W numerze
 
maj/czerwiec 2006 » SYTUACJE DUSZPASTERSKIE »

Dzień Matki

Drukuj

Czytania z dnia: Dz 18,9-18; J 16,20-23

Dzień Matki to jakaś symboliczna, dalece niewystarczająca forma okazania swojej wdzięczności i szacunku dla własnej mamy, dla macierzyństwa w ogóle, dla wszystkich matek. W dzisiejszych czasach ta wdzięczność i szacunek nabierają jeszcze większego znaczenia, bo są świadectwem, jak ważną, niezastąpioną wartością jest macierzyństwo. Kiedyś ta prawda była zupełnie oczywista i niepodważalna, dziś próbuje się ją lekceważyć, a nawet jej zaprzeczać. Stąd rodzi się wiele problemów, a ostatecznie cierpienia dzieci, rodzin, ludzkości.

Bo to właśnie matki w pierwszym rzędzie stoją na straży dobra i szczęścia każdego człowieka: najpierw własnych dzieci, potem swoich rodzin, a pośrednio wszystkich ludzi. To one dają poczucie bezpieczeństwa, poświęcają się, okazują czułość, współczucie, dobroć, zrozumienie, i to od samego początku ludzkiego życia. Często dokonuje się to kosztem osobistych ofiar, wielkich wyrzeczeń i poświęceń. Wiele matek wyrzeka się kariery zawodowej, podejmuje mnóstwo domowych obowiązków, wystarczających pewnie na dwa etaty, rezygnując zarazem z gratyfikacji, jaką daje praca zawodowa.

Można powiedzieć, cytując słowa dzisiejszej Ewangelii, że szczęście i radość świata jest możliwa tylko za cenę wysiłku, poświęcenia i ofiar milionów matek. Musimy sobie uświadomić, że w życiu nic nie przychodzi za darmo. Nie zawsze wiemy też, kto odgrywa największą rolę i płaci największą cenę za szczęście, dobro i bezpieczeństwo człowieka. Dzisiejsza uroczystość Dnia Matki ma nam uświadomić te podstawowe prawdy i zmobilizować nas do refleksji nad macierzyństwem i wdzięczności dla naszych matek.

Do istoty macierzyństwa należy nie tylko fizyczne przekazanie życia, ale także otoczenie go opieką od samego momentu poczęcia aż do pełnego usamodzielnienia się dorosłego już dziecka, a właściwie jeszcze dalej – do samego końca. Smutek, o którym mówi Chrystus, jest wyrazem trudu i bólu rodzenia. Naszemu przyjściu na świat towarzyszyło cierpienie naszych matek. Tylko one wiedzą, ile je to kosztowało. Nie chodzi zresztą tylko o ból fizyczny; o wiele gorszy jest chyba niepokój, czy wszystko pójdzie dobrze, czy dziecko będzie zdrowe, czy podołam nowym obowiązkom, czy świeżo upieczony ojciec sprosta swoim ojcowskim zadaniom.

Potem nastaje czas rodzenia, wielka mobilizacja całego organizmu matki, eksplozja macierzyństwa – i wszystko się rozstrzyga. Dziecko przychodzi na świat. Matka ogarnia je pełnym miłości spojrzeniem. I wtedy zmęczenie i niepokój zaczyna ustępować miejsca niewysłowionej radości. Każde osiągnięcie cieszy człowieka, jesteśmy dumni ze swoich osiągnięć, dzieł, sukcesów. Czy może być jednak dzieło i sukces większy od tego, że nowy człowiek rozpoczął życie? Jaka duma, jaka radość przepełnia serce matki, że oto cud przekazywania życia, miesiące oczekiwania, zostały zwieńczone powodzeniem i oto najukochańsza istotka, maleńkie niemowlątko, tuli się do matczynej piersi. Nikt, kto tego nie przeżył albo choćby nie widział, nie potrafi tego zrozumieć.

I właśnie dlatego spotykamy się dziś w kościele, na Eucharystii, by dziękować za to wszystko naszym matkom i naszemu Bogu. Ta wdzięczność jest potrzebna, żeby zaświadczyć wobec całego świata, że macierzyństwo jest święte, niezastąpione i niezbędne, że musi być otoczone najwyższą troską i opieką, gdyż od tego zależy los gatunku ludzkiego, los dzieci i rodzin.

Tymczasem są podejmowane coraz bardziej bezczelne i nierozumne próby podważania i zaprzeczania roli macierzyństwa. Kobiety próbuje się sprowadzić do poniżającej roli narzędzia na usługi doraźnej przyjemności mężczyzn, towaru na sprzedaż, albo bezpłatnej pracownicy do najcięższych domowych prac. Przyznając związkom jednopłciowym prawa przysługujące dotąd pełnym rodzinom, neguje się samo macierzyństwo i przekazywanie życia, a z dziecka czyni się towar albo maskotkę do umilania życia dorosłym. Jeśli nie staniemy mężnie w obronie godności rodziny, żony, matki i dziecka, fundamenty naszego życia i cywilizacji ulegną poważnemu zachwianiu.

Chrystus obiecuje nam wszystkim radość, ale chce nam także uświadomić, że ta radość nieraz kosztuje, że trzeba o nią zabiegać i bronić jej. Przykład poświęcenia każdej matki jest tu wzorem i zachętą, by ten trud podejmować w całym swym życiu, by być zdolnym do poświęcenia i ryzyka. Jesteśmy to winni naszym matkom, naszym dzieciom, przyszłym pokoleniom, Bogu. Nie zawiedźmy ich.

autor: ks. Mariusz Pohl