Zwykliśmy powtarzać, że starość się Panu Bogu nie udała. Czy się udała, czy nie zależy, jak się wydaje od dwóch okoliczności. Sytuacja cierpienia i starości jest trudna dla człowieka, bo jest wchodzeniem w coraz większą zależność od innych. Bardzo trudno jest się z tym pogodzić. Choć człowiek jeszcze wiele chce to już coraz mniej może.
Intencja misyjna na luty: Aby Pan wspierał wysiłki pracowników służby zdrowia w najuboższych regionach, którzy opiekują się chorymi i osobami starszymi.
POGODNA STAROŚĆ
Każdy z nas, myślę chciałby kiedyś usłyszeć zaproszenie Jezusa: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (25,34-36). Bardzo możliwe, że już nie wyrazimy zdziwienia na te słowa, bo znając obraz sądu z Mateuszowej ewangelii, wiemy, że Chrystus jest obecny w każdym człowieku potrzebującym naszej życzliwości i pomocy, i że gdy staniemy na sądzie sądzeni będziemy nie z naszych życiowych sukcesów i porażek, lecz właśnie z miłości. Śmiem twierdzić, że osoby starsze i chore potrzebują jej nawet więcej.
Zwykliśmy powtarzać, że starość się Panu Bogu nie udała. Czy się udała, czy nie zależy, jak się wydaje od dwóch okoliczności. Sytuacja cierpienia i starości jest trudna dla człowieka, bo jest wchodzeniem w coraz większą zależność od innych. Bardzo trudno jest się z tym pogodzić. Choć człowiek jeszcze wiele chce to już coraz mniej może. Stopniowo traci panowanie nad własnym ciałem, kiedy wzrok i słuch już nie ten, pamięć już nie ta. Gdy na jego nocnym stoliku gromadzi się coraz więcej leków do połknięcia. Gdy przestrzeń, którą zwykł codziennie pokonywać wydaje się coraz większym wyzwaniem. Gdy czas zdaje się coraz szybciej biec i na nic już nie ma czasu. W tej sytuacji cierpienia i zależności potrzebuje nie tylko leczenia i odpowiedniej opieki, ale przede wszystkim odnoszenia się do niego z szacunkiem i miłością.
Nasza miłość wyraża się również w troskliwej uwadze poświęconej ludziom starszym, słabym i chorym, którzy żyją w rodzinie: ich obecność może być bardzo znacząca i wartościowa. Jan Paweł II w liście skierowanym do uczestników II Światowego Zgromadzenia poświęconego problemom starzenia się ludności napisał: „Mogą oni nie tylko dawać świadectwo, że istnieją pewne aspekty życia, jak na przykład wartości humanistyczne i kulturowe, moralne i społeczne, których nie da się mierzyć kryteriami ekonomicznymi czy funkcjonalnymi; mogą także skutecznie wspomagać środowiska pracy i warstwy kierownicze. W istocie rzeczy chodzi nie tylko o to, żeby coś zrobić dla ludzi starszych, ale by zaakceptować ich jako odpowiedzialnych współpracowników, którzy w sposób rzeczywiście dla nich możliwy będą uczestniczyć w realizacji wspólnych projektów zarówno w fazie planowania, jak i dialogu i wykonania” (3 IV 2002). Pisząc to papież sam już doświadczał starości i choroby. Sam doświadczał bolesnych ograniczeń jesieni życia. Równocześnie jednak był dla wielu ludzi świadkiem siły i pogody ducha. Dlatego chyba zwrócił uwagę na problem wykluczenia osób starszych jako na ważki problem. Uczucie bycia niepotrzebnym, to chyba największe cierpienie.
Jest jeszcze druga okoliczność. Jednym z najtrudniejszych wyzwań sztuki życia jest mądrze się zestarzeć. Nie zdziwaczeć, nie zgorzknieć, nie zamknąć się w sobie, nie trzymać się kurczowo zadań, które już przerastają, ustąpić miejsca, przygotować następców i kontynuatorów życiowej misji, jaką się kiedyś podjęło. Nie skazywać się na wyniosłą, samowystarczalną samotność. To nie siwy włos, ilość życiowych doświadczeń, ani długość lat świadczą o mądrości starca. Mądrym staje się ten, kto potrafił zmierzyć się z tym ostatnim wielkim i trudnym wyzwaniem sztuki życia. Tacy mędrcy zdolni są do przekazywania wartości i tradycji, nie skażonych doświadczeniem własnego nieudanego życia; mogą pomagać najmłodszym pragnąć i poszukiwać dobra, jeśli sami go wytrwale szukali i nie gubili prawdy w ustalaniu dwuznacznych kompromisów. Jeśli żyli przyzwoicie i mądrze mogą innych zachęcać do podobnego życia. Młodzi ludzie, wyczuleni bardzo na wszelki fałsz i dwuznaczność, potrafią odkryć i przyjąć wartości takich autorytetów.
Warto może jeszcze na koniec przypomnieć, że niedziela jest szczególnym dniem, w którym powinno się świętować przez czynną miłość, poświęcając uwagę rodzinie i bliskim, jak też chorym i starym. Katechizm tak to ujmuje: „Chrześcijanie powinni także świętować niedzielę, oddając swojej rodzinie i bliskim czas i staranie, o które trudno w pozostałe dni tygodnia. Niedziela jest czasem refleksji, ciszy, lektury i medytacji, które sprzyjają wzrostowi życia wewnętrznego i chrześcijańskiego” (KKK 2186). Ale nawet, gdy tego czasu nam zabraknie na odwiedzenie starych rodziców, czy dziadków, oni często życzliwie o nas pamiętają i troszczą się o nasze życie. Nierzadko zdarza się, że śmierć takiej osoby, zapomnianej i odsuniętej z naszego życia, przynagla do jego przemiany i przewartościowania. Może być to dla nas zawsze dowodem na to, że teraz nasi bliscy, troszczą się o nas, będąc już u Pana. Często dopiero wtedy uświadamiamy sobie, jak ważną była jej obecność.
Zapewne tak się zdarza, że oddajemy naszych chorych i starszych bliźnich w fachowe ręce pracowników służby zdrowia. Zabiegani, zapracowani, zaangażowani nie znajdujemy czasu by usłużyć Jezusowi w nich. Może więc nie bez znaczenia będzie choć modlitwa zanoszona w polecanej intencji. Nie ma ona usprawiedliwiać naszego niezaangażowania, lecz może być dowodem naszej miłości.
autor: ks. Paweł Szpyrka SJ
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






