W numerze
 
lipiec/sierpień 2010 » SYTUACJE DUSZPASTERSKIE » Homilie okolicznościowe »

Modlitwa i praca (11 VII)

Drukuj
Święty Benedykt urodził się około 480 r. w Nursji we Włoszech, był bratem bliźniakiem św. Scholastyki. Na temat jego życia zachowało się niewiele danych. Pochodzą one głównie z drugiej części Dialogów papieża św. Grzegorza Wielkiego. Dialogi nie są opracowaniem historycznym, mimo że autor starał się rzetelnie przekazać informacje o życiu św. Benedykta.

św. Benedykta • 11 VII

 
 
 
 
1Tes 5, 12-22; Mt 6, 5-8
 
Święty Benedykt urodził się około 480 r. w Nursji we Włoszech, był bratem bliźniakiem św. Scholastyki. Na temat jego życia zachowało się niewiele danych. Pochodzą one głównie z drugiej części Dialogów papieża św. Grzegorza Wielkiego. Dialogi nie są opracowaniem historycznym, mimo że autor starał się rzetelnie przekazać informacje o życiu św. Benedykta.
Święty Benedykt pochodził z rodziny ziemiańskiej. Po ukończeniu miejscowej szkoły w Nursji udał się do Rzymu, gdzie podjął w studia literackie i prawnicze. Rozwiązłe życie młodzieży i swoboda obyczajów panujące w wielkim mieście nie odpowiadały Benedyktowi. Porzucił Rzym i schronił się na pustkowiu. Mając dwadzieścia lat, został pustelnikiem w Subiaco. Tam zgromadził wokół siebie uczniów i założył pierwszy klasztor. Nie wiadomo, czy św. Benedykt był kapłanem. Po trzech latach, na prośbę pobliskiej wspólnoty mnichów, został przełożonym ich monasteru. Jednak surowość jego wymagań nie odpowiadała braciom. Wskutek nieporozumień wyniósł się na południe i w roku 529 założył klasztor na Monte Cassino. Tam opracował nowy model wspólnoty monastycznej. Swoją regułę uważał za drogę dla początkujących, za szkołę służby Bogu, w której nie pragniemy narzucać niczego, co byłoby zbyt ostre lub surowe. Reguła św. Benedykta stała się fundamentem życia mniszego w Kościele zachodnim (do końca XVI wieku przyjęło ją ponad 100 zakonów). Oryginał pisanej przez lata Reguły spłonął w czasie pożaru klasztoru w Teano w 896 roku. Od imienia św. Benedykta zakon posługujący się jego regułą nosi nazwę benedyktynów.
Mnisi poświęcali dużo czasu wspólnej modlitwie w chórze zakonnym. Reguła omawia poszczególne nabożeństwa tworzące Liturgię Godzin, złożone z hymnów, psalmów i czytań z Pisma Świętego oraz prawowiernych autorów. Porządek dnia przewidywał kilka godzin na osobiste czytanie Pisma Świętego oraz innych książek religijnych, co zmuszało do stałej troski, by w klasztorze była odpowiednia biblioteka. Bardzo ważnym elementem życia była praca fizyczna i umysłowa. Benedyktyni zasłużyli się na polu rozwoju kultury rolniczej w Europie. Mnisi znani byli też jako kopiści ksiąg. Przyczynili się do uratowania od zniszczenia wielu dzieł kultury starożytnej – religijnej i świeckiej.
Jako mnich, Benedykt był człowiekiem praktycznym, szczerym i prostym. Łączył w sobie wymagania dyscypliny z szacunkiem dla osoby ludzkiej. Pisząc swoją Regułę, św. Benedykt korzystał z reguł zakonnych Wschodu, szczególnie św. Pachomiusza i św. Bazylego. Zapewne znał niektórych z mnichów bizantyjskich, którzy w V i VI wieku posiadali monastery w Italii; przejął od nich, charakterystyczną dla św. Bazylego, atmosferę miłości, szacunku dla każdego człowieka, a także wielką wartość życia wspólnotowego.
Święty zmarł w klasztorze na Monte Cassino. Przed śmiercią przyjął Eucharystię i oddał duszę Bogu w postawie orans – na stojąco – podtrzymywany przez uczniów. Pochowano go we wspólnym grobie z jego siostrą Scholastyką w oratorium św. Jana Chrzciciela. Relikwie świętego po kilku translacjach ostatecznie wywieziono do Fleury we Francji, na przełomie VII i VIII wieku.
Znana wszystkim benedyktyńska maksyma powiada: Ora et labora. Módl się i pracuj. Jest jeszcze inna: Laborare est orare. Praca jest modlitwą. Czy pracę można jednak utożsamiać z modlitwą? Czy też obydwie – modlitwa i praca – stanowią odrębne wartości? Są to pytania, na które współczesny chrześcijanin musi znaleźć właściwą odpowiedź.
Mogłoby się wydawać, że dzisiaj człowiek skazany jest na aktywność. Teraz, gdy bankrutują nie tylko banki i przedsiębiorstwa, ale coraz częściej na skraju bankructwa stają państwa, nierzadko „bankrutuje” też człowiek, i to w znaczeniu nie tylko duchowym, ale i finansowym. Przybywa bezrobotnych, bezdomnych, nędzarzy; codziennie tysiące ludzi umiera z wyczerpania i głodu. Wydaje się, że brak „aktywności zawodowej” jest zabójczy dla ludzkiej istoty. Praca staje się głównym obowiązkiem współczesnego człowieka – bez niej umiera. A jednak praca, praca i praca… nie są receptą na życie. Na nic zdaje się podnoszenie godzinowej stawki za ludzki wysiłek, jeśli człowiek zapomni o drugim obowiązku. O modlitwie. Modlitwie zarówno „obowiązkowej” – w niedzielę w kościele, jak również indywidualnej – we własnej „izdebce”.
Owszem, właściwie pojmowana praca może być bliską krewną modlitwy, ale nie może jej zastąpić. W istocie praca jest namiastką modlitwy. Często staje się wymówką dla modlitwy: nie modlę się, bo jestem zapracowany, zmęczony. Praca nie może być pretekstem do spychania modlitwy na pobocze ludzkiego życia. Warto zauważyć, że przywołana na początku sentencja stawia na pierwszym miejscu modlitwę: Módl się… Po modlitwie następuje: pracuj. Co ważne, „modlitwę i pracę” łączy spójnik „i”, który szereguje te dwa elementy ludzkiej egzystencji. Ludzkie życie nie może się obejść bez tego „i”.
Czy zatem Laborare non est orare? Praca nie jest formą modlitwy? Oczywiście. Ludzie mogą uświęcać się przez pracę. Nie oznacza to jednak, że zastępuje ona modlitwę. Przeciwnie. Jeżeli zastąpią modlitwę pracą, mogą co najwyżej pędzić użyteczny i chwalebny żywot, lecz nigdy – przez samą pracę – nie osiągną świętości. Było wielu świętych, którzy nie głosili rekolekcji, nie orali ani nie pisali. Nie ma natomiast ani jednego świętego, który by się nie modlił.
To prawda: „Bóg chodzi między garnkami i rondlami” (św. Teresa z Lisieux) i w pewnym sensie „jest na końcu mojego pióra, mojej łopaty, mojego pędzla, mojej igły” (Teilhard de Chardin), ale też ilu potrafi Go tam dostrzec, skoro z takim trudem przychodzi im widzieć Go w tabernakulum?
Nie może zabraknąć nikomu czasu na modlitwę. Żaden człowiek nie może być na tyle zajęty, by zabrakło mu czasu, by uklęknąć przed Bogiem. Nie tylko praca jest dla człowieka, ale także modlitwa. Modlitwy nie reguluje zegarek, lecz serce. Człowiek nie przeżyje bez modlitwy, gdyż jest ona tak samo potrzebna jak praca, pokarm i sen. Modlitwa nie jest więc luksusem świętych, jest elementem powszednim i powszechnym, koniecznym do życia. Tak jak opuszczenie jednego dnia pracy czy jednego śniadania nie grozi poważniejszymi konsekwencjami, tak również sporadyczne opuszczenie modlitwy nie jest katastrofą. Gdy jednak chrześcijanin zupełnie zrezygnuje z modlitwy, skutki będą podobne, jak w wypadku porzucenia pracy lub rezygnacji z pożywienia – zagłodzi się na śmierć.
Modlitwa jest nie tyle obowiązkiem wynikającym z prawa, ile z potrzeby serca. Modlący się chrześcijanin nie może przypominać ucznia w klasie fortepianu, który ćwiczy godzinami dla swoich rodziców… Dopóki ćwiczy dla nich, ma marne widoki, by stać się artystą. Prawdziwy pianista gra bezustannie etiudy, ponieważ kocha muzykę. Podobnie prawdziwy chrześcijanin nie zarzuci modlitwy, ponieważ kocha Boga. W przeciwnym razie obaj nie zrobią kariery. Pianista będzie przygrywał co najwyżej „do kotleta”, a chrześcijanin stanie się „wierzącym niepraktykującym”.
To nie Bóg potrzebuje modlitwy. To człowiek nie może się obejść bez łączności z Bogiem. To człowiek czerpie pożytek z modlitwy. Bóg może w zupełności obejść się bez niej. Modlitwa nie jest więc wymyślonym przez Kościół „przykrym” obowiązkiem – jest szansą, by stać się w pełni człowiekiem.
Modlitwa w istocie jest bardzo intymnym kontaktem człowieka z Bogiem. Nie jest na pokaz. Święty (chrześcijanin), gdy się modli, to milczy i słucha w ciszy Boga. Nie narzuca tematu rozmowy Boskiemu Rozmówcy. On wie, czego potrzebuje człowiek. Gadatliwość jest z natury pogańska, sugeruje, że bogowie są daleko od ludzi i potrzebują, by im stale przypominać o sobie. Jahwe jest blisko człowieka. Jest Emmanuel – Bóg z nami. Czeka sposobnej chwili, by mu pomóc. Czeka, aż będzie miał czas tylko dla Niego.
Praca nie może być wymówką dla modlitwy. Modlitwa nie może maskować lenistwa.
 
 
autor: o. Ignacy Kosmana