Często w naszym życiu przychodzi nam z kimś się żegnać… Czasami jest to osoba mało nam znana i żegnamy się z nią z grzeczności. Innym razem jest to ktoś bardzo nam bliski, z kim żegnamy się na krótko, na trochę dłużej, a czasem na bardzo długo… Zdarza się też, że żegnamy kogoś, kto umiera. Pożegnania są wpisane w naturę relacji międzyludzkich. Możemy teraz wszyscy spróbować na chwilę zajrzeć w nasze wspomnienia i pomyśleć o najtrudniejszych pożegnaniach jakie mieliśmy (krótka chwila ciszy). Może to było rozstanie z ukochaną osobą albo rodzicami przed wyjazdem na studia do innego miasta, a może śmierć rodzica, dziecka, żony, męża, przyjaciela… Każdy z nas na pewno pamięta jakieś pożegnania. Czasami wracamy do tych chwil myślami, może wspominamy daną osobę, piszemy do niej listy, dzwonimy, jeśli żyje. Młodzi może komunikują się z nią na Naszej Klasie czy Facebook’u lub za pomocą innych komunikatorów. Jeśli jest to osoba zmarła, odwiedzamy jej grób z chrześcijańską nadzieją na spotkanie w domu Ojca. Każdy na swój sposób przeżywa rozstania, zawsze bardzo nas poruszają. A potem chcemy zostawić w pamięci jak najwięcej dobrych wspomnień po tym, kogo pożegnaliśmy…
Dziś, w Wielki Czwartek wspominamy rozstanie, pożegnanie przyjaciół – Jezusa i Jego uczniów. Jezus odchodzi do Ojca. Jego czas się wypełnia. Za chwilę zostanie aresztowany i osądzony, a później w brutalny i nieludzki sposób zamordowany. Wieczerza Paschalna, którą Jezus spożywa z uczniami nie jest jednak wypełniona lamentowaniem nad Jego odejściem, nie jest pełnym smutku i łez pożegnaniem. Widzimy, że Jezus podejmuje konkretne działanie, bo On „do końca ich umiłował” – to znaczy aż do swojej śmierci, całkowicie, w pełni. I dlatego nie rozpacza, nie lamentuje, ale działa w bardzo konkretny sposób.
Podczas ostatniej kolacji z uczniami widzimy Jezusa, który chce zostawić apostołom swoją wizję „wspominania” Go. Jezus błogosławi chleb i wino, i daje im do spożywania jako swoje Ciało i Krew, i mówi: „Czyńcie to na moją pamiątkę”. Nasz Pan zostawia nam Eucharystię – sakrament swojej obecności. Ale u ewangelisty Jana widzimy dzisiaj jeszcze jedną „pamiątkę”, którą zostawia nam Jezus: przebiera się i zaczyna uczniom umywać nogi. Drugą „pamiątką” po Nim jest wzajemna służba wśród Jego sióstr i braci, wśród chrześcijan; więcej, wzajemna służba chrześcijan w stosunku do innych ludzi, także niechrześcijan o światopoglądach, w których Bóg jest obecny lub Go zupełnie nie ma. Chrystus zaznacza swoją obecność we wzajemnym posługiwaniu.
Słysząc dzisiaj słowo „służyć”, czy „posługiwać” kojarzymy je z rzeczywistością klerykalną: diakoni, prezbiterzy, biskupi, może też jeszcze siostry zakonne – oni służą, posługują. „Służba” i „posługiwanie” wywołuje też w nas skojarzenia teatralno-filmowe lub historyczne – myślimy o służbie niewolników w domach bogatych panów. Jednak służba, do której nas zaprasza Chrystus to nie niewolnictwo! To wzajemne okazywanie czynnej miłości. Tylko działająca, czynna miłość jest w pełni Chrystusowa. Jak ją realizować? Popatrzmy na Jezusa! Widzimy Go wyrozumiałego dla uczniów, karmiącego głodnych, pocieszającego smutnych, hojnego, dobrego, zawsze akceptującego człowieka i pomagającego mu… Otwierając jedną z czterech Ewangelii i „obserwując” Jezusa, słuchając Jego nauki, możemy zobaczyć jeszcze wiele innych Jego „działań” – znaków Jego miłości do nas. I w taki sposób będziemy zawsze Go wspominać. Nie przez budowanie nowych pomników Jezusa, ale przez działającą miłość wzajemną, która jest żywą pamiątką naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Mamy setki, jak nie tysiące, różnych poradników „jak być szczęśliwym” – a ja wam dziś mówię: prawdziwie szczęśliwi będziecie, czyniąc jak Jezus, okazując miłość tak, jak okazywał ją Jezus; i w tym doświadczycie działania Boga, który jest sprawcą chcenia i działania (por. Flp 2, 13).



Drukuj