W numerze
 
styczeń/luty 2012 » SYTUACJE DUSZPASTERSKIE » Homilie okolicznościowe »

Bóg zawsze daje nadzieję i pomoc (11 II)

Drukuj
Gromadzimy się dzisiaj we wspólnocie wraz z chorymi i dla chorych. Wraz z tymi, którym brak sił i zdrowia by zawsze być tutaj z nami i dla tych, którzy z nami i dzisiaj być nie mogą. I wraz z nimi i za nich składamy Przenajświętszą Ofiarę.

 

Rdz 3,1-8; Ps 32(31), 1-2.5.6.7; Mk 7,31-37
 
Gromadzimy się dzisiaj we wspólnocie wraz z chorymi i dla chorych. Wraz z tymi, którym brak sił i zdrowia by zawsze być tutaj z nami i dla tych, którzy z nami i dzisiaj być nie mogą. I wraz z nimi i za nich składamy Przenajświętszą Ofiarę.
Nasi bracia i siostry chorzy, największy duchowy skarb Kościoła – wspólnoty są jego widzialnym znakiem i prawdziwym obrazem.
Jeden z kapłanów pielgrzymujących do Lourdes widział wielu chorych modlących się o cud, o uzdrowienie, jego szczególną uwagę przykuł sparaliżowany chłopiec. Siedział na wózku z oczami wpatrzonymi na monstrancję. Jego załzawione oczy błagały Boga o cud. Inni chorzy rozjechali się już do szpitali i hoteli, a chłopiec uparcie siedział wózku przed grotą Matki Bożej. Cudu jednak nie było. Nagle chłopiec rozpromieniał, a na twarzy pojawiła się radość i szczęście. Kapłan obserwując to zdarzenie powiedział: „odkryłem, że ten mały sparaliżowany chłopiec zrozumiał, iż Maryja pomimo tego, że nie ustrzegła Jezusa przed Golgotą to i tak była, jest i będzie z nim zawsze i z każdym, kto się do niej zwraca i prosi o pomoc” (Przykład pochodzi z internetu. Strona trudna dzisiaj do odnalezienia).
W dzisiejszej Ewangelii wielu naszych cierpiących braci i sióstr odnajduje siebie. Nie mogą o własnych siłach spotkać się z Panem na Eucharystii w świątyni. Często nie mogą już mówić, są sparaliżowani, potrzebują stałej opieki, troski i pomocy. Potrzebują kogoś, kto o nich zadba, nakarmi, umyje, będzie obok. Potrzebują kogoś, kto im pozwoli przyjąć Boga do serca, kto zmówi z nimi, a czasem w ich imieniu modlitwę.
Nasi bracia i siostry chorzy to wielcy świadkowie nadziei, którzy jak Abraham „wierzą nadziei wbrew nadziei”; to tytani wiary nieustannie narażeni na ataki Złego, kuszącego często fałszywą nadzieją, tragiczną beznadzieją, która za wszystko każe obarczyć Boga i Go przekląć.
Tymczasem ten, kto kocha nigdy nie zostawi nas samych. Ten kto kocha nigdy nie porzuca. Miłości bowiem nie można zatrzymać dla siebie, nie można je w sobie „ukisić”. Nią można się jedynie dzielić.
I czyni to kochający nas Bóg nieustannie. Jak?
Przez swoje Słowo, które jest Dobrą Nowiną, które pokazuje, że choć jesteś chory nie pozostajesz sam, że chociaż cierpisz, to w tym bólu masz sprzymierzeńca Jezusa – prawdziwego Boga i człowieka, który także cierpiał, który również czuł niezrozumienie najbliższych Mu apostołów, samotność i strach. Ale także pokazuje, że to właśnie On – Jezus – Boży Syn ma moc nas uzdrowić – to znaczy otworzyć nasze uszy na Słowo, rozwiązać nasz język by mimo cierpienia, świadomie i bez żalu móc Mu powiedzieć: kocham Cię.
Przez swoje Ciało daje nam siłę, by dawać siebie innym, nawet gdy cierpimy, gdy sami nie rozumiemy tego doświadczenia, kiedy odczuwamy lęk i strach przed kolejnym dniem. Bóg w swoim Ciele i Krwi pokazuje przecież, że cierpienie ma sens, choć dla nas często mało rozumiane, że ofiarowany za kogoś nieludzki ból otwiera innym Niebo.
Kochający Bóg swoją miłość wyraża również w paradoksalny sposób, iż cierpiącym na pocieszenie i wsparcie daje Cierpiącą, ale nie załamaną Maryję.
Ona ciebie nie ustrzeże przed twoją Golgotą, przed męką, cierpieniem czy nieludzkim bólem. Nie ustrzeże, ponieważ to nie jest Jej zadanie. Nie ustrzeże ale będzie obok. Nie ustrzeże ale rozumie i pokazuje, iż w Bogu nasza nadzieja, siła i moc.
autor: ks. Tomasz Szałanda