W numerze
 
listopad/grudzień 2008 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych »

Panie, naucz nas liczyć dni nasze

Drukuj
Drugi dzień listopada jest wspomnieniem liturgicznym wszystkich wiernych zmarłych, czyli wierzących, którzy odeszli z tego świata. Dzisiaj wszystko – temat i charakter dnia, czytania biblijne oraz pamięć osób bliskich, których już nie ma pośród nas – skłaniają nas do pogłębionej refleksji nad życiem, zdrowiem i śmiercią. Zapytajmy zatem: dokąd oni odeszli, gdzie przebywają, jaka jest ich droga? A jaka jest rola ludzi wierzących po ich odejściu?
Drugi dzień listopada jest wspomnieniem liturgicznym wszystkich wiernych zmarłych, czyli wierzących, którzy odeszli z tego świata. Dzisiaj wszystko – temat i charakter dnia, czytania biblijne oraz pamięć osób bliskich, których już nie ma pośród nas – skłaniają nas do pogłębionej refleksji nad życiem, zdrowiem i śmiercią. Zapytajmy zatem: dokąd oni odeszli, gdzie przebywają, jaka jest ich droga? A jaka jest rola ludzi wierzących po ich odejściu?
Sięgnijmy do Pisma Świętego, aby znaleźć odpowiedzi na postawione pytania. Znajdujemy w tym względzie niezwykle ważną myśl zawartą już na kartach Starego Testamentu a mianowicie w Księdze Mądrości. Autor natchniony stwierdza, iż Bóg nie stworzył śmierci i nie cieszy się z jakiegokolwiek zniszczenia istot żyjących. On sam stworzył wszechświat i całe stworzenie uczynił dobre i zdrowe. Owo stworzenie na początku było pozbawione całkowicie cienia śmierci a piekło nie gościło na ziemi. Bóg stworzył więc człowieka z miłości i dobroci, stworzył go w najlepszy ze sposobów i przeznaczył do wieczności, czyli do życia w pełnym tego słowa znaczeniu i wymiarze. Uczynił to w sposób doskonały, gdyż na wzór swej własnej natury. Bóg nie wprowadził więc na świat śmierci, lecz przyszła ona przez zazdrość i z winy diabła, kiedy nieproszony wtrącił się i poważnie zakłócił relację Bóg – pierwsi rodzice (por. Mdr 1,13-15.24).
Powyższe stwierdzenia biblijne dają nam klucz do zrozumienia odwiecznych ludzkich pytań: skąd pochodzi ludzkie życie a skąd pochodzi śmierć? Okazuje się, że śmierć nie jest czymś „naturalnym” czy „normalnym”, co towarzyszyło od zawsze egzystencji człowieka. Pochodzi ona nie od Boga, ale wdarła się i została zaszczepiona przez odwiecznego wroga Boga i ludzi – diabła. Natomiast od zawsze, od stworzenia pierwszych rodziców, Bóg zaszczepił w nich życie! To ono jest czymś „naturalnym”, co Bóg przypisał stwarzanemu rodzajowi ludzkiemu. Śmierć, idąc dalej w naszej refleksji, jest więc czymś obcym w procesie życia i rozwoju człowieka, jest „owocem zazdrości szatana”, który doprowadził pierwszych rodziców do grzechu pierworodnego, czyli do sprzeciwienia się Bogu, nieufności względem Niego i w konsekwencji doprowadził do ich odejścia z raju i od Boga a więc doprowadził do śmierci.
Ilekroć więc walczymy wszystkimi siłami z naszymi ograniczeniami i wadami, walczymy ze złem, z czymś co nie jest nam właściwe i naturalne, walczymy z tym wszystkim co zaszczepił w naszej naturze sam diabeł, walczymy z jego wrogą zazdrością prowadzącą do śmierci i w konsekwencji walczymy ze śmiercią. Bo śmierć nie może zwyciężyć w nas życia danego przez Boga i ona też nie ma ostatniego słowa. Ma je jedynie sam Bóg. On to w Księdze Mądrości zapewnił: „dusze sprawiedliwych są w ręku Boga, żadna przeciwność ich nie dotknie. Oczom głupich zdało się, że pomarli; ich koniec uważany był za klęskę, ich odejście za unicestwienie, lecz oni żyją w pokoju. I jeśli w oczach ludzi ponoszą karę, ich nadzieja pełna jest nieśmiertelności” (Mdr 3,1-9).
Powyższe słowa wyraźnie ukazują, że śmierć jest końcem jedynie ziemskiego życia człowieka a nie unicestwieniem życia ludzkiego jako takiego. Śmierć nie oznacza definitywnego końca a kto tak uważa nazwany jest w Księdze Mądrości „głupcem”, który nie widzi dalej. W powyższym fragmencie odnajdujemy także zapowiedź, że po „poniesieniu kary” dusze sprawiedliwych dostąpią nieśmiertelności, czyli życia bez końca. Owa kara to pokuta czyśćca, której towarzyszymy naszymi modlitwami, aby zmarli dostąpili po niej chwały Nieba.
Pełnię nieśmiertelności objawił jednak Bóg dopiero w Osobie Jezusa Chrystusa, On bowiem po przyjęciu ludzkiego ciała umarł i zmartwychwstał. Udowodnił przez to, iż ludzkie ciało nie jest skazane na nicość, ale że w nim jest zalążek życia bez końca, życia wiecznego. Do takiego przecież życia stworzył nas Bóg od początku a Chrystus umożliwił nam jego osiągnięcie po tym jak diabeł zaszczepił w człowieku śmierć i zablokował naturalny proces ludzkiej egzystencji, który pierwotnie był ukierunkowany wyłącznie na wieczność przy Bogu.
Ludzkie ciało Chrystusa po zmartwychwstaniu było „to samo” jak przed tym faktem, ale nie „takie samo”. Było ono tym samym ludzkim ciałem, ale już uwielbionym i nie podlegającym zepsuciu, chorobie i śmierci. Zmartwychwstałe ciało Chrystusa nie mogło powtórnie umrzeć, ale było przeznaczone do pełni życia w Niebie, przy Ojcu. I dlatego po koniecznym czasie pobytu na ziemi i umacniania wiary Apostołów, Chrystus wstąpił do Ojca, wskazał gdzie jest Jego miejsce, ale także gdzie jest meta naszej egzystencji, jeśli tylko będziemy żyć wg planu Boga względem nas. Nasze śmiertelne dni tu na ziemi są wbrew pozorom bardzo ważne, gdyż przygotowują nas do pozaziemskiego wymiaru naszej egzystencji. Życie na ziemi oraz życie w Niebie tworzą razem to, co nazywamy życiem wiecznym – tworzą jedno niekończące się życie. Ponadto obie fazy życia zależą od siebie i wzajemnie się uzupełniają. Nie można więc lekceważyć dni na ziemi, bo od nich w dużej mierze zależą dni w Niebie. Chciejmy dobrze przeżyć każdy dzień ziemskiego i skończonego życia, by przyniosło ono owoce w naszej nieskończonej przyszłości, nakreślonej i przygotowanej przez Pana i Stwórcę. Dlatego wołamy do Boga: „naucz nas liczyć dni nasze a osiągniemy mądrość serca” (Ps 89,12), bo dobrze wypełniona codzienność w doczesności jest gwarancją naszej przyszłości w Niebie.
Taka jest chrześcijańska wizja życia i śmierci, a mianowicie że śmierć jest końcem jedynie doczesnego etapu życia człowieka a tym samym przejściem do jego niekończącego się wymiaru. Życie bowiem doczesne do momentu śmierci oraz życie w Niebie, które następuje po śmierci stanowią razem pełnię życia – życie wieczne. Wraz ze śmiercią nasze życie się nie kończy, ale zmienia swą jakość. Bo kiedy opuścimy doczesne mieszkanie, znajdujemy inne w Niebie – dom nie ręką ludzką uczyniony, ale przygotowany dla nas od zawsze przez samego Boga.
To wszystko nie oznacza wcale, że człowiek nie odczuwa lęku przed śmiercią czy nie broni się przed nią. Starożytni autorzy przedchrześcijańscy twierdzili: non omnis moriar (nie umrę całkowicie, nie wszystek umrę) i pozostawiali po sobie coś znaczącego dla potomnych. Dla starożytnych Żydów z okresu Starego Testamentu niezwykle ważną sprawą było pozostawienie potomstwa jako dowodu ich trwania po śmierci. W naszych czasach, obok chrześcijańskiej wiary w zmartwychwstanie, są stosowane pseudośrodki mające na celu pokonanie lęku przed śmiercią. Należą do nich m.in. magia, wróżby czy przekonanie o reinkarnacji. Są one jedynie nieudanymi próbami zrozumienia problemu życia po śmierci. Dla nas chrześcijan, wierzących w zmartwychwstanie, istnieje jedno wielkie życie: przed i po śmierci. Owo życie jest naszą ogromną i jedyną szansą. Jeśli zostanie ona dobrze wykorzystana, to nie pozostaną po nas tylko pewne zachowania, dzieła czy idee, nie zostanie po nas tylko potomstwo, rodzina czy całe pokolenia, lecz zostaniemy my sami! Po zmartwychwstaniu zostanie nasza dusza i ciało, zostanie cała nasza osoba i to na wieczność! Dlatego warto żyć dobrze, warto na ziemi rozpocząć ten niekończący się proces naszego życia, podczas którego śmierć będzie jedynie przejściem z doczesności do wieczności. Dlatego za psalmistą wołamy jeszcze raz: „naucz nas Panie liczyć dni nasze a osiągniemy mądrość serca” (Ps 89,12).
 
autor: ks. Zbigniew Cieślak