Boża mądrość - sól i światło świata (15 VII)
Pośród wybitnych teologów i filozofów średniowiecznego Kościoła poczesne miejsce zajmuje św. Bonawentura, franciszkanin (1218-1274). Mówi się o nim, że jest drugim „Ojcem Zakonu”. Jako generał zakonu – pełnił ten najwyższy urząd przez 16 lat – dokonał po raz pierwszy wykładni Reguły św. Franciszka. W roku 1260 wydał konstytucje zakonne, które stanowiły jedną i jednoznaczną interpretację Reguły.
św. Bonawentury • 15 VII
1Kor 2, 6-13; Ps 90, 2-6, 10.12; Mt 5, 13-19
Pośród wybitnych teologów i filozofów średniowiecznego Kościoła poczesne miejsce zajmuje św. Bonawentura, franciszkanin (1218-1274). Mówi się o nim, że jest drugim „Ojcem Zakonu”. Jako generał zakonu – pełnił ten najwyższy urząd przez 16 lat – dokonał po raz pierwszy wykładni Reguły św. Franciszka. W roku 1260 wydał konstytucje zakonne, które stanowiły jedną i jednoznaczną interpretację Reguły. Trzeba bowiem wiedzieć, że wraz ze śmiercią Biedaczynyw zakonie rozgorzały spory, a franciszkanie faktycznie podzielili się na dwa obozy: zelantów i konwentualnych. Pierwsi byli rygorystami i pragnęli praktykować heroiczne ubóstwo (sprzeciwiali się między innymi budowie murowanych klasztorów); drudzy natomiast byli zwolennikami pewnego rozluźnienia węzła ubóstwa na franciszkańskim pasku i dowodzili potrzeby budowy okazałych nieraz konwentów.
Bonawentura był człowiekiem, który szukał złotego środka: dokonał akomodacji zakonnego prawa do zewnętrznych realiów oraz do wymiarów psychofizycznej struktury zgłaszających się kandydatów. To pozwoliło mu doprowadzić zakon do niebywałego rozkwitu. Był przełożonym bardzo mobilnym. Wizytował klasztory rozrzucone po całej Europie: w Anglii (1258, 1265), we Flandrii (1253), w Niemczech, w Hiszpanii (1264) oraz we Włoszech (1261-1272). Jego aktywność w tym względzie okazała się opatrznościowa i przyczyniła się do stabilizacji Franciszkowego dzieła. Z funkcji generała zrezygnował w 1273 roku, kiedy to papież Grzegorz X mianował go kardynałem i biskupem Albano. Rok później Bonawentura zmarł.
Bonawentura pochodził z Cittŕ, gdzie mieściła się stolica biskupia (dziś Cittŕ stanowi przedmieście miasteczka Bagnoregio koło Montefalco). Jego ojciec był lekarzem. Chłopiec otrzymał imię Jan. Dziecko było słabowite, więc matka uczyniła ślub, że poświęci syna na służbę Bożą, jeśli tylko wyzdrowieje. Jan rzeczywiście wyzdrowiał. Pierwsze nauki pobierał u minorytów (franciszkanów) w Cittŕ. Po ukończeniu szkoły średniej udał się na uniwersytet do Paryża, gdzie studiował filozofię (1242-1243). W Paryżu wstąpił do franciszkanów, gdzie otrzymał imię Bonawentura; miał wówczas 25 lat. Po nowicjacie studiował teologię. Jego nauczycielami byli Aleksander z Halles, Jan z La Rochelle, Wilhelm z Owernii – wybitni teolodzy franciszkańscy. Po uzyskaniu stopnia magistra kontynuował naukę jeszcze przez trzy lata (1248-1251), jednocześnie wykładał Pismo Święte oraz Sentencje Piotra Lombarda. W tym czasie stoczył słynne słowne pojedynki z Wilhelmem z Saint-Amour i z Tomaszem z Yorku w obronie zakonów żebrzących. Autor znakomitych dzieł: De Trinitate, De primo principio, De anima, a zwłaszcza Lignum vitae, Itinerarium mentis in Deum oraz Illuminationes Ecclesiae. Zajmował się również filozoficznym problemem ludzkiego poznania. W tej kwestii odszedł od Arystotelesa i Tomasza z Akwinu, a zbliżył się do poglądów Platona i Augustyna. W dziełach tych można odnaleźć syntezę jego myśli filozoficznej i teologicznej. Jest głównym twórcą franciszkańskiego nurtu teologicznego stojącego w opozycji do tomizmu. Kanonizacji Bonawentury dokonał Sykstus IV (1482), a Sykstus V ogłosił go doktorem Kościoła.
Bonawentura nie był jedynie intelektualistą oraz sprawnym administratorem i reformatorem zakonu. Potomnych zadziwił wrażliwością oraz niezwykłą świętością. Oprócz dzieł teologicznych i filozoficznych pozostawił po sobie poematy poświęcone Męce Pańskiej, pełne żarliwości i uczucia. Aleksander z Halles miał o nim powiedzieć, że w nim „zdawał się Adam nie zgrzeszyć”. Słowa te dobrze korespondują z słowami ewangelii: „Wy jesteście solą ziemi. Wy jesteście światłem świata”. Głosił życiem i piórem „mądrość między doskonałymi, ale nie mądrość tego świata”, lecz „tajemnicę mądrości Bożej, mądrość ukrytą” (1Kor 2, 6.7). Była to rzeczywiście mądrość Boża, sól i światło dla tego świata. Niestety, nie wszyscy – ani wtedy, ani dzisiaj – chcą jej słuchać.
Bonawentura był przede wszystkim człowiekiem świętym. Jego świętość była bardzo zwyczajna. Kiedy w roku 1260 udawał się na kapitułę generalną wraz ze swoją radą, zaczepił go pewien brat i poprosił o posłuchanie. Generał natychmiast oddalił się od swej rady, usiadł na ziemi i cierpliwie słuchał skarg brata. Po skończonej „audiencji” zaczęto mu czynić wymówki, że dla zwykłego braciszka poświęcił tak wiele czasu, a inni – dostojni konfratrzy – musieli tak długo czekać… Tak odpowiedział im minister generalis: „Jestem ministrem zakonu. A wiecie, że minister to znaczy sługa. Jestem więc sługą, a nie panem”.
W tym miejscu przypomina się scena z ostatniej Paschy i słowa Pana Jezusa: „Królowie narodów panują nad nimi, a ich władcy przyjmują nazwę dobroczyńców. Wy zaś nie tak [macie postępować]. Lecz największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa” (Łk 22, 25-26). Słowa tyle razy słyszane, ale zapominane… Najwyższy przełożony, wielki teolog i filozof, poświęca swój cenny czas – niepiśmiennemu zapewne – „szeregowcowi”, który generałowi zawraca głowę sprawami tak błahymi, że o temacie rozmowy milczy historia. Kiedy indziej, gdy posłowie papieża Grzegorza X przybyli do Generała zakonu z kardynalskim kapeluszem, zastali Bonawenturę „na zmywaku” w klasztornej kuchni.
Gdy czyta się te relacje świadków, wprost nie chce się wierzyć, że opisują prawdziwe zdarzenia. Zdają się być bajką z morałem. Ale to nie jest bajka. To jest właśnie ewangelia. Święty Bonawentura postępuje „na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć” (Mt 20, 28).
Dziś wielu z nas wyrosło z bajek i z ewangelii… Wielcy tego świata i Kościoła nie przesiadują w kuchniach, ale w salonach. Słowo „minister” brzmi na tyle dumnie, że już nie służy innym, lecz to jemu, słudze, służą oni. „Dobroczyńcy” narodów i ludzi żądają dla siebie pierwszych krzeseł i honorów.
Niestety, przykład z ministrów biorą także mali, obywatele, którzy są „wolni” i władczy. Nie chcą być niczyimi sługami – ani człowieka, ani Pana Boga. Nie rozumieją ewangelii.
Czy postawa Bonawentury może zmotywować współczesnego demokratę do służby drugiemu człowiekowi? Dziś niewielu chce być solą ziemi, a jeśli już – to woli być światłem świata. Ale jakie to światło, skoro tak ciemno jest pod tą lampą? Jaka to mądrość i ile tych mądrości codziennie wylewa się z mediów? Gdyby była jedna, bez wątpienia byłaby to mądrość Boża, a że jest ich wiele, to znak, że są to jedynie ludzkie mędrkowania formułowane na użytek chwili, sytuacji i potrzeb określonych gremiów.
Franciszkański scholastyk zawierzył Bożemu umysłowi i mimo upływu setek lat pozostał w pamięci ludzi mądrych. Mądrale odeszli w niepamięć. Ich mądrości są „jak trawa, co rośnie: rankiem kwitnie i jest zielona, wieczorem więdnie i usycha” (Ps 90, 5-6). A mimo to jakże wielu pasie się na tej trawie, jak wielu zwodzą jej kwiaty i soczysta – ekologiczna – zieleń.
Święty Bonawentura – wybitny przedstawiciel nauki i mistrz wymowy, był przede wszystkim, jak napisał o nim jeden z historyków soboru w Lyonie, mężem wielkiej świętości i miłosierdzia, łagodny i pobożny; Bogu i ludziom miły. Mądry mądrością Bożą. Jego mądrości nie dowodzą cenzusy naukowe ani pozostawione tomy dzieł – jest innego rzędu: „Wykazała się w swoim nienagannym postępowaniu uczynkami dokonanymi z łagodnością właściwą mądrości” (Jk 3, 13). To sól niezepsutych poglądów na życie i światło w ludzkich problemach. Stanowi ona w życiu każdego człowieka – buona ventura. Szczęśliwy los, którego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć…
autor: o. Ignacy Kosmana
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






