W numerze
 
lipiec/sierpień 2010 » SYTUACJE DUSZPASTERSKIE » Homilie okolicznościowe »

Kościół - mój bliźni (20 VIII)

Drukuj

Święty Bernard z Clairvaux nie urodził się, jakby można było przypuszczać, w Jasnej Dolinie (Clara Valais › Clairvaux), lecz we wiosce Fontaine-les-Dijon, położonej zaledwie dwa kilometry od miasta. Pochodził z rodziny arystokratycznej. W roku jego narodzin papież Urban VIII organizował właśnie pierwszą wyprawę krzyżową (krucjatę) w obronie Ziemi Świętej (1090).

św. Bernarda • 20 VIII

 
 
1Kor 12, 12-13.26; Łk 10, 25-37
 
Święty Bernard z Clairvaux nie urodził się, jakby można było przypuszczać, w Jasnej Dolinie (Clara Valais › Clairvaux), lecz we wiosce Fontaine-les-Dijon, położonej zaledwie dwa kilometry od miasta. Pochodził z rodziny arystokratycznej. W roku jego narodzin papież Urban VIII organizował właśnie pierwszą wyprawę krzyżową (krucjatę) w obronie Ziemi Świętej (1090). Wspomnienie tej koincydencji jest nie bez znaczenia, gdyż to św. Bernard był najżarliwszym zwolennikiem i protagonistą drugiej krucjaty, zresztą zupełnie nieudanej (1147-1149), w której do Palestyny dotarły ledwie niedobitki rycerstwa; większość uczestników zmarła z głodu.
Bernard był już wtedy opatem opactwa w Clairvaux, które sam założył. Okazał się być drugim ojcem zakonu; założył bowiem 68 wspólnot cysterskich, odnawiając w nich pierwotnego ducha. Do zakonu trafił, kiedy miał 22 lata. Wstąpił do klasztoru w Citeaux. Pociągnął wtedy za sobą trzydziestu kolegów, a w jego żywotach zawarto opis swoistej paniki wśród białogłów, które były w nie lada kłopocie, jako że wszyscy najszlachetniejsi młodzieńcy – potencjalni kandydaci na mężów – w jednej chwili zostali utraceni…
Święty Bernard żył w niezwykle „ciekawych” czasach. Nie dość że Kościół od pół wieku był podzielony, to jeszcze w samym Rzymie doszło do sporów o następcę po Honoriuszu II (1124-1130). Potężne rody przystąpiły do walki o urząd. I tak Kościołem zarządzały dwie głowy: Innocenty II i Anaklet II (antypapież). Między papieżami i ich stronnikami rozgorzała walka, i to nie tylko na słowa, wszak każdy z nich uciekł się o pomoc do zbrojnego ramienia swoich sprzymierzeńców. Stolica apostolska przechodziła z rąk do rąk. Na szczęście Anaklet II zmarł i problem chwilowo został rozwiązany. Niestety spory i walki nie ustały, chociaż mogłoby się wydawać, że sobór Lateraneński II (1139) przywrócił jedność w Kościele. Niestety, kolejne pontyfikaty – Celestyna II i Lucjusza II – trwały krótko i papieże nie opanowali sytuacji, przypłacając życiem swoje urzędowanie. Kolejny papież – uczeń św. Bernarda, rzymski opat cystersów Eugeniusz III – został powołany na urząd papieski poza Rzymem. Przebywając we Francji, zachęcony przez św. Bernarda, ogłosił II krucjatę przeciw „niewiernym”, która jak wiadomo skończyła się klęską francuskiego i niemieckiego rycerstwa, wywołując w Europie rozczarowanie i przygnębienie. Idea walki o uwolnienie Grobu Pańskiego była świętemu bardzo bliska. To on napisał regułę dla powstałego w 1118 roku Zakonu Templariuszy.
Święty Bernard dał się poznać jako obrońca wiary nie tylko przez oręż, ale i poprzez słowo. Znany z polemik z genialnym, choć nazbyt intelektualizującym i nawiązującym do myśli ariańskiej, dialektykiem Abelardem, ostatecznie „pokonał” go i skłonił do pojednania z Kościołem. Zasłynął także ze swoich pism: rozpraw teologicznych, ascetycznych oraz kazań i listów.
Wśród spuścizny literackiej należy wymienić traktaty O łasce i wolnej woli, O stopniach pokory i pychy, Księga o miłowaniu Boga, kazania-komentarze do Pieśni nad pieśniami i O Najświętszej Maryi Pannie. Wyróżniał się szczególna pobożnością maryjną. Jako mnich potrafił łączyć niezwykle aktywny tryb życia z kontemplacją; działał w dzień, w nocy się modlił. Zmarł w 1153 roku, dwadzieścia lat później do chwały ołtarzy wyniósł go Aleksander III; doktorem Kościoła ogłosił go Pius VIII (1830), a Pius XII wydał ku czci św. Bernarda specjalną encyklikę, w 800-lecie jego śmierci, Doctor Mellifluus (Doktor miodopłynny).
Można zadać pytanie: co ma do powiedzenia dzisiaj ten doradca papieży i faktyczny inicjator II krucjaty, rozjemca i wyrocznia swoich czasów, mistyk i asceta, wreszcie doktor Kościoła?
Odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna. Ale to dobrze świadczy o Bernardzie. Zapewne nie znał się na polityce. Jego pomysł krucjaty zupełnie zawiódł chrześcijańską Europę i przyczynił się do śmierci europejskiego rycerstwa. Również zdolności mediacyjne nie zawsze i nie do końca przynosiły pożądany skutek. Wydaje się, że kompetencje Bernarda z Clairvaux były innego rzędu i innego tyczyły się pola.
Był to z pewnością człowiek wielkiej miłości. Miłował Boga i Kościół. Dziś często żongluje się na ambonie miłością Boga i bliźniego. I jeśli wiadomo, o którego Boga chodzi, to z bliźnimi jest już kłopot. Owszem, przez bliźniego rozumiemy każdego człowieka, zwłaszcza w potrzebie. Ale przecież „pierwszym” bliźnim jest nasz współbrat we wierze. I tak tę prawdę rozumiał Pan Jezus. Jego przypowieść o Samarytaninie jest w istocie przypowieścią o bliźnim. Nauczyciel wręcz zakładała, że nad rannym Izraelitą winien pochylić się izraelski kapłan lub lewita, albo choćby zwyczajny Żyd…
Czytając ten urywek ewangelii zwykle „internacjonalizujemy” bliźniego, upatrując go zawsze w „obcym”. Owszem, „obcy” to także bliźni, nie może być inaczej! Ale bliźnim, tym najbliższym i naturalnym, jest nieodmiennie i przede wszystkim mój brat, moja siostra we wierze; człowiek wierzący tak samo jak ja, katolik, a w sensie ogólniejszym – chrześcijanin. Bliźni jest w istocie pojęciem bardzo ekumenicznym. Bywa jednak nierzadko, że nad miłość do prawosławnych, anglikanów, ewangelików, baptystów, adwentystów… przedkładamy sympatię do hindusów, buddystów, mahometan.
Nie są to bynajmniej dywagacje nawiedzonego teologa, ale nauka, jaką zostawił nam Chrystus. Gdy pewnego dnia kobieta kananejska, a więc „obca”, natrętnie wołała do Jezusa o pomoc, Ten jej odpowiedział: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić psom” (Mt 15, 26). Ta wypowiedź, często przez nas niezrozumiana, swoje wyjaśnienie znajduje nie tylko w następujących potem słowach: „O, niewiasto, wielka jest twoja wiara”, ale i w „koncepcji pojęcia bliźniego”. To nic złego, że bliższymi dla mnie są: matka, ojciec, brat, siostra, katolik, Polak, a dalszymi: Turkmeni, Azerowie, Ujgurzy, Eskimosi, wyznawcy Tao, Konfucjusza, Buddy, Mahometa… Żeby nie było niedomówień. Oni także są naszymi bliźnimi. Trzeba jednak znać miarę słów.
Święty Bernard kocha Kościół. To jest jego bliźni pierwszy i najważniejszy. Dla jego obrony rozmawiał z królami Francji Ludwikiem VI i VII, cesarzami Niemiec Lotarem II i Konradem III, z królem Anglii Henrykiem I. To te same racje powodowały Bernardem, że przekonuje do II krucjaty Francję i Niemcy, kładąc na szalę cały swój autorytet. To z miłości do Kościoła, dzięki energicznej interwencji opata z Clairvaux, papieżem został Eugeniusz III.
Z miłości do swego „najbliższego” bliźniego – Mistycznego Ciała Chrystusa – rozdzieranego kłótniami i schizmami, symonią i partykularyzmem interesów jego członków, św. Bernard otaczał troską jego Głowę i członki – papieża i lud Boży. Ten kapłan i opat, cysterski lewita i zwyczajny katolik, pochylał się nieustannie nad poranionym ciałem bliźniego – nad Kościołem. Pozyskiwał dla Kościoła tych, „których albo błędne mniemania uwiodły, albo niezgoda rozdziela” – wielkiego Abelarda, królów i cesarzy, rycerzy i zwyczajnych ludzi, ucząc wszystkich miłości do Kościoła. Na tym polu walki Bernard z Clairvaux nie popełniał taktycznych błędów, tutaj odnosił swoje zwycięstwa.
Jakże skromnie przedstawiają się nasze „zasługi” dla Kościoła, jakże mała jest nasza miłość Bliźniego. Jakże często mijamy Go obojętnie, a i bywa, że kopiemy leżącego…
Święty Bernardzie, naucz nas kochać Boga i bliźniego, Mistyczne Ciało Chrystusa, Kościół nasz.
 
autor: o. Ignacy Kosmana