Chleb: owoc ziemi i pracy rąk ludzkich
ks. Mariusz Pohl
Rdz 1,26-31; Ps 65 10-14; 2 Tes 3,6-13; Mk 4,26-32
Jeśli pominiemy wypłatę dopłat unijnych, to chyba na nic nie czeka rolnik z takim utęsknieniem jak na dożynki, które są uwieńczeniem całorocznej pracy. Pradawna, kultywowana do dziś tradycja dożynkowego święta daje do myślenia: co sprawia, że rolnicy przywiązują tak dużą wagę do dziękczynienia za plony i wkładają w to świętowanie tyle serca i radości? Co sprawia, że wszyscy, także ludzie z miasta, jakoś w tej radości uczestniczą i uznają Dożynki za ważne także dla siebie, że to święto jakoś wszystkich porusza i interesuje? To prawda, że praca na roli jest niezwykle męcząca. Pomimo stosowania wielu nowoczesnych maszyn, kombajnów z klimatyzowanymi kabinami, nadal wymaga ona jednak bezpośredniego wysiłku rąk, wczesnego wstawania, odporności na upał, kurz, słońce i wiatr. Nikt, kto sam nie pracował przy żniwach, nie potrafi chyba tego wysiłku docenić. Ale to jeszcze nie wszystko: nie wystarczy zebrać plony, teraz trzeba umieć je sprzedać, a to wymaga wiele zachodu, czasu i niepotrzebnych nerwów. Rolnicy zasługują na nagrodę za swoje poświęcenie i wytrwałość, tym bardziej, że często ich trud nie jest odpowiednio zapłacony.
Ale przecież z drugiej strony wiemy, że praca górnika jest jeszcze trudniejsza. I zdecydowanie bardziej niebezpieczna, bez odpowiedniej przestrzeni, powietrza, słońca… A praca marynarza, którzy na kilka miesięcy opuszcza rodzinę; praca nauczyciela, który musi uczyć cudze dzieci i użerać się ze zbiurokratyzowanym systemem edukacji; praca lekarza, który musi podejmować decyzje i działania, od których zależy ludzkie życie? Każda praca jest na swój sposób trudna. A jednak do trudu rolnika i do święta dożynek przywiązujemy chyba większą wagę, niż do Barbórki, święta morza czy dnia nauczyciela.
Co wpływa na tę specyfikę i solidarność z ludźmi wsi? Co czyni pracę na roli tak wyjątkową i znaczącą, a dożynki tak bliskie każdemu?
Może to, że jest to praca dla chleba. Mamy wyraźną świadomość, że właśnie tam, na polach, w złocistych łanach pszenicy i żyta, rodzi się nasz powszedni chleb. Wszystko inne da się wyprodukować. Nawiasem mówiąc, dzisiaj wielkie fermy kurczaków czy tuczników, to także zakłady produkcyjne, a ich właściciele to we współczesnym języku producenci, a nie rolnicy czy hodowcy. Nowoczesne technologie na dobre zagościły w chlewniach, oborach i kurnikach, także i na roli. Tu też można mówić o produkcji zboża, ziemniaków, rzepaku czy buraka. Dzisiaj wielkość plonów zależy w znacznej mierze od nawożenia, doboru odmian, coraz częściej od modyfikacji genetycznych.
Jest jednak jedna zasadnicza różnica, która wyraźnie wydziela rolników z wszechobecnej sfery produkcji. Rolnicy, a na swój sposób także i hodowcy, ludzie wsi, mają na co dzień do czynienia z tajemnicą życia, ukrytą w symbolu ziarna i jajka. Wszystko można wyprodukować, ale nie da się w fabryce czy laboratorium stworzyć ani ziarna, ani jajka. W tych sprawach człowiek jest bezsilny i zdany na naturę. A właściwie na Boga, który sam jeden jest twórcą i dawcą życia. Rolnik doskonale wyczuwa, że życie jest święte, jest darem Bożym, nad którym człowiek nie ma władzy.
Rolnicy z tą tajemnicą obcują na co dzień, są świadkami Boga i Jego działania w świecie. Wiedzą, że jest taka sfera, która jest dla człowieka całkowicie niedostępna, leży poza zasięgiem jego możliwości i wpływów. Tajemnica ta ma swoje przedłużenie i kontynuację także w warunkach atmosferycznych, klimatycznych i pogodowych. To również leży poza zasięgiem ludzkich możliwości, a jeśli wywieramy na te warunki jakiś wpływ, to niestety, na ogół jest on szkodliwy i niszczący. I dlatego praca na roli uczy człowieka pokory i szacunku dla Boga, dla natury. Rolnik jest współpracownikiem Boga: wypełnia odwieczną misję uprawiania ziemi, by przynosiła plony, rodziła pokarm i podtrzymywała życie ludzi. Wszyscy mamy świadomość znaczenia tej służby i dlatego tak ją cenimy. W zbiurokratyzowanym, zmechanizowanym, skomputeryzowanym i coraz bardziej odczłowieczonym świecie, rolnicy są świadkami absolutnej suwerenności Boga i rzecznikami ufnej podległości człowieka Bogu. Praca na roli pokazuje też, jak ważna jest współpraca człowieka z Bogiem i jak potrzebne jest harmonijne współistnienie ze światem przyrody, jakiś dialog i pełna szacunku interakcja z naturalnym środowiskiem człowieka. Jeśli zabraknie tu równowagi, respektowania praw natury, praw moralnych i społecznych, ucierpi i świat, i człowiek. Ziemia nie da się oszukać: jeśli nie zostanie odpowiednio uprawiona i nawieziona, nie będą przestrzegane terminy orek, siewu, oprysków i żniw, nie będzie plonów. Jeśli nie będzie sprawiedliwych i skutecznych mechanizmów społecznych, regulujących ceny, zbyt i podział plonów, w ostatecznym rozrachunku ucierpimy wszyscy.
Bóg daje wzrost ziarna i pogodę, człowiek ma zadbać o swoje zdrowie i siły do pracy, społeczeństwo ma zagwarantować sprawiedliwość i warunki do życia. Jeśli każdy wywiąże się ze swojej roli i zrobi to, co do niego należy, wtedy wszyscy będziemy szczęśliwi. Jeśli jednak człowiek uzna siebie za absolutnego pana i wyzyskiwacza stworzenia, zacznie lekceważyć ustanowione przez Boga prawa natury i życia, wtedy szybko przyjdzie nam płacić za to wysoką cenę. Nie da się bowiem żyć i funkcjonować wbrew tym prawom.
Dożynki mają nam przypomnieć o konieczności szacunku dla Bożych praw i dla stworzenia, o obowiązku wdzięczności za Boże dary i o odpowiedzialności za wypełnianie swoich zadań w świecie. Nowoczesny człowiek coraz częściej o tym zapomina i żyje tak, jakby Boga nie było. Byłoby dobrze, gdybyśmy wszyscy chcieli zrozumieć to przesłanie dożynkowego święta i zawsze chcieli o nim pamiętać.
Święto plonów
ks. Stefan Naskręt
Pwt 26,1-11; J 4,31–37
“Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, owoc ziemi oraz pracy rąk ludzkich”. Doskonale znamy te słowa. Słyszymy je podczas każdej Mszy świętej, czyli podczas każdej Eucharystii. “Eucharystia” to w języku starożytnych Greków “wdzięczność”, a my dzisiaj obchodzimy dożynki, uroczyste zakończenie żniw, święto plonów i dzień wdzięczności wyrażanej wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do tego, że ani nam, ani naszym zwierzętom nie zabraknie pokarmu.
Komu podziękujemy? Oczywiście podziękujemy tym, którzy ziemię uprawiali, obsiewali, a gdy zboże oraz inne owoce ziemi wyrosły i dojrzały, w pocie czoła, w dokuczliwym upale albo deszczu całymi dniami a czasem i nocami trudzili się, by plony zebrać i starannie umieścić w spichlerzach lub magazynach. Szczerze i serdecznie im dzisiaj dziękujemy staropolskim: “Bóg zapłać”! Nasza szczera i głęboka wdzięczność należy się jednak nie tylko im! Za łaską Bożą nie należymy do tych, którzy: “takie widzą świata koło, jakie tępymi zakreślają oczy”. Sięgamy: “tam, gdzie wzrok nie sięga”! Wiara i czucie kierują nasze umysły i serca do Arcymistrza, którego arcydziełem jest natura i rządzące nią prawa. To On dał nam ziemię urodzajną, zdolną do rozmnażania tego, co siejemy lub sadzimy. On dał nam cud natury – wodę, bez której nie ma życia! Jego dziełem jest słońce, którego promienie sprawiają, że żyją, zielenią się i rozmnażają wszelkie rośliny, że na Ziemi istnieją warunki umożliwiające życie ludzi i zwierząt. Rzeczywiście: “Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś, Panie!”. A więc: “Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary? Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary? Cóż Ci, Panie damy?”.
Odpowiedź na to pytanie Izraelici znajdowali w Piśmie św. w rozdziale 26 Księgi Powtórzonego Prawa Mojżesz uczy swych rodaków, by część pierwocin wszystkich ziemiopłodów zanosili do urzędującego w danym czasie kapłana i kładli je przed ołtarzem wyznając przy tym dobrodziejstwa, których zaznali od Boga i mówiąc: “Przyniosłem pierwociny płodów ziemi, którą dałeś mi, Panie”. Następnie winni oddać pokłon Bogu i razem z lewitami oraz obcymi będącymi w ich domach cieszyć się ze wszystkich dóbr otrzymanych od Boga.
Dzisiejsze dożynki wyraźnie nawiązują do tych zwyczajów starotestamentalnych. A jednak – są czymś więcej. Przecież wieńce dożynkowe, które przynosimy do kościołów i umieszczamy przed ołtarzami, modlitwy dziękczynne, a nawet zabawy ludowe to nie wszystko! Najważniejszą ich częścią jest Eucharystia! To jest nasze prawdziwe dziękczynienie za wszystkie plony, a szczególnie za te pomnożone ziarna, bez których nie byłoby nie tylko naszego chleba powszedniego, ale także tej “hostii małej, gorętszej od spojrzenia, co się zmienia w ofierze” i staje się Ciałem Chrystusa! Eucharystia, którą w dniu dożynek odprawiamy, to jedyne prawdziwe dziękczynienie! Uczestnicząc więc w dzisiejszej Mszy św. dożynkowej, dziękujmy Bogu za to, co już od Niego otrzymaliśmy, módlmy się o dalsze błogosławieństwo, prośmy, by Swą bezcenną łaską nagradzał wszystkich pracujących na roli, by darzył ich zdrowiem i wszystkim, co im potrzebne do szczęścia “jako w niebie, tak i na ziemi”.
Do nieba kieruje nasze myśli Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. Tam też jest mowa o żniwach i o plonowaniu – na życie wieczne. Nasz Zbawiciel mówi: “Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwa”. Niespostrzeżenie kończy się dla nas czas wzrastania, dojrzewania, plonowania. Trzeba zacząć się przygotowywać na dożynki ostateczne, by mieć nadzieję na obfitą nagrodę za wykonaną pracę. Po czym poznać, że mamy prawo mieć tę nadzieję? A po czym poznają rolnicy, że mogą liczyć na dobre plony? Dobry gospodarz nie tylko rzetelnie pracuje, lecz także często przygląda się temu, co rośnie i dojrzewa, modli się o deszcz i pogodę, obmyśla dalsze działania, które są konieczne, by owoce jego pracy były godne dobrej zapłaty. My także winniśmy zastanawiać się nad tym, jak żyjemy, jak służymy Bogu i bliźnim, na jaką zapłatę u Boga zasługujemy. A jeśli kiedyś zauważymy, że przez grzech ciężki straciliśmy prawo do nagrody wiecznej, co wtedy? Patrzmy na rolników! “Co robi rolnik, gdy mu piorun spali plony? Znowu sieje!” Przez sakrament pojednania trzeba wrócić do Boga i ufać, że w swym miłosierdziu nie pozbawi nas godziwej zapłaty, tak że i nasza radość – będzie pełna! Tylko z całym zapałem, uczciwie i gorliwie uprawiajmy rolę naszych dusz, by zasiewane na niej Boże Ziarno, wzrastając i dojrzewając w rosie Bożej Łaski i słońcu Bożej Prawdy przyniosło plon stokrotny!
Uczniowie prosili Jezusa: “Rabbi, jedz” – bo wszyscy musimy jeść. On też! Lecz na to zaproszenie do jedzenia Chrystus powiedział: “Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, Który Mnie posłał”. My też winniśmy usilnie i rzetelnie starać się także o ten drugi pokarm! Wypełniając ukazaną nam w Przykazaniach Bożą wolę najgodniej dziękujemy Bogu za to, co On uczynił dla nas, dla naszego życia “jako w niebie, tak i na ziemi”. Obiecajmy więc dzisiaj Stwórcy natury i Dawcy łaski, że naszą codzienną eucharystią będzie wypełnianie Jego Woli! Obiecajmy to raz jeszcze i dodajmy do tego świadectwa wdzięczności świadectwo wiary: “Boże, z Twoich rąk żyjemy, choć naszymi pracujemy”.
Potrzeba dziękczynienia
ks. Kazimierz Kasprzak
1 Tm 6,6-11.17-19; Łk 12,15-21
Dziękczynienie za wszystkie dary Bożej miłości wyraża od wieków pieśń przekazana w jednym z najstarszych dokumentów starożytnych chrześcijan Didache. “Dziękujemy Ci Ojcze nasz”, “Tobie chwała na wieki”.
A polski nasz pisarz Bolesław Prus w powieści pt. Faraon ukazał na pięknym przykładzie modlitwy dziecka, że w dziękczynieniu nie ma sprzeczności interesów. Mianowicie, faraon pod postacią srebrnych ptaków ujrzał modlitwy, które się wzajemnie wykluczały. Rolnik prosił, by gleba osuszyła się na tyle, aby mógł wyjść z zasiewem, a rybak by wody nie opadały nigdy. Młynarz prosił o wiatr napędzający jego młyn, a ogrodnik, by wiatr nie strącał mu owoców. Wędrowiec pustyni prosił o wiatr północny, który przyniósłby mu kroplę wody, a żeglarz o wiatr południowy przynajmniej przez tydzień. Te wszystkie modlitwy uderzały z całej siły na siebie i nie docierały do tronu Najwyższego. Jedynie modlitwa dziecka wdzięcznego za wszystko dotarła do Boga i zaśpiewała: “A za wszystkie dobre rzeczy, które nam darowałeś niech wszyscy kochają Cię tak jak ja i lepiej ode mnie, bom jeszcze mały i nie uczyli mnie mądrości”.
Plony nasze wyrosły przez deszcz nawilżający nasze pola, ale zwłaszcza dzięki energii słońca. Skojarzmy sobie to dziś ze spostrzeżeniem św. Ireneusza: “iść za światłem, to tyle samo, co być zanurzonym w świetle”. Ci, którzy chodzą w świetle, nie oświecają przecież światła, lecz światło ich oświeca i opromienia. Oni sami nic nie przydają światłu, otrzymują zaś od niego to dobrodziejstwo, że poruszają się w jego blasku.
Podobnie ma się rzecz z naszą służbą Bogu, która Mu nic nie przydaje i której On bynajmniej od nas nie potrzebuje. Tym jednak, którzy idą za Nim i służą Mu, Bóg daje życie, niezniszczalność i wieczną chwałę. Udziela im swoich darów, za to, że Mu służą i że idą za Nim, sam nie przyjmując od nich niczego: jest bowiem bogaty, doskonały i nie ma żadnych potrzeb.
Jeżeli zaś wymaga od ludzi służby, to robi to dlatego, że będąc dobry i miłosierny, pragnie udzielać swoich dobrodziejstw tym, którzy trwają w Jego służbie. O ile bowiem Bóg nie potrzebuje nikogo, o tyle człowiek nie obejdzie się bez wspólnoty z Bogiem.
Znamienne są też słowa z komentarza św. Efrema do Ewangelii z dodatkami: Jesteśmy “jak spragniony człowiek, który pije wodę ze źródła... Raduj się zatem nasyceniem, a nie smuć się, iż obfitość... przerasta twe pragnienie. Kto pragnie, ten pije z radością i nie smuci się, że nie potrafi wypić źródła... Jeśli ugasisz pragnienie nie wyczerpując źródła, możesz zeń pić ponownie, gdy tylko zapragniesz... – To co osiągnąłeś i zabrałeś jest już twoją własnością, a to co zostało, również czeka na ciebie”.
Pierwszym bezcennym darem, jaki otrzymaliśmy w naszym świadomym życiu wiary, jest pacierz, którego nauczyli nas najbliżsi. Ale błędem byłoby poprzestać na tej tylko formie modlitwy, nie podjąć odpowiedzialności za rozwijanie własnej relacji z Bogiem. Tylko drzewa, które rośnie, żyje.
A myśmy też zaistnieli na tym świecie, jak ten liść na drzewie na wiosnę. Liście wyrosło i żyje tylko dzięki czerpaniu ożywczych soków z pnia. Gdy liść czerpie soki z pnia, to może kąpać się w deszczu, ogrzewać się promieniami słońca, może pieścić go wiatr. Ale jeśli nie będzie czerpać tych soków, to postrzępi je deszcz, spiecze je słońce i oderwie wiatr i uschnie i zgnije. Trzymającym się Boga, wszystko obraca się ku dobremu.
Bez wiary potykamy się o źdźbło słomy, z wiarą przenosimy góry.
“Życia nie da się oszukać, jak nie da się oszukać ziemi. Jeśli wrzuci się w nią plewy, zbierze się chwasty” (ks. J. Popiełuszko). – Nie jest dobrze, gdy w plonach naszych przedsięwzięć szukamy tylko swego interesu, zwłaszcza ze szkodą bliźnich. Największe zagrożenie jest ze strony moralnej.
Ale odpowiedni poziom moralny jest możliwy. W zachowaniu ludzi w związku z pielgrzymkami Jana Pawła II. zauważono: “Pod przewodnictwem starca, który cały był oddany Bogu i Matce Najświętszej a przez to kochający bliźnich, miliony potrafiły zachować przejmującą ciszę w odpowiednich chwilach liturgii i modlitwy”. Jako fenomen odnotowały to media. A o samym papieżu Wojtyle napisano, że “właśnie w modlitwie znajduje się sekret tego człowieka, zdolnego do przekazywania nadziei wszystkim kulturom” (M. Borracino).
Całe pokolenia wyrażały to modlitwą:
Panie Boże wszechmogący, który z obfitości rosy niebieskiej i bogactwa dóbr ziemi, ludziom zbierać nie wzbraniasz, nabożne dzięki za zebrane plony majestatowi Twojemu składamy i łaskawość Twoją upraszamy, abyś te plony, które ze szczodrobliwości Twojej uzyskaliśmy: raczył pobłogosławić +, zachować i od wszelkiego złego strzec. Równocześnie spraw, aby ci, których pragnienie dóbr nasyciłeś, z opieki Twojej się cieszyli, miłosierdzie Twoje bez końca wychwalając, wśród dóbr doczesnych, wiecznych nie utracili.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






