W numerze
 
lipiec/sierpień 2010 » SYTUACJE DUSZPASTERSKIE » Homilie okolicznościowe »

Siła przykładu (8 VIII)

Drukuj
Dominik Guzman (*1171-1173 †1221) urodził się w Calaruega, miejscowości położonej w Kastylii. Swoją edukację rozpoczął w miejscowej szkole, a dalszą naukę kontynuował na uniwersytecie w Palencji, gdzie studiował najpierw nauki wyzwolone, a potem teologię. Święcenia kapłańskie przyjął ok. 1196 roku i został natychmiast mianowany kanonikiem katedry w Osma. Wiele podróżował ze swoim biskupem Diego.

św. Dominika • 8 VIII

 
 
2Tm 4, 1-5; Łk 9, 1-6
 
Dominik Guzman (*1171-1173 †1221) urodził się w Calaruega, miejscowości położonej w Kastylii. Swoją edukację rozpoczął w miejscowej szkole, a dalszą naukę kontynuował na uniwersytecie w Palencji, gdzie studiował najpierw nauki wyzwolone, a potem teologię. Święcenia kapłańskie przyjął ok. 1196 roku i został natychmiast mianowany kanonikiem katedry w Osma. Wiele podróżował ze swoim biskupem Diego.
Podróże kształcą. W czasie swoich wojaży Dominik poznał historię współczesną Kościoła; nie była to wiedza napawająca nadzieją na przyszłość. Zobaczył mnichów zabarykadowanych w klasztorach, leniwych i opływających w bogactwa biskupów uwikłanych w procesy i intrygi, kler pogrążony w ciemnocie. Widział też kontrreakcję ludu na kryzys Kościoła. Były nią licznie powstające wspólnoty waldensów i katarów oraz innych ruchów, które wchodziły w skład luźnej konfederacji zwanej – od nazwy miasta Albi – albigensami. Co by nie powiedzieć o heretykach, to przykładowo Piotr Valdo, bogaty kupiec z Lyonu, rozdał swój majątek ubogim, głosząc hasła wyrzeczenia się własności, a także życia w heroicznym ubóstwie oraz pokucie i umartwieniu. „Nowa religia” rozprzestrzeniała się pośród wszystkich klas społeczeństwa. Odpowiedzią papiestwa były jak zwykle zintensyfikowane misje, ekskomuniki, interdykty, a nawet walka zbrojna. Innocenty III przez dziesięć lat prowadził taką właśnie politykę. Mobilizował cystersów jako swoich legatów, dał im pełną władzę, by mogli sądzić i karać duchowieństwo, ekskomunikować i zsyłać na wygnanie heretyckich wielmożów oraz konfiskować dobra odstępców. Działania represyjne nie przynosiły jednak oczekiwanego skutku.
Gdy Dominik, towarzysząc biskupowi w podróży do Hiszpanii (1206), zatrzymał się w Montpellier, dwunastu opatów z zakonu cystersów i kilku duchownych delegowanych przez Innocentego III radziło właśnie nad sposobem zwalczania albigensów. Padły wówczas znamienne słowa biskupa Diego: „Moi ojcowie, jeśli chcecie nawrócić ku prawdzie te zbłąkane umysły, zacznijcie od dania im dobrego przykładu. Porzućmy zbytek naszych orszaków i pieszo, ubodzy, jak nasz Zbawiciel, głośmy prawdziwą naukę ewangelii”.
Dlatego do zrewoltowanych parafii, miast i wsi wyrusza nowa misja zaopatrzona jedynie w mądrość Bożą, bez orszaków, w ubóstwie. Misjonarze wędrują z miejscowości do miejscowości, organizują dysputy i wygłaszają mowy. Solidne studia i rzetelna wiedza zdobyta wcześniej przez Dominika, pozwalają mu wychodzić zwycięsko z publicznych dysput prowadzonych z uczonymi waldensami i katarami. Nie neguje on uzasadnionych argumentów przeciw duchowieństwu, ale sprawnie zbija błędne interpretacje Biblii, występując przeciw gnostyckim i manichejskim ideom. Przemierza drogi Europy, tak jak nakazał Pan Jezus – pieszo, najczęściej boso, średnio 50 km dziennie.
W 1215 roku Dominik zakłada zakon i przyjmuje śluby zakonne od pierwszych współtowarzyszy. Po Wielkanocy 1216 roku zwołuje kapitułę generalną, aby zadecydować o wyborze reguły. Wybrano augustiański sposób życia, uzupełniając prawo zakonne ustawami o obowiązku ubóstwa, kaznodziejstwa i studium: „Dniem i nocą, w konwencie czy w podróży, bracia oddawać się będą studium, zajmować się czytaniem lub rozmyślaniem”. Stanowi to wyróżnik dominikanów pośród zakonów żebrzących.
Wyczerpany chroniczną chorobą jelit oraz trudami misji umiera w dzień Przemienienia Pańskiego, 6 sierpnia 1221 roku. Nie pozostawił po sobie żadnych pism, poza jednym wielkim dziełem – Zakonem Kaznodziejskim.
Dominik musiał dobrze zapamiętać słowa swego biskupa, który apelował do współczesnych, by nawracając „ku prawdzie zbłąkane umysły”, zaczynali od dawania dobrego przykładu, porzucenia zbytku biskupich orszaków i „pieszo, ubodzy jak nasz Zbawiciel”, głosili „prawdziwą naukę ewangelii”.
Życie św. Dominika było dla wszystkich dobrym przykładem. Nie głosił ewangelii jedynie poprzez słowo, choć z powołania był kaznodzieją. Jego życie było żywą ewangelią, której tak bardzo spragnione były – i są – narody. Obecne ewangeliczne oziębienie ma to samo źródło: orszaki i wystawne posługiwanie, pałace i apodyktyczność apostołów. Nigdy ekskomuniki i interdykty nie stanowiły o sile Kościoła; nawet nie słowo jest siłą ewangelii, choć ta jest właśnie Słowem. Bo słowo, choćby było boskie z pochodzenia, które w kontraście stoi do czynów, nie jest przekonujące ani zwycięskie. Siłę posiada dobry, ludzki przykład. Jeśli słowo potrafi nauczyć „maluczkich”, to przykład jest w stanie przekonać wielkich tego świata i oponentów Kościoła.
Argumenty werbalne może i pięknie brzmią w publicznej dyspucie, lecz to jednak przykładne życie poczciwych ewangelistów sprawia, że racja stoi po ich stronie. Jasno wyraził to przekonanie Jezus, gdy wysyłał apostołów na pierwsze misje: „Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie”. W czasach św. Dominika tych zasad trzymali się heretycy, a nie prawowierne duchowieństwo katolickie. Bogaty biskup rozprawiający przed plebsem o wyższości ubóstwa nad bogactwem jest niewiarygodny, nikogo nie przekona do takiej ewangelii. Jego słowa są jak miedziak – rzucone na stół ludzkiego serca wydają dźwięk fałszywy; nawet laik nie weźmie ich za dobrą monetę.
Historia misyjna św. Dominika nie jest bynajmniej opowieścią z dawnych czasów. Także i dzisiaj słowa misjonarza, rekolekcjonisty czy niedzielnego kaznodziei często brzmią nieprawdziwie. Dlaczego? Bo przybywają do ludzi z laską (pastorałem?) i dużym samochodem, z wielką walizką z sukniami; przybywają po pieniądze. Oto niejednokrotnie prawdziwy cel ich wypraw „misyjnych”. Słuchacze, jeśli się nawet wzruszą w czasie kazania, to gdy wyjdą z kościoła i ujrzą „ubóstwo” apostoła, w okamgnieniu zapominają o nauce z ambony. Biorą przykład z tego, co widzą pod kościołem, na plebanii, w pałacu. Cały trud misjonarski idzie wtedy na marne. Jeśli współcześni kaznodzieje nie wezmą na serio słów Mistrza rozsyłającego apostołów na żniwo, to „daremne jest ich nauczanie”. Może właśnie dlatego apostołowie XXI wieku nie mają mocy i władzy „nad wszystkimi złymi duchami”, bo niektórym z nich służą… Dlatego nie mają władzy leczenia chorób, bo sami są chorzy.
Postać św. Dominika stanowi przypomnienie istoty ewangelii i postuluje raz jeszcze potrzebę dobrego przykładu w pracy duszpasterskiej. To nie może być przykład na pokaz; dobry przykład ma być naturalnym odruchem człowieka wierzącego, postawą chrześcijańskiego savoir-vivre’u. Nie dotyczy to jedynie zachowań prezbiterów i biskupów, ale wszystkich katolików, którzy powołani są do powszechnego kapłaństwa w Kościele, między innymi przez „świadectwo życia świątobliwego, zaparcie się siebie i czynną miłość” (KK 10).
„Święte” oburzenie i pogardliwa wyniosłość zwykle nie odnoszą pozytywnego skutku. Do „heretyków” chodzi się boso ze słowem miłości. Wychodzi się im naprzeciw, „gdy jeszcze są daleko” albo gdy dopiero co powzięli zamiar odejścia. Przyciąga się ich dobrym przykładem, jak ojciec marnotrawnego syna, który – nie do wiary! – „wzruszył się głęboko” na jego widok i „wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go” (Łk 15, 20). Taki jest ewangeliczny sposób nawracania „odstępców”.
Święty Dominik dobrze pojął ewangeliczne zasady działania. Czy równie dobrze pojmują je katolicy XXI wieku? Czy w życiu codziennym wykorzystują siłę przykładu? To wcale nie jest łatwe zadanie. O wiele łatwiej jest pogrozić laską słów, obłożyć interdyktem domy „niewiernych” i ekskomunikować ze swojej świadomości tych, „co nie przyjmują księdza po kolędzie”. Ale w ten sposób nie nawrócą ani jednego „albigensa”. Jedynie dobry przykład – bose stopy i pierścień miłości w dłoni – zdolny jest pogodzić syna z Kościołem.
 
autor: o. Ignacy Kosmana