Stół miłości jest zastawiony dla wszystkich
Nocą z 26 na 27 marca 1996 roku w Algierii, w Górach Atlas w miejscowości Tibhirine porwano siedmiu mnichów – trapistów. Dwa miesiące później znaleziono ich ciała. Pięćdziesiąt sześć dni uwięzienia a także moment ich śmierci okryte są tajemnicą. W styczniu bieżącego roku wszedł na ekrany polskich kin francuski film pt. Ludzie Boga. Opowiada on o życiu trapistów w ostatnich latach poprzedzających okrutny mord.
Nocą z 26 na 27 marca 1996 roku w Algierii, w Górach Atlas w miejscowości Tibhirine porwano siedmiu mnichów – trapistów. Dwa miesiące później znaleziono ich ciała. Pięćdziesiąt sześć dni uwięzienia a także moment ich śmierci okryte są tajemnicą. W styczniu bieżącego roku wszedł na ekrany polskich kin francuski film pt. Ludzie Boga. Opowiada on o życiu trapistów w ostatnich latach poprzedzających okrutny mord. Wobec narastającego terroru mnisi stają przed dylematem: wyjechać czy zostać? Muszą podjąć tę decyzję grupowo. Obie ewentualności niosą za sobą określone konsekwencje. Każdy z mnichów podejmuje decyzję na podstawie przesłanek osobistych, politycznych i duchowych, szukając odpowiedzi w głębi swej duszy i sumienia. Napięcie wynikłe z tego dylematu przesyca codzienne życie w klasztorze – zarówno jego praktyczne jak i duchowe aspekty – w coraz większym stopniu. Mnisi są silnie związani z mieszkańcami okolicznych wsi, starają się działać w duchu pokoju i miłosierdzia, przeciwstawiając te wartości przemocy, która zapanowała w kraju. Przez wiele dni refleksji i modlitwy mnisi dojrzewają do podjęcia wspólnej decyzji. W końcu bez żadnego zewnętrznego przymusu każdy z nich decyduje się na pozostanie w klasztorze pomimo grożącego im śmiertelnego niebezpieczeństwa. Podejmują jednomyślnie decyzję, która była szalenie ważna dla mieszkańców wioski. Liczba osób, które kochały tych mnichów była większa niż tych, którzy ich zamordowali. Zamordowani trapiści dają świadectwo duchowego zjednoczenia całej ich wspólnoty, które zrodziło bezinteresowną miłość, silniejszą niż śmierć.
Umiłować do końca
Chyba nie będzie przesadą nazwanie miłości okazanej przez wspomnianych mnichów z Algierii miłością do końca – miłością, o której mówi dziś do nas Chrystus i którą On sam kocha nas do końca. Najbliższe dni pozwolą nam – może kolejny raz – przekonać się o tej miłości i na nowo w nią uwierzyć: „Umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował”. Skąd Jezus czerpał siłę do umiłowania swoich uczniów i każdego z nas „do końca”, czyli aż do śmierci na krzyżu?
Myślę, że źródłem tej miłości „do końca” było zjednoczenie Syna Bożego z Ojcem i Duchem Świętym. Miłość Syna Bożego zawiera w sobie miłość Ojca wraz z miłością Ducha Pocieszyciela. Zjednoczenie osób boskich w miłości rozlewa się do serc wszystkich ludzi. W Chrystusie miłość „do końca” zostaje spełniona, bo podtrzymuje ją ogromna siła, którą jest jedność z Ojcem w Duchu Świętym.
Wszyscy jesteśmy spragnieni jedności, harmonii i pokoju. Niełatwo jest pogodzić zwaśnione strony, przeciwstawne poglądy i sprzeczne dążenia. W każdej dziedzinie życia mamy do czynienia z konfliktami interesów czy to pojedynczych osób, czy to całych grup społecznych i narodów, w mał-żeństwach i rodzinach, pełniącym różne ważne funkcje społeczne. Podziały uwidaczniają się nawet w naszych wspólnotach parafialnych. Największym zaś zgorszeniem dla świata jest trwający od wieków rozłam w Kościele (Z Programu duszpasterskiego). Wielki Czwartek jest zatem zaproszeniem do umacniania jedności pomiędzy nami – w naszych rodzinach, w naszych wspólnotach – jedności, która staje się miłością; jedności, która pozwala kochać „do końca”. Dlatego wraz z całym Kościołem zanosimy dziś błaganie do Boga, aby udzielił swoim córkom i synom swego Ducha, tak byśmy „stali się w Chrystusie jednym ciałem i jednym duchem”, abyśmy się wzajemnie miłowali taką miłością, jakiej wzór zostawił nam Syn Boży, łamiąc chleb i błogosławiąc kielich, umywając nogi swoim uczniom, czy wreszcie pozwalając się przybyć do krzyża.
Dać się poprowadzić tam, gdzie On jest bezbronny
Jeden ze wspomnianych na początku zamordowanych w Algierii mnichów – trapistów przez trzy lata poprzedzające tragiczne wydarzenia pisał swój dziennik, notując w nim niektóre wydarzenia, przeżycia, przemyślenia… W Wielki Piątek, 1 kwietnia 1994 roku, dwa lata przed uprowadzeniem napisał: „Odnajduję stół: w obliczu nieprzyjaciół przygotowujesz go, Jezu, dla nas – a także dla nich. Wierzyć, znaczy godzić się na Twój powrót do Ojca. Ta zgoda przygotowuje moje serce na Dar, pozwala zamieszkać tam, dokąd idziesz, gdzie Twoje «Jestem» jest Twoim kocham, otwarciem na Ojca, Abba. Odwagi, mówisz, zwyciężyłem świat. Prowadź, Panie, wszystkich wiernych tam, gdzie jesteś bezbronny: bez reszty zatopiony w modlitwie, oddany, przepełniony Miłością”.
Słuchając tego niezwykłego świadectwa, nieżyjącego już brata Krzysztofa (Christophe Leberton, Tchnienie daru) pytamy dzisiaj siebie: czy jesteśmy gotowi przyjąć Dar, z którym przychodzi do nas Chrystus? Czy nasze «jestem» stanie się naszym «kocham»? Nie wiemy co przyniosą kolejne dni naszego życia, ale ufamy, że po nocy Wielkiego Piątku nadejdzie poranek Zmartwychwstania, i że nasz Pan poprowadzi nas wszystkich do siebie i przepełni nas miłością.
autor: ks. Maciej K. Kubiak
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






