W numerze
 
maj/czerwiec 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Wniebowstąpienie Pańskie »

Przez ziemię do nieba

Drukuj
W języku biblijnym niedostępność nieba – w przeciwieństwie do dotykalnej ziemi – przyczyniła się w dosyć naturalny sposób do utożsamienia niebiańskiej przestrzeni, czy raczej niebieskiego bezkresu, z Bogiem. Kiedy w Biblii mówi się o niebie, często tak naprawdę mówi się o Bogu. Nie można tego utożsamiania nieba z Bogiem rozumieć dosłownie, ale też nie jest to jedynie jakieś uproszczenie. Mówienie o niebie w Biblii jest wskazywaniem na niepojętość Boga, który z jednej strony wymyka się naszemu ziemskiemu doświadczeniu, z drugiej zaś strony jest nam bardzo bliski.

O niebie dosyć często wypowiadali się poeci, śpiewano o nim piosenki. Niebo kojarzono z wielkim balem dla świętych. Przekonywano, że w niebie pomalowanym na niebiesko człowiek jest szczęśliwy i że „niebo to my, odarci z gwiazd”, więcej, „niebo jest w nas zamknięte na klucz”. I chociaż w święto Wniebowstąpienia Pańskiego nie chodzi o poetyckie skojarzenia, to jednak warto zastanowić się nad niebem naszego życia. Dzisiejsza uroczystość kieruje nasze spojrzenie nie tyle jednak ku przestrzeni ponad naszymi głowami, ile ku sensowi naszego życia.

W języku biblijnym niedostępność nieba – w przeciwieństwie do dotykalnej ziemi – przyczyniła się w dosyć naturalny sposób do utożsamienia niebiańskiej przestrzeni, czy raczej niebieskiego bezkresu, z Bogiem. Kiedy w Biblii mówi się o niebie, często tak naprawdę mówi się o Bogu. Nie można tego utożsamiania nieba z Bogiem rozumieć dosłownie, ale też nie jest to jedynie jakieś uproszczenie. Mówienie o niebie w Biblii jest wskazywaniem na niepojętość Boga, który z jednej strony wymyka się naszemu ziemskiemu doświadczeniu, z drugiej zaś strony jest nam bardzo bliski. Tak jak niebo, Bóg jest niedotykalny, a mimo to „otacza” nas z każdej strony, jest ciągle z nami. Pan Jezus nauczył nas modlitwy, w której do Ojca zwracamy się słowami: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”. Ale wyrażenie to nie oznacza przebywania Ojca w jakiejś niebiańskiej przestrzeni, lecz sposób istnienia, Jego panowanie.

Usłyszeliśmy przed chwilą dwa opisy wniebowstąpienia zapisane przez św. Łukasza w Dziejach Apostolskich i w ewangelii. Mimo niezwykłości całego wydarzenia, nie ma w tych opisach miejsca na nadmierną tajemniczość. Scena ma miejsce na Górze Oliwnej. Ewangelista mówi najpierw o zmartwychwstaniu i uwielbieniu Jezusa, potem o Jego odejściu i powrocie do Ojca, czego uczniowie byli świadkami. Obraz Wniebowstąpienia uświadamia nam wejście Chrystusa do chwały – Jego uwielbienie.

Aby lepiej zrozumieć tajemnicę wniebowstąpienia, warto spróbować nazwać to wydarzenie w inny sposób. Wniebowstąpienie było zakończeniem Męki Chrystusa i innym „imieniem” zmartwychwstania. Oznaczało tryumfalne wywyższenie Jezusa i zwycięstwo nad mocami. Mówił nam o tym św. Paweł w drugim czytaniu: „[Bóg] wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem”. Wniebowstąpienie rodziło też nadzieję na nowe niebo i nową ziemię: Chrystus jest Panem, Tym, który odchodzi i który przyjdzie na końcu dziejów. Dlatego sens kluczowego dla rozważanej przez nas sceny wyrażenia: „Jezus został uniesiony do nieba”, można oddać stwierdzeniem: Jezus przebywa teraz u Boga, naprawdę zmartwychwstał, jest teraz tam, gdzie mają być ludzie, którzy w Niego uwierzą. On sam zapewniał nas: „Idę przygotować wam miejsce” (J 14,2).

Dzisiejsza uroczystość niesie za sobą realne konsekwencje dla naszego życia. Wiąże się ściśle z misją, z posłaniem. Docierają do nas słowa Zmartwychwstałego: „Idźcie na cały świat i głoście ewangelię całemu stworzeniu”. Były to słowa skierowane do uczniów przeżywających jeszcze lęk Golgoty: Jezus otwiera przed nimi nowe horyzonty. Dlatego aniołowie nie pozostawiają w apostołach miejsca na zdumienie: „Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”.

Jeśli powołaniem naszego życia jest niebo, czyli przebywanie z Chrystusem na zawsze, spróbujmy dzisiaj na nowo zastanowić się nad drogą tam wiodącą. Z całą pewnością jest to droga świadectwa o naszej chrześcijańskiej tożsamości, świadectwa dawanego w pracy, w rodzinie, na pierwszokomunijnym przyjęciu bez jakiejś sztuczności, ale w przekonaniu, czym jest nadzieja naszego powołania. Jest to droga „światłego spojrzenia” – św. Paweł modlił się dla nas o „światłe oczy serca”, bo chcemy wypatrywać dróg, dzięki którym zrealizujemy nasze życiowe powołanie.

Chrystus żyje w naszych sercach, jest pośród nas, gdy w Jego imię się gromadzimy w naszej parafialnej świątyni. Żyje w każdym ubogim, do którego wyciągamy pomocną dłoń, jest w słowie dobrej nowiny. Jego obecności w sakramencie Eucharystii doświadczamy właśnie teraz, podczas mszy świętej. On jest z nami i będzie aż do skończenia świata. Nie lękajmy się Jego obecności, żyjmy nią. Papież Benedykt XVI zachęcał nas, byśmy patrzyli „w kierunku rzeczywistości Bożej, do której od stworzenia powołany jest człowiek. W niej kryje się ostateczny sens naszego życia”.

W ten sposób święto Wniebowstąpienia sprawia, że patrząc w niebo, widzimy ziemię. Nie ma innej drogi ku niebu, jak właśnie ta, która prowadzi przez ziemię. Chcemy pamiętać o naszym ostatecznym powołaniu, którego nie da się zrealizować, bujając w obłokach. Święto Wniebowstąpienia jest dla nas znakiem nadziei. Jak na Górze Oliwnej, Chrystus przełamuje dziś nasze lęki i mówi: nie bójcie się, idźcie i starajcie się żyć ewangelią. Musimy być mocni wiarą, która nie ucieka od świata, ale która żyje pośród świata i daje nam odwagę działania. Może dlatego jeden z teologów mówił: „Obawiam się, że chrześcijanie, którzy tylko jedną nogą stoją na ziemi, również tylko jedną nogą będą w niebie” (Dietrich Bonhoeffer).

autor: ks. Maciej Szczepaniak