Duch Święty prowadzi nas ku sobie
Każdy człowiek lubi być obdarowywany, bo podarunki są czytelnymi i zrozumiałymi znakami miłości. Od najmłodszych lat uczymy się dostawać prezenty: każde imieniny, Gwiazdka, wizyta babci czy nawet piątka w szkole, to okazja, aby dziecku coś dać. Dlatego tak silnie zakorzenia się w nas przekonanie, że dar jest wyrazem miłości, uznania i podziwu. Lubimy dawać i otrzymywać prezenty.
Chrystus również korzysta z tego uniwersalnego języka komunikowania miłości. Ale Jego dary są nadzwyczajne: cudownie przywrócone zdrowie czy nawet życie, rozmnożony chleb, przemienione z wody wino, odpuszczenie grzechów – wszystko to są zapowiedzi największego daru, jaki Jezus najpierw obiecał, a potem dał: Ducha Świętego. Cuda były nadzwyczajnymi znakami Bożej mocy i miłości, a z drugiej strony świadectwem wiary człowieka, który o cud prosił. Ale były to znaki jednorazowe, bardzo spektakularne i wymowne, lecz ściśle związane z obecnością i działaniem Chrystusa. Nie da się na cudach oprzeć i zbudować całego życia.
Chrystus chciał dać nam dar, który ubogaciłby nas na co dzień i działał w szarej prozie życia; który by nas umacniał w obliczu zwyczajnych trudności; który byłby skuteczny nie przez wyjątkowość i spektakularność, lecz przez umocnienie i ubogacenie ludzkich możliwości. Dlatego właśnie Jezus zesłał nam Ducha Świętego, który swoimi darami i charyzmatami uzdalnia do działania nasz ludzki potencjał. Dzięki temu zostaje zachowana i uszanowana wolna wola człowieka, słuszna autonomia praw natury i porządek stworzenia, zasady życia społecznego i funkcjonowania świata. Jezus niczego nie zmienia, nie burzy i nie stwarza, tylko ubogaca i zaprasza do współpracy.
Dlatego też skuteczność Jego daru, a zarazem działania Ducha Świętego, jest zależna od wiary i zaangażowania człowieka. Ludzka wolność jest w pełni respektowana, a człowiek otrzymuje wspaniałe narzędzie i pomoc, dzięki którym może osobiście współpracować z Bogiem w dziele przekształcania świata. Dar ten nie tylko świadczy o hojności Boga czy wielkości człowieka, ale przede wszystkim służy człowiekowi w rozwiązywaniu codziennych problemów. Dzięki Duchowi Świętemu i całemu wyposażeniu, które Mu zawdzięczamy, człowiek może owocnie przeżywać swoje życie i zwycięsko wychodzić z różnych opresji.
Dlatego powinniśmy rozpoznawać te dary w sobie i w innych, rozpoznawać różnorakie natchnienia Ducha Świętego, robić z nich dobry użytek. Można odnieść wrażenie, że tylko nieliczni potrafią tę szansę dobrze wykorzystać. Widać to po nich: są radośni, mężni, wytrwali, mądrzy. Potrafią być wrażliwi na potrzeby innych. Nie zamykają się w swoim egoizmie, lecz chętnie wykorzystują swoje możliwości i uzdolnienia dla wspólnego dobra. Są lubiani i skupiają wokół siebie ludzi, angażują się we wspólnocie Kościoła, inicjują różne pożyteczne działania. Tacy ludzie są na wagę złota i dobrze wiemy, że trafiają się nadzwyczaj rzadko.
A przecież Duch Święty jest dla wszystkich, dla każdego wierzącego. Dlaczego zatem nie widać szerzej Jego oddziaływania? Może nasza wiara pozostawia coś do życzenia, jest wybrakowana albo źle ukierunkowana? Może nie potrafimy zatroszczyć się o życie wspólnotowe w naszych parafiach? Może działamy na innych odstraszająco? Księża nierzadko słyszą wstydliwe zwierzenia, że ktoś chętnie by się jakoś zaangażował i coś dobrego zrobił, ale boi się, co powiedzą inni. Lęk i wstyd nas paraliżują, ale nie potrafimy tej szkodliwej tendencji przezwyciężyć. A może sami się do jej trwania przyczyniamy, komentując nieprzychylnie poczynania innych ludzi. Jesteśmy nieraz jak pies ogrodnika: sami nic nie robimy, a do tego gasimy zapał innych. Na pewno nie jest to zgodne z intencjami Ducha Świętego. Jest On Duchem jedności, miłości, współpracy i służby. Wszyscy powinniśmy być na te wartości otwarci i wrażliwi.
Dlatego w dzisiejszą uroczystość Zesłania Ducha Świętego powinna dokonać się w nas przemiana. Na początek przyjmijmy pierwszy dar Ducha Świętego – odpuszczenie grzechów. Pozwoli nam on w bezpośredni sposób doświadczyć Bożej miłości, by przekazywać ją dalej innym. Uwolnieni od brzemienia swoich upadków łatwiej będziemy umieli przebaczać naszym winowajcom i patrzeć na ludzi życzliwym okiem. A być może wystarczy to, by zaczęły się między nami zawiązywać więzy sympatii, potem współpracy, wreszcie zaufania. Nie jest to łatwy i szybki proces, ale warto go rozpocząć, a Duch Święty niech nad nim czuwa i prowadzi nas najpierw do Kościoła, potem do siebie nawzajem. To przemieni nasze życie.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






