„Umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” – te słowa z wielkoczwartkowej ewangelii poruszyły mnie szczególnie w kontekście hasła: „Bądźmy świadkami miłości”. Mam kilka pytań, na które chciałabym znaleźć odpowiedź, może właśnie przy okazji dzisiejszej homilii:
– Czy człowiek chcąc być świadkiem miłości, ma możliwość tak dalece wpatrzeć się w Chrystusa, aby też umiłować do końca?
– Choć Pan Jezus wiedział, że „diabeł już nakłonił serce Judasza, aby Go wydać”, umył nogi wszystkim uczniom, także Judaszowi. Czy to miała być ostatnia szansa dla zdrajcy, czy może gest pokornej służby w imię umiłowania każdego człowieka?
– Pan Jezus powiedział do uczniów: „Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”. Czy taka służba to powinność każdego, czy raczej heroizm, na który stać wyłącznie Pana Jezusa i niektórych świętych?
– Jak przesłanie z Ostatniej Wieczerzy przekłada się na powszechne kapłaństwo wiernych? Na czym to powszechne kapłaństwo polega?
– W Roku Kapłańskim wielu wiernych poczuło się do współodpowiedzialności za kapłanów. W jaki sposób wierni mogliby być jeszcze bardziej świadkami miłości wobec swoich pasterzy?
– Jakich działań, jakiej postawy, jakiej pomocy kapłani oczekują od wiernych, aby ich posługa mogła być jak najbardziej owocna?
Może warto też przypomnieć wiernym, że Eucharystia to pokarm dla życia wiecznego, którym trzeba się autentycznie karmić, aby mieć siły do bycia świadkiem miłości. Bez pokarmu będą z człowieka uchodzić siły, i świadectwo miłości może być wtedy bardzo „rachityczne” lub żadne.



Drukuj