rzekę. Sądzimy, że potrafimy je dość wyraźnie od siebie odróżnić: oto tu jest źródło, tam jest strumień, a dalej rzeka. I Grzegorz kontynuuje, że z Bogiem jest być może podobnie. Mówimy w końcu o Bogu: Ojcu, Synu i Duchu Świętym. Rozróżniamy: to jest działanie Ducha Świętego, tutaj działa Syn, a tam Ojciec. Ale kiedy przyjrzymy się bliżej, musimy stwierdzić, że tak właściwie nie możemy ściśle oddzielić tych Trzech, podobnie jak w przypadku źródła, strumienia i rzeki. Przecież woda, która wypływa ze źródła jest tą samą wodą, która płynie w strumieniu, tą samą, która potem wpływa do rzeki.
Podobnie jest z Bogiem, w którego wierzymy. Wszystkie trzy osoby mają tę samą boską naturę, która przenika je wszystkie tak, że choć staramy się je od siebie odróżniać, to jednak nie sposób ich od siebie oddzielić. Łączy je bowiem jedna miłość.
Bóg w trzech osobach. Jak woda w trzech akwenach: w źródle, w strumieniu, w rzece. To mi pomogło: nie tyle zrozumieć Boga – to się nigdy nie stanie – ale Go sobie wyobrazić. Nie tyle rozwiązać zagadkę czy zgłębić tajemnicę, ale spotkać i bardziej pokochać Boga, w którego wierzę.
Dlatego dzielę się dziś z wami moim odkryciem.
autor: ks. Artur Filipiak