W numerze
 
maj/czerwiec 2005 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Uroczystość Wniebowstąpienia »

W oczekiwaniu na nowe życie

Drukuj

Zmartwychwstały Jezus wstępuje do nieba. Przedwieczne Słowo, które było u Ojca, lecz stało się Ciałem i zamieszkało między nami, wraca tam, skąd przyszło. Ale to nie było Jego ostateczne rozstanie się z ludźmi. To, na co oni patrzyli, gdy Jezus: “uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu”, było tylko unaocznieniem prawdy, że w Jego ludzkiej naturze nie będą Go już oglądać aż do Jego tryumfalnego powrotu na końcu czasów, kiedy to “przyjdzie tak samo, jak Go widzieli wstępującego do nieba”.

“Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych”

Natura człowieka nie została przez Boga zaprojektowana do bytowania w tej rzeczywistości, w której ludzie żyją z powodu tajemniczej katastrofy zwanej grzechem pierworodnym. Wymowny jest tutaj przykład św. Pawła, który żali się: “wewnętrzny człowiek we mnie ma upodobanie zgodne z prawem Bożym, w członkach zaś moich spostrzegam inne prawo, które toczy walkę z prawem mego umysłu i podbija mnie w niewolę... Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli?” Ewangelia to dobra nowina dla wszystkich takich właśnie grzesznych ludzi. To sam Bóg przyszedł i wyzwolił nas! W osobie Jezusa Chrystusa przyniósł ratunek ginącemu światu. Przez Niego świat otrzymał Bożą łaskę i prawdę. Te dwa nadprzyrodzone dary to niezawodnie skuteczna Boża pomoc, dzięki której słabi i grzeszni ludzie mogą osiągnąć ukazany im przez Pana Jezusa cel ich ziemskiego pielgrzymowania: uznanie za godnych przyjęcia do tego Domu Ojca, do którego – wraz ze swą ludzką naturą! – wrócił Współistotny Bogu Ojcu i Duchowi Świętemu Jednorodzony Syn Boży Jezus Chrystus! Zadaniem wszystkich świadków Jezusa zmartwychwstałego jest: niesienie Jego łaski i Jego prawdy wszystkim narodom aż do końca świata, aby wszystkim umożliwić zbawienie wieczne.

Zadania niosących Bożą prawdę i Bożą łaskę

Tym, których wstępujący do nieba Zbawiciel powołał do kontynuowania Swej zbawczej misji, nieraz i to bez ogródek mówił On, jak wielkie i trudne czeka ich zadanie. Ostrzegał, że będą narażeni na różne cierpienia i tylko ci, którzy wytrwają do końca, będą zbawieni. Uspokajał, że mimo wszystko zawsze winni się radować, bo czeka ich wielka nagroda, ale – dopiero w niebie. By tę nagrodę zdobyć, winni jednak przekazywać światu całą prawdę, bo gdyby ktoś pominął jakiekolwiek przykazanie choćby najmniejsze i tak by uczył ludzi, będzie najmniejszy w Królestwie Bożym; wielkim będzie tylko ten, kto całą Bożą Prawdę, wszystkie Boże Przykazania nie tylko uczciwie i rzetelnie głosi, lecz także osobiście jest im w doskonały sposób wierny! Oni mają być świadkami Chrystusa, a prawdziwy świadek nie może ustami głosić czegoś, czemu sam swym postępowaniem zaprzecza! Mówił dosłownie tak: “Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem!” Wszystko, co wam przykazałem! Wszystko!

Zadania biorących Bożą prawdę i Bożą łaskę

Trzy razy powtarzam ten wyraz, by nikt nie miał za złe Kościołowi, że nakłada na swych wyznawców zbyt trudne obowiązki! Ewangelii Chrystusowej nie można uczyć wybiórczo – i nie można jej wybiórczo przyjmować. Jezus mówił: “Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli”, żeby jednak to wyzwolenie było całkowite, trzeba poznać całą prawdę i kierować się całą prawdą a nie tylko tym, co łatwo w życie wprowadzić, albo – co nasze codzienne życie uprzyjemnia. Dobra Nowina dana jest nam nie po to, by nas zabawiać, lecz – zbawiać. A to dla nikogo nie jest łatwe – ani dla Boga, ani dla ludzi. Narzędziem zbawienia jest Krzyż, ten wielki, na którym umierał Jezus, i te małe, które nam przypadają w udziale. Krzyż Chrystusowy był cięższy niż krzyżyki, które my nosimy, a umierać na krzyżu wisząc trzy godziny na gwoździach wbitych w żywe ciało i dusząc się z braku powietrza oraz upływu krwi było trudniej niż odmówić sobie papierosa lub godziny rozkoszy. Ci, którzy z woli Bożej i Bożej miłości otrzymują Boże dary, winni pamiętać, że co Bóg daje, to zadaje – a czego wymaga, w tym pomaga. Łaska uświęcająca, którą Chrystus nam wysłużył swoją męczeńską śmiercią na okrutnym i haniebnym drzewie krzyża, to dar z niczym nieporównywalny. On czyni nas uczestnikami Bożej natury, dziećmi Bożymi, dziedzicami nieba. To jakby podarowany przez Boga bilet do nieba. On drogo kosztował Pana Jezusa – my otrzymujemy go po cenie wielokrotnie obniżonej – więc już nie narzekajmy! Ostatnio często można spotkać kogoś, kogo nazwano: “katolik – ale”. On mówi np.: “Ja wierzę, ale jak mogę wierzyć, jeżeli nie widzę, że coś podobnego jest możliwe”. Albo: “Ja ufam – ale uważam, że Pan Bóg powinien mniej od nas wymagać, bośmy tylko ludzie, nie aniołowie”. “Ja kocham Boga – ale “to” jest silniejsze ode mnie”. Pewien angielski i anglikański Autor “postawił kropkę nad i” dając swym refleksjom religioznawczym tytuł: “Pan Bóg na ławie oskarżonych”. Stwierdza tam, że ludzie gotowi są być dla Boga sędziami łagodnymi i wyrozumiałymi, ale – chcą koniecznie mieć prawo sprawiedliwie (w swoim mniemaniu) Go osądzić... Oczywiście tacy sędziowie z definicji musieliby być sędziami ponad wszelkim prawem! Czy także my chcielibyśmy sądzić Boga?

Nie jest światło, by pod korcem stało, ani sól ziemi do przypraw kuchennych” (Norwid)

Ufam, że raczej z uczuciem pokornej dumy weźmiemy do siebie słowa naszego Boskiego Nauczyciela: “wy jesteście solą ziemi, wy jesteście światłem świata”. “Nie jest światło, by pod korcem stało ani sól ziemi do przypraw kuchennych”! Przykazanie miłości bliźniego zobowiązuje nas do dzielenia się wszystkim co my posiadamy, a czego brakuje innym! Z łaski Bożej znamy Bożą prawdę i mamy Bożą łaskę – a obok nas i na całym świecie ileż dusz, które tych darów Bożych z naszej winy nie posiadają! Mówię z naszej winy, bo czy na pewno naszym postępowaniem świadczymy, że “dobrze nam być” z Chrystusem, że w miarę możliwości staramy się odwiedzać Go, uczestniczyć w Jego Ofierze, przyjmować Go w Eucharystii, przepraszać w sakramencie pojednania? Czy naprawdę bierzemy sobie do serca słowa Chrystusa: “Będziecie mi świadkami”? Mówiąc ściśle: świadkami to my jesteśmy, ale jak świadczymy o Chrystusie, o ważności Jego nauczania, o skuteczności Jego łaski? Przygotowując swych uczniów na zbliżające się Jego odejście do nieba Chrystus obiecał: “Idę przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotują wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was, abyście i wy byli, gdzie ja jestem”. Z tych słów wynika, że nie tylko przyjście Boga – Człowieka na świat, lecz także Jego Wniebowstąpienie mają ten sam cel: niebo dla nas, życie wieczne dla ludzi zbawionych, szczęście wieczne dla tych, którzy z dobrą wolą zechcą iść przez życie tą drogą, którą Bóg im proponuje w Chrystusie. Świadomość celu naszego życia winna przenikać nasze myśli i czyny. Zarówno niosącym Jego prawdę jak i tym, którym oni ją zanoszą Jezus dał zadanie najwspanialsze z możliwych: czyż bowiem jest coś wspanialszego niż współpraca z Bogiem nad zbawianiem ludzi? To jest nasze powołanie: zbawiać innych i siebie, świadcząc o Chrystusie i pociągając do Niego słowami i czynami, wielkoduszną wiernością i ofiarną miłością.

autor: ks. Stefan Naskręt