W numerze
 
listopad/grudzień 2004 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych »

Umieramy, aby żyć

Drukuj

Matka Jezusowa nie szukała “żyjącego wśród umarłych”. Po upływie szabatu, wczesnym rankiem do Grobu Chrystusowego pospieszyły Maria Magdalena, Maria matka Jakuba i Salome. One nie przestały kochać Ukrzyżowanego i na pewno nie przestały też w Niego wierzyć... Tylko że z bólu i żalu przestały myśleć o tym, czego On tak jasno nauczał. Zapomniały, że przecież zapowiedział, iż będzie: “wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie”. W piątek zaczęły się spełniać słowa Jezusa, w dzień po szabacie winna więc spełnić się zapowiedź zmartwychwstania – ale kto by o tym myślał, gdy jeszcze nie obeschły łzy wylane nad martwym ciałem okrutnie zmęczonego Mistrza?

 

Ktoś jednak pamiętał, wierzył, kochał i – ufał! Matka Jezusowa, która wraz z innymi kobietami stała pod krzyżem, po upływie szabatu nie poszła z nimi “do grobu, niosąc przygotowane wonności” do namaszczenia martwego Ciała Jezusa. Ona nie “szukała żyjącego wśród umarłych”, bo w czasie Jego męki i śmierci nie zachwiała się żadna z Jej cnót: ani wiara, ani miłość, ani – nadzieja! Ona bezgranicznie, zawsze jednakowo ufała Jezusowi, toteż zamiast trwać w bólu i łzy wylewać – z tęsknotą, ale i ze spokojem czekała na radosne spotkanie ze Zmartwychwstałym.

 

Rodzimy się, aby umrzeć. Współczesna nauka, która szczyci się, że rozwiązała tyle zagadek, że dogłębnie poznała istotę wielu zjawisk z dziedziny fizyki, chemii i biologii, otwarcie przyznaje, że nadal nie zna istoty życia i prawdopodobnie długo jeszcze tej zagadki rozwiązać nie będzie umiała. Wie jednak, że co żyje, to i umiera. Także człowiek podlega temu prawu, ludzie jednak są w sytuacji o wiele gorszej niż inne istoty żyjące na ziemi. Człowiek bowiem od dojścia do używania rozumu wie, że kiedyś będzie musiał umrzeć. Świat może być rajem dla roślin i zwierząt; dla ludzi jest jak cela śmierci, w której skazani czekają na wykonanie wydanego i zatwierdzonego wyroku...

 

Dzięki Bogu – nie musimy poprzestać na tym, co nam o życiu i śmierci mówi doświadczenie, biologia, nauka. “Jezus Chrystus śmierć zwyciężył, a na życie rzucił światło przez Ewangelię”. On nas nauczył, iż nie trzeba się bać śmierci ciała, bo duszy zabić nie można. On “zmartwychwstał jako pierwszy z tych, co pomarli” i tym cudem uwierzytelnił swoją naukę o nieśmiertelności duszy oraz o “ciała zmartwychwstaniu i życiu wiecznym”. Dzięki Niemu wiemy, że “gdy przybytek naszego ziemskiego bytowania w proch się rozsypie, mamy przygotowane w niebie wieczne mieszkanie”. W świetle Ewangelii widać, że życie nie jest “drogą prędkiego ruchu od łona matki do łona ziemi, lecz dojrzewaniem w słońcu Bożej Prawdy i rosie Bożej Łaski” – do wniebowzięcia!

 

A zatem “wieczność za nami i wieczność przed nami, a życie chwilką między wiecznościami”. Tylko chwilką, bo przecież cóż znaczy nawet to “sto lat”, którego sobie wzajemnie życzymy, wobec wieczności? Ale – jakże ważna ta “chwilka”. Przed swym wniebowstąpieniem Pan Jezus zapewnił swych Wyznawców, że “idzie przygotować im miejsce”, a gdy tego dokona: “przyjdzie powtórnie i zabierze ich do siebie, aby i oni byli tam, gdzie On”. Lecz Bóg nigdzie – “ani na ziemi, ani w niebie nie chce mieć niewolników lecz zwolenników.” By zaś się okazać “Bożym zwolennikiem” nie wystarczy modlić się “Bądź wola Twoja”! Trzeba prócz tego całym życiem “szukać Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego”. Kierując się wiarą oraz miłością Boga i bliźnich – zdobywać prawo do rozumnej nadziei na szczęście wieczne w Domu naszego Ojca w niebie!

 

Obchodząc Wspomnienie wszystkich Wiernych Zmarłych nawiedzamy cmentarze – ale nie szukamy “żyjących wśród umarłych”. Raczej odnawiamy w sobie świadomość, że każdy z pochowanych tu ludzi jeszcze niedawno “był tym, czym jesteśmy”, my zaś z kolei może już niedługo “będziemy tam, gdzie on jest”. Nasza “chwilka na ziemi” jeszcze trwa. Przeszłość już nie nasza – polećmy ją miłosierdziu Bożemu. Przyszłość jeszcze nie nasza – zawierzmy ją Bożej Opatrzności. Nasze jest TERAZ! Każde kolejne dane nam przez Boga TERAZ. Oświecani Bożą Prawdą i wspomagani Bożą Łaską starajmy się wykorzystać każde TERAZ na radosną wierność Bogu z miłości ku Niemu. Tylko tyle – i aż tyle trzeba, żeby mieć udział w owocach Męki i radości zmartwychwstania Jezusa. Także i tego uczmy się od Maryi.

 

W poranek zmartwychwstania przy grobie Jezusa Jej nie było. Wiara, Miłość i Nadzieja mówiły Jej, że teraz powinna być tam, gdzie najmilej będzie Jej spotkać się ze Zmartwychwstałym. Ale gdzie? Może było to tak: gdy Jezus wskrzesił córkę Jaira, “polecił, aby jej dano jeść”. Podczas swej męki cierpiał z powodu głodu i pragnienia. Może Jej macierzyńska miłość podpowiedziała Maryi, iż powinna Swemu Umiłowanemu Synowi po prostu dać jeść i pić? Może przygotowała Mu coś, co można uznać za pierwowzór naszego “święconego”? W każdym razie na pewno ten, kto stara się “głodnych nakarmić, spragnionych napoić” dobrze służy Zmartwychwstałemu! I mądrze wypełnia czas zasługiwania na wieczność z Bogiem.

 

Rodzimy się, aby umrzeć, ale za to umieramy, aby żyć. Pamiętajmy o tym, gdy pójdziemy na cmentarz, aby modlić się za tych, których ciała tam oczekują na zmartwychwstanie. Wsłuchajmy się w to, co oni do nas mówią i zapamiętajmy ich powitanie: “Witajcie, Chrześcijanie, Siostry i Bracia! Mający zmartwychwstać pozdrawiają Was!” (Salvete, Christiani, Sorores et Fratres! Resurecturi vos salutant!).

 

autor: ks. Stefan Naskręt